
Bartłomiej Sienkiewicz miał wiedzieć, że grupa byłych funkcjonariuszy służb, których pominięto przy awansach, ma „jeździć za ministrami”. Ale zlekceważył wiadomość. Część informatorów wskazuje też, że za nagrania mogą odpowiadać rosyjskie służby. Prezydent „ocenia sytuację jako poważny kryzys instytucji państwa” i czeka na ruch premiera.
Chociaż BOR ma narzędzia do chronienia polityków przed podsłuchami, nawet w miejscach publicznych, musi wiedzieć wcześniej o planowanych spotkaniach. Tymczasem minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz miał zlekceważyć ostrzeżenia – pisze „Gazeta Wyborcza”. Według pracownika BOR, z którym rozmawiają dziennikarze, ostrzegano go, że "grupa byłych funkcjonariuszy pominiętych w awansach i sfrustrowanych" bierze udział w rozpracowywaniu rządu i "jeździ za ministrami".
Kwestionowana jest też teoria, że dymisja Jacka Rostowskiego to efekt wpływu prezesa NBP. O zmianie na tym stanowisku mówiło się już w czerwcu 2013 r. (spotkanie Belka-Sienkiewicz było w lipcu), po tym, gdy nagle okazało się, że trzeba znowelizować budżet. Otwarte jest pytanie kto dokonał nagrań, a później zdecydował się je wypuścić. Jeden z ministrów mówi „GW”, że to może być sprawka Rosjan.
Na reakcję premiera Tuska czeka także prezydent. Bronisław Komorowski „ocenia sytuację jako poważny kryzys instytucji państwa" – powiedziała Joanna Trzaska-Wieczorek, dyrektor biura prasowego prezydenta, w rozmowie z Pawłem Wrońskim z „Gazety Wyborczej”. Na bezpośredni komentarz głowy państwa będzie można liczyć dzisiaj podczas jego wizyty w Budapeszcie.
czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
