Premier Donald Tusk prawdopodobnie wiedział wcześniej o tym, że nagrania z podsłuchów ministrów zostaną upublicznione.
Premier Donald Tusk prawdopodobnie wiedział wcześniej o tym, że nagrania z podsłuchów ministrów zostaną upublicznione. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Krótki żywot może mieć afera związana z nagraniami rozmów polityków, które opublikował "Wprost". W poniedziałek wyjątkowo spokojnie na całą sytuację zareagował premier Donald Tusk. Nie doczekaliśmy się też dymisji szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. Nie zamierza jej składać także prezes NBP Marek Belka. Wszystko prawdopodobnie dlatego, że politycy od dawna wiedzieli o tym, że publikacja nastąpi, zdążyli się przygotować i prawdopodobnie już wiedzą, kim byli autorzy całego tego zamieszania.

REKLAMA
O nagraniach czołowych polskich polityków premier Donald Tusk prawdopodobnie dowiedział się na długo przed opinią publiczną. Jak donosi Gazeta.pl, pierwszą osoba, którą wezwał do siebie po zdobyciu tej informacji był szef Centralnego Biura Śledczego Paweł Wojtunik, którego nagrano podczas rozmowy (jeszcze nieopublikowanej) z wicepremier Elżbietą Bieńkowską. Później rozpoczęto analizę tego, jak wielkie straty wizerunkowe może wywołać afera.
Polowanie BOR-owców?
W środowisku rządowym prawdopodobnie wytypowano już też podejrzanych o podsłuchiwanie ministrów. Mają to być dwaj byli funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy znając nawyki i słabe strony czołowych polityków postanowili zemścić się za to, że stracili pracę w służbach. Właśnie dlatego na celownik trafiło szefostwo służb.
W poniedziałkowe popołudnie na dobre rozkręcono więc machinę mającą doprowadzić do wyjaśnienia tego, kto podsłuchiwał ministrów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego informuje, że już prowadzi działania związane z przeszukaniami różnych miejsc, w których mogło dojść do inwigilacji polityków, by odnaleźć materiał dowodowy mogący pomóc w namierzeniu sprawców.
- W ramach wstępnych czynności funkcjonariusze ustalili osoby oraz adresy, które mogą mieć związek z nagraniami przedstawionymi w mediach - zdradził rzecznik ABW, Maciej Karczyński. Spekuluje się, że oprócz BOR-owców na liście podejrzanych są jednak także... funkcjonariusze ABW.
Koniec emocji...
I zapewne ten przestępczy, a nie polityczny wątek całej afery będzie rozgrzewał debatę przez najbliższe dni. Wydaje się bowiem, że wszelkie polityczne rozstrzygnięcia zakończyły się podczas poniedziałkowej konferencji premier, podczas której nawet nie zająknął się na temat zdymisjonowania ministra Sienkiewicza, oraz rezygnacji Sławomira Nowaka z członkostwa w klubie parlamentarnym PO.
O dymisji nie myśli także prezes NBP Marek Belka. - Rozmowa z szefem MSW była rozmową prywatną. Wyłania się z niej troska o państwo, a nie coś innego. Nikt mnie, jako obywatela nie może, pozbawić prawa do opinii i osądów, które w różnych rozmowach wypowiadam. Nie ma to nic wspólnego z niezależnością banku - podkreślił w poniedziałek. I postanowił chyba tym oświadczeniem zakończyć dyskusję dotyczącą jego osoby.

Źródło: Gazeta.pl, TVN24.pl