Sejmowe stenogramy ujawniają dramatycznie słaby poziom dyskusji.
Sejmowe stenogramy ujawniają dramatycznie słaby poziom dyskusji. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Krystyna Pawłowicz próbowała usunąć z sejmowych stenogramów „spi***alaj”, które rzuciła pod adresem Marka Balta z SLD. Bo polscy parlamentarzyści uwielbiają sobie przerywać. Czasami ich próby zdekoncentrowania konkurentów się udają, a na sali wywiązuje się prawdziwa przepychanka słowna. Z finezją mająca tyle wspólnego co SLD z Kościołem.

REKLAMA
Polski parlament po 125 latach zaborów odrodził się głównie dzięki posłom z parlamentu austro-węgierskiego. I stamtąd zaczerpnął też zwyczaje panujące na sali obrad. Było więc głośno, czasami wulgarnie i mało merytorycznie. Jak się okazuje, nie jest to nasz wynalazek.
Wbrew temu co może się wydawać, sala posiedzeń wcale nie jest ogromna. Dzięki oświetleniu i kamerom telewizyjnym wydaje się spora, ale wystarczy spojrzeć jak szybko politycy są w stanie przez nią przejść. Dlatego mówca słyszy dokładnie właściwie każde rzucone w jego kierunku zdanie, a gwar rozmawiających ze sobą posłów mocno przeszkadza w formułowaniu myśli. Widzowie tego nie słyszą, bo mikrofony są skierowane w stronę mówcy, a nie sali.
Dlatego oglądając co zacieklejsze debaty słyszymy niezrozumiałe dialogi, a właściwie ich połowy – politycy przemawiający na mównicy dyskutują, odpowiadają na jakieś zarzuty, ale my nie słyszymy tych polemicznych krzyków. Słyszą je za to sejmowe stenotypistki, które prowadzą stenogramy z posiedzeń. Ich przegląd pozwala znaleźć prawdziwe perełki sztuki oratorskiej.
Jest 4 czerwca tego roku. Trwa Zgromadzenie Narodowe, które zwołano z okazji 25. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów. I zaczyna się farsa. Pierwsze kwestie wypowiada Renata Zaremba z PO, która wzbudza salwy śmiechu z namaszczeniem odczytując stenogram. Rozochoceni senatorowie zaczynają zgłaszać poprawki do dokumentu. Zabłysnąć postanowił Bogdan Pęk z PiS, ale szybko sprowadzono go na ziemię.

Ewa Kopacz: Pan senator?
Bogdan Pęk: Tak.
EK: Bardzo proszę.
Głos z sali: Przestańcie.
Głos z sali: Siadaj.
EK: Proszę o ciszę.
BP: Mam taką poprawkę, bo zgubiła się gdzieś prawda. Czy ktoś z państwa nie widział? A może ktoś słyszał, gdzie się podziała?
Głos z sali: Nie pajacuj.
Głos z sali: Żenada, żenada.
Czytaj więcej


W czasie dyskusji o suwaku na listach wyborczych także nie brakowało ostrych debat między mówcami stojącymi na trybunie, a posłami siedzącymi na sali sejmowej. – To po co ta ustawa? – atakowała Dorota Arciszewska-Mielewczyk z PiS Bożenę Szydłowską z PO. – To nie na temat – dorzucała Elżbieta Witek z PiS. Szydłowska dowodziła jednak nadal, jak ważne jest równouprawnienie kobiet. – A wy nie o kobiety się martwicie – podsumowywała Arciszewska-Mielewczyk.
Równie trudne zadanie miał Tomasz Makowski z Twojego Ruchu. Zachwalał awangardową postawę swojej partii, ale posłanki PiS miały swoje trzy grosze do dodania.

Tomasz Makowski: Na jedynkach też kobiety były – są i będą. Tak, tak.
Izabela Kloc: Anna Grodzka?
TM: Nie, nie Anna Grodzka. A chociażby ostatnie wybory, pani Nowicka?
Waldemar Andzel: I jak ją potraktowaliście?
TM: Dlaczego wy nie chcecie normalnie dyskutować?
WA: Niech Twój Ruch siebie uspokaja.
TM: Szanowne panie, jesteście (…) władzą publiczną ustawodawczą. I reprezentujecie kobiety. Tak że tutaj chciałbym odpowiedzieć, że jest to zgodne z konstytucją.
WA: Czy pan chce zmienić płeć?


Niezawodna we wszczynaniu burd jest Krystyna Pawłowicz z PiS. Przekonał się o tym Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka. Nie pomogły nawet apele, prośby i groźby przewodniczącego obrad Cezarego Grabarczyka.

Marek Michalak: Pani poseł, proszę mi nie przeszkadzać. Teraz ja mówię, bardzo proszę.
Cezary Grabarczyk: Pani poseł, pani poseł…
Krystyna Pawłowicz: Niech pan nie kłamie
CG: Uprzedzam panią, że zastosuję regulaminowy tryb zgodnie z art. 175.
KP: Ale co tam jest, niech pan...
Głos z sali: Wyprowadzenie.. (…)
CG: Przywołuję panią do porządku.
Głos z sali: Przeczytaj ze zrozumieniem.
KP: Proszę pana, do podstawówki proszę wrócić i się kultury… (…) Panie marszałku, z wnioskiem formalnym. (…)
CG: Nie udzielam głosu. (…) Zarządzam 10 minut przerwy.
Głos z sali: Oświadczenie...
Głos z sali: Panie marszałku...
KP: Spadaj, człowieku. Nie odzywać się, powinniście wszyscy