
Wychowanie fizyczne to z jednej strony na studiach przedmiot obowiązkowy, z drugiej przepisy nie regulują precyzyjnie w jakiej formie i zakresie godzinowym zajęcia mają się odbywać. Na pewno są tacy dla których miganie się od ruchu jest na rękę, ale nie brakuje też tych, którzy narzekają na uczelnie, które... zniechęcają ich do zajęć sportowych. Trudno się dziwić skoro proponują np. WF na dyskotece.
REKLAMA
Zajęcia na macie – macie piłkę i gracie. Tak zazwyczaj wygląda WF w szkołach, gdzie dominują gry zespołowe: piłka nożna, koszykówka i siatkówka. Rzadziej piłka ręczna czy unihokej. To wygodne dla nauczycieli i dla większości uczniów. A jak sytuacja wygląda na uczelniach wyższych?
Wieje nudą
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa nie kontroluje tego, w jaki sposób uczelnie przeprowadzają zajęcia z wychowania fizycznego. Dlaczego? Bo prawo tego nie nakazuje. Władze uczelni kierują się jedynie ogólnymi zapisami z tzw. krajowych ram kwalifikacyjnych. W praktyce to od władz uczelni zależy w jakiej formie i zakresie będą prowadzone zajęcia WF. – Dlatego jedna na dziesięć placówek w ogóle ich nie organizuje – wyjaśnia przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej oraz profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prof. Marek Rocki.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa nie kontroluje tego, w jaki sposób uczelnie przeprowadzają zajęcia z wychowania fizycznego. Dlaczego? Bo prawo tego nie nakazuje. Władze uczelni kierują się jedynie ogólnymi zapisami z tzw. krajowych ram kwalifikacyjnych. W praktyce to od władz uczelni zależy w jakiej formie i zakresie będą prowadzone zajęcia WF. – Dlatego jedna na dziesięć placówek w ogóle ich nie organizuje – wyjaśnia przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej oraz profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prof. Marek Rocki.
Profesor podkreśla, że z podejściem do tych zajęć bywa różnie. Z jednej strony są uczelnie, które z różnych powodów je utrudniają, ale są również takie, które stwarzają świetne warunki dla amatorów sportu. – Uczelnie unikają WF głównie z powodów finansowych, np. na studiach zaocznych też są przedmiotem obowiązkowym, ale w praktyce najczęściej w ogóle go nie ma – wyjaśnia prof. Rocki.
Przewodniczący PKA tłumaczy, że szkoły wyższe, które nie mają własnych obiektów sportowych wykupują karnety na fitness dla swoich studentów. – To świetne rozwiązanie, bo pozwala żakom dopasować zajęcia do własnego grafiku – wyjaśnia. I podaje przykład jednej placówki. – Uczelnia wprowadziła zajęcia tańca nowoczesnego w dyskotece. Koszt pokrywał właściciel lokalu, który liczył, że studenci po zajęciach zostaną na piwo.
Rocki w rozmowie z naTemat nie ma wątpliwości, że studenci unikają zajęć z aktywności fizycznej z powodu nieatrakcyjny oferty uczelni. – Gdy hala jest w odległym miejscu miasta, a na zajęciach ćwiczy się pajacyka, to wówczas masowo pojawiają się lewe zwolnienia. Jeśli jednak oferta zajęć jest bogata, to studenci korzystają z niej dłużej niż zakłada program nauczania – wyjaśnia profesor.
Gender i zwolnienia
O opinię zapytaliśmy samych studentów i absolwentów. Kuba z Warszawy może świecić przykładem dla innych studentów. – Przez cały okres studiów korzystałem z zajęć piłki nożnej, którą prowadził trener jednej z warszawskich akademii. Dodaje, że mógł wybierać z bogatej oferty: od piłki nożnej po wspinaczkę czy taniec towarzyski, chociaż za niektóre z możliwości musiałby dodatkowo zapłacić.
O opinię zapytaliśmy samych studentów i absolwentów. Kuba z Warszawy może świecić przykładem dla innych studentów. – Przez cały okres studiów korzystałem z zajęć piłki nożnej, którą prowadził trener jednej z warszawskich akademii. Dodaje, że mógł wybierać z bogatej oferty: od piłki nożnej po wspinaczkę czy taniec towarzyski, chociaż za niektóre z możliwości musiałby dodatkowo zapłacić.
Podkreśla, że jego znajomi z roku chcieli zaliczyć WF jak najmniejszym kosztem. – Jeżeli potrzebowali do zaliczenia wyłącznie dwóch semestrów to uczęszczali tylko na wymaganą liczbę. Mimo że mogli uczęszczać bezpłatnie przez kolejne semestry, nie robili tego – dodaje.
