
115 tys. złotych mieli dostać Łukasz N. z restauracji Sowa i Przyjaciele oraz Konrad L. z Amber Room. Ich ofiarami miało paść kilkadziesiąt osób z czołówki polityki i biznesu, a zleceniodawcami mieli być Marek Falenta i Krzysztof Rybka, biznesmeni zajmujący się importem węgla z Rosji. Część polityków na kilka dni przed publikacją „Wprost” miała dowiedzieć się, że zostali nagrani.
REKLAMA
Od lipca 2013 roku menadżer restauracji Sowa i Przyjaciele Łukasz N. miał nagrywać gości. Jego wspólnik Konrad L, kelner w Amber Room, zaczął kilka miesięcy później, we wrześniu. Skończyli kilka tygodni temu – podaje „Rzeczpospolita”. Za nagrania mieli dostać 115 tys. zł i przegrać podsłuchy na pendrive’y i dyski, które według prokuratury dostali od Marka Falenty i Krzysztofa Rybki, dwóch biznesmenów zajmujących się importem i sprzedażą węgla – informuje „Gazeta Wyborcza”.
Sam Falent zaprzecza i przekonuje, że jest celem politycznego ataku i próby przejęcia jego firmy. Jako dowód podaje rozmowę, która miała miejsce dwa tygodnie przed wybuchem afery podsłuchowej. Wiceminister skarbu Rafał Baniak miał go namawiać do sprzedania państwu SkładówWęgla.pl, ale polityk temu zaprzecza.
Według informacji „GW” Łukasz N. z Sowy i Przyjaciół miał ostrzec Baniaka, że w jego restauracji nagrywano rozmowy i mają być one upublicznione. Według „Wyborczej” żadnych ostrzeżeń nie mieli za to dostać ani wicepremier Elżbieta Bieńkowska, ani minister Radosław Sikorski.
