Zamieszki przed meczem Argentyny z Bośnią i Hercegowiną
Zamieszki przed meczem Argentyny z Bośnią i Hercegowiną Fot. YouTube.com

Komentatorzy telewizyjni lubią nazywać mistrzostwa świata “świętem futbolu”. Warto jednak pamiętać, że brazylisjkie święto, które wielu z nas śledzi z zapartym tchem, ma także swoją ciemniejszą stronę: to protesty mieszkańców tego kraju, którzy czują się oszukani przez rząd i FIFA.

REKLAMA
Choć w telewizji widzimy głównie nowoczesne stadiony i (jak na razie) bardzo emocjonujące rozgrywki, to brazylijski mundial ma też swoje drugie oblicze. Wiedzą o tym aż nazbyt dobrze mieszkańcy tego kraju, wśród których aż 40 proc. deklarowało, że jest przeciwnych organizacji tej imprezy.
Korupcja, przestępczość, nierówności społeczne, wzrost cen, nietrafione inwestycje, eksmisje i brutalność policji sprawiły, że protesty przeciwko władzy, mistrzostwom, a także FIFA, trwają i dziś.
W tym samym czasie, gdy my emocjonujemy się bramką strzeloną w ostatnich sekundach meczu przez Szwajcarów, media donoszą o brazylijskim policjancie w cywilu, który też strzelał… ale z pistoletu. W niedzielę mierzył z naładowanej ostrą amunicją broni do protestujących i oddał kilka strzałów w powietrze.
Dlaczego zamiast “piłkarskiej samby” na ulicach Brazylii dochodzi do brutalnych starć z policją? Oto kilka faktów, które mogą pomóc to zrozumieć… a być może odbiorą nam także nieco przyjemności z oglądania sportowych zmagań.

1. Transport


Największe od wielu lat protesty, które wybuchły w Brazylii w 2013 roku, przez pewien czas nazywano “autobusową rewolucją”. Było tak, ponieważ u źródeł społecznego gniewu leżało nie co innego, jak podwyższenie cen komunikacji miejskiej w kilku większych miastach kraju. I choć w efekcie protestów podwyżki zniesiono, sam system publicznego transportu wciąż pozostawia wiele do życzenia.
– W 11-milionowym mieście zawsze był problem z transportem, ale teraz to koszmar. Na dojazd do pracy i powrót do domu trzeba czterech godzin. Metro czy autobus? Zapomnij. Albo nie docierają, albo w upale można się w nich ugotować – mówił na łamach “Gazety Wyborczej” Diogo Penna, brazylijski socjolog.

2. Brutalność policji


W czasie tych samych protestów z 2013 roku okazało się, że brazylijska policja z manifestantami postępuje bardzo brutalnie. Pośród protestujących było 837 rannych, a 2608 zostało zatrzymanych – często bezpodstawnie. Organizacje ochrony praw człowieka, na które powołuje się magazyn “Vice” wyliczyły też, że w 2013 z rąk policji zginęły 23 osoby.

Trudno się dziwić, że pamięć o tamtych ofiarach jeszcze mocniej motywuje dzisiejszych protestujących. Zwłaszcza, że obecnie policja też sięga po radykalne środki.

3. Zakaz handlu wokół stadionów


W sytuacji, w której zyski z biletów i reklam trafiają na konto FIFA, sami Brazylijczycy zarobić mogą przede wszystkim na turystach-kibicach, którzy odwiedzili kraj. Dlatego, jak pisze “Newsweek”, wielu miejscowych było oburzonych wymogiem, by w promieniu 2 km od stadionów nie prowadzono handlu ulicznego. Decyzja ta, związana z zobowiązaniami wobec sponsorów imprezy, mocno uderzyła bowiem w zwykłych Brazylijczyków, uniemożliwiając im dorabianie sobie przy okazji sportowej imprezy.

4. Nietrafione wydatki: stadiony zamiast szkół


Zdecydowanie jednym z głównych powodów społecznego gniewu jest kwestia ogromnych wydatków, które poniesiono w związku z organizacją mundialu. Kwota ta, która wedle niektórych szacunków już dziś wynosi 7-10 mld dolarów, irytuje tym bardziej, że w kraju głośno jest o wielu skandalach i oszustwach towarzyszących przeprowadzanym inwestycjom.
Wiele stadionów kosztowało znacznie więcej niż planowano: sama tylko renowacja słynnej Maracany pochłonęła sumę, za którą można by zbudować 200 szkół… Co więcej, jak pisze “Newsweek”, jak dotąd nie zrealizowano też zapowiadanych wcześniej inwestycji infrastrukturalnych: jak choćby poprawy systemu miejskiego transportu. Ale problemów, które irytują Brazylijczyków, jest więcej.

5. Przestępczość


Brazylijczykom trudno jest czuć się bezpiecznie: przestępczość w tym kraju wciąż jest bardzo poważnym problemem – wystarczy spojrzeć na liczbę zabójstw na 100 tys. mieszkańców – z wartością 25,2 kraj ten plasuje się na 19 miejscu na świecie.

6. Analfabetyzm: ¼ ledwo czyta i pisze


Wedle brazylijskich władz 27 proc. obywateli między 15 a 64 rokiem życia ma zdolności czytania i pisania tylko na podstawowym poziomie: nie są w stanie przeczytać treści bardziej złożonych niż reklamy czy krótkie wiadomości. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji obywatele chcą szkół, a nie stadionów...

7. Podatki: mało za dużo


Przeciętny Brazylijczyk oddaje państwu 40,5 proc. swoich dochodów. Poza tym, system podatkowy jest szczególnie dotkliwy dla najbiedniejszej części obywateli. Ale prawdziwym problemem jest to, że Brazylijczycy w zamian za podatki dostają od państwa bardzo niewiele. Jak ustalił Brazylijski Instytut Planowania Podatkowego cytowany przez serwis The Corner, spośród 30 przebadanych krajów to w Brazylii proporcja ta jest dla obywateli najbardziej niekorzystna.

8. Służba zdrowia


W kłopotach pogrążona jest także brazylijska służba zdrowia. Jedna z kontroli wykazała, że 64 proc. szpitali jest przepełniona. Wiele placówek jest niedoinwestowanych, brakuje też lekarzy i pielęgniarek.

9. Eksmisje 250 tys. osób


“Washington Post” informował jeszcze w styczniu, że w związku z budową dojazdów do stadionów czy remontów lotnisk, w całej Brazylii eksmisją zagrożone jest 250 tys. osób – zwłaszcza mieszkańców biednych faweli. – Statystyki mówią o 250 tys. ludzi, którzy stracili dom. Mogą się teraz starać o nowy, z rządowego programu, ale lista oczekujących jest tak długa, że w kolejce stoi się pięć lat – mówiła w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” Livia Moraes, uczestniczka tamtejszych protestów.
Ale choć powodów do protestowania Brazylijczycy mają pewnie znacznie więcej, wedle medialnych relacji siłą protestów nieco zmalała wraz z rozpoczęciem imprezy: już pierwszego dnia narodowa kadra rozbiła 3:1 Chorwatów. Radość ze zwycięstwa okazała się silniejsza od wrogości wobec rządu.
– Cztery dni przez mistrzostwami świata obawy wobec ulicznych protestów były ogromne, ale atmosfera się zmienia – oceniał prosto z Rio de Janeiro w rozmowie z portalem Bloomberg.com Marcos Troyjo, adiunkt w Szkole Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Columbia. Ale nie znaczy to wcale, że protesty wygasły...