Z kolei Kamila z Lublina w ogóle nie miała w czasie studiów zajęć z WF. – Nie musiałam chodzić na WF, bo go nie było. Chodziłam wówczas na basen we własnym zakresie – przekonuje. Zaznacza, że gdyby miała taką możliwość, to na pewno by na zajęcia chodziła.
Marek, absolwent z Łodzi nie miał takiego problemu. Chodził na WF, ale w ogóle nie sprawiało mu to przyjemności. Wyjaśnia, że jego zajęcia na studiach wyglądały tak, że „uroki przyjemności uprawienia sportu musiał odkrywać sam”. – Nasz WF był wspólny dla całego roku. Wszystkie aktywności były koedukacyjne, więc nie można było w nic pograć, bo trzeba było tylko uważać, aby żadnej dziewczynie nie zrobić krzywdy – wyjaśnia.
– Jak są dziewczyny w składzie, to nie ma równej gry tylko trzeba ciągle się pilnować żeby którejś nie uderzyć piłką. Zaznacza, że większość studentów przynosiło zwolnienia lekarskie, a reszta „ćwiczyła na siłowni”, co równało się z siedzeniem na ławce. Podobne doświadczenia ma Marcin z Katowic, który od podstawówki był na zwolnieniu lekarskim, jak przekonuje z powodu „lenistwa”. – Później już siłą rozpędu nie chodziłem na WF, a poza tym nie mieli nic ciekawego do zaoferowania. Podkreśla, że wolał grać w piłkę ze znajomymi pod akademikiem, bo nie lubi „zorganizowanego sportu z przypadkowymi ludźmi”.
Bez W-F nie ma dyplomu
Jeszcze ciekawsze przygody miała jedna ze studentek III roku, prywatnej uczelni z Warszawy. Przekonuje, że problem, który ją dotyka ma wielu studentów. Na pierwszym roku jej studiów nie było w ogóle mowy o WF, więc studenci myśleli, że zajęcia zaczną się od drugiego roku.
– Na II roku też cisza, w pierwszym semestrze III roku nadal nic. Pytałam w dziekanacie, czy WF jest w ogóle uwzględniony w toku studiów, ale nikt mi nie powiedział nic mądrzejszego, niż "jak będzie, to się Pani dowie” – wyjaśnia studentka.
W ostatnim semestrze trzyletni studiów wywieszono kartkę na uczelni, że "chętni mogą się zgłaszać do Pani XY jeśli chcą uprawiać jakiś sport". – Otwarto też uczelnianą siłownię, ale nikt nic na jej temat nie wiedział – dodaje. Od władz uczelni studenci usłyszeli, ze zajęcia z WF są jedynie dla chętnych.
Tydzień temu, kiedy uczelnia zaktualizowała "strefę studenta" i "wirtualny dziekanat", studenci dowiedzieli się, że bez zaliczonych 60 godzin zajęć z wychowania fizycznego, nie ukończą studiów licencjackich. – W dziekanacie panie patrząc nam w oczy albo milczały albo zapierały się, że po stronie uczelni wszystko jest w porządku – tłumaczy dziewczyna.
Studenci na dostarczenie papierów dostali deadline do 22 czerwca, dlatego większość z nich załatwia formalności na lewo, podrabiając zaświadczenie o uczęszczaniu na zajęcia. Studentka w rozmowie z naTemat przekonuje, że większość jej znajomych na uczelni chętnie chodziłaby na WF, gdyby miała taką możliwość. – Na ogół uczestniczą w różnych warsztatach tańca, chodzą na fitness i siłownię. Wielka szkoda, że na mojej uczelni robi się to poprzez "odbębnianie" – dodaje.
Zapytana o to czy chciałby uczęszczać na WF w dyskotece, odpowiada, że nie i dziwi się, że w ogóle wprowadza się takie pomysły zamiast zajęć ogólnorozwojowych. – Czy naprawdę tak trudno o proste zajęcia? – pyta retorycznie. – Jest tyle młodych instruktorek aerobiku bez pracy, naprawdę nie wymyślajmy. Wiemy jak kojarzy się WF jeszcze z podstawówki, gimnazjum i liceum. Jako okropne zajęcia, na których się krzątasz. Na studiach tym bardziej nie powinno tak być – stwierdza.
Kto miał zwolnienie z WF albo chodził na zajęcia tylko dla zaliczenia? Czekamy na Wasze opinie.
