
Lidia Geringer de Oedenberg odeszła z SLD tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których zdobyła mandat na trzecią kadencję. Swoją decyzję tłumaczyła "intrygami i kłamstwami" w SLD, ale rzecznik partii Dariusz Joński mówi wprost: europosłanka oszukała wyborców i swoich kolegów, którzy ciężko pracowali na jej sukces. - Jeśli chce wyjść z tego z twarzą, powinna zrezygnować z mandatu - mówi w "Bez autoryzacji" Joński.
REKLAMA
Po odejściu Lidii Geringer de Oedenberg z SLD w komentarzach dominował ton wskazujący na to, że Sojusz został wykorzystany przez europosłankę. Partia też tak ocenia tę decyzję?
Dariusz Joński: Jest nam przykro, że Lidia odeszła, tym bardziej, że stało się to miesiąc po wyborach. Bez honoru. Startowała pod szyldem SLD i została wybrana dlatego, że reprezentowała konkretną partię, która przekroczyła próg 5 proc. głosów w skali kraju. I dopiero mając mandat w kieszeni stwierdziła, że coś jest nie tak, chociaż do tej pory nic takiego nie mówiła.
Czujecie się teraz oszukani, wykorzystani?
Lidia zdobyła mandat kosztem oszukanych wyborców. Ale oprócz nich oszukała też koleżanki i kolegów z SLD, którzy przecież ciężko pracowali w okręgu na to, by zdobyć ten mandat. Na liście było oprócz niej 9 innych osób, które miały po 5-6 tysięcy głosów i suma ich głosów dała Lidii Geringer szansę wejścia do PE. Do tego każda partia wystawia 130 kandydatów, od nas dostało się pięciu. Cała 130-osobowa grupa "grała" na tę piątkę. Ci ludzie czują się dzisiaj zdradzeni. Ciężko pracowali, wkładali w to środki, tak samo jak partia, wszystko by wynik był najlepszy. A paręnaście dni po wyborach okazuje się, że są w tym jakieś rzekome kłamstwa i intrygi. Czemu pani Lidia nie miała tego objawienia przed wyborami? Mam nadzieję, że pani Geringer zrozumie, że w tej sytuacji zostali oszukani wyborcy.
Lidia zdobyła mandat kosztem oszukanych wyborców. Ale oprócz nich oszukała też koleżanki i kolegów z SLD, którzy przecież ciężko pracowali w okręgu na to, by zdobyć ten mandat. Na liście było oprócz niej 9 innych osób, które miały po 5-6 tysięcy głosów i suma ich głosów dała Lidii Geringer szansę wejścia do PE. Do tego każda partia wystawia 130 kandydatów, od nas dostało się pięciu. Cała 130-osobowa grupa "grała" na tę piątkę. Ci ludzie czują się dzisiaj zdradzeni. Ciężko pracowali, wkładali w to środki, tak samo jak partia, wszystko by wynik był najlepszy. A paręnaście dni po wyborach okazuje się, że są w tym jakieś rzekome kłamstwa i intrygi. Czemu pani Lidia nie miała tego objawienia przed wyborami? Mam nadzieję, że pani Geringer zrozumie, że w tej sytuacji zostali oszukani wyborcy.
No właśnie, a były jakieś kłamstwa i intrygi? Czy w partii w ogóle wiadomo co miała na myśli europosłanka?
Nie wiemy o jakie intrygi i kłamstwa chodzi. Tym bardziej, że przez ostatnie dwie kadencje europarlamentu, czyli 10 lat, pani Lidia nie mówiła nic o żadnych intrygach. I nagle mówi to miesiąc po wyborach. Myślę, że to szukanie jakiegokolwiek pretekstu, żeby odejść. Do tej pory pani poseł nie sygnalizowała nam niczego oprócz swoich ogromnych ambicji politycznych.
Jakich ambicji?
Chciała zostać wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Ale żeby to zrobić, formacja musi mieć odpowiednio wysokie poparcie. Polska grupa SLD liczy pięciu europosłów – to zbyt mało, by objąć tak wysokie funkcje i Lidia o tym wie.
W takiej sytuacji mogłaby, jak sugeruje to wielu komentatorów, przejść do Platformy. Pana zdaniem to możliwe?
Nic mi na ten temat nie wiadomo, natomiast wiem jedno: takich polityków przechodzących z partii do partii jest więcej. PiS ma największe doświadczenie w tej kwestii, pamiętamy jak Ziobro wyprowadził stamtąd kilkudziesięciu posłów, a nawet europosłów. To w jakiś sposób oszustwo wyborcze, bo przecież oni nie kandydują jako osoby niezależne, tylko z konkretnych partii, o których potem zapominają. Przy tej ordynacji nikt niezależny nie ma szans w wyborach. Musi być z jakiejś formacji. Wystarczy spojrzeć na wyniki, by sobie z tego zdać sprawę. Dlatego może czas jakoś usystematyzować kwestię mandatów.
Usystematyzować, to znaczy?
Prawo powinno nakazywać odebranie mandatu tym, którzy odchodzą tuż po wyborach, piastując jakąś funkcję. Ta pani dopuściła się takiego oszustwa: startowała z list SLD, a teraz będzie z tego faktu korzystała finansowo. To nic innego jak hipokryzja. Jeśli pani Lidia chce z tego wyjść z twarzą, musi złożyć rezygnację z mandatu. Nie ma innej możliwości i tego będziemy się domagali.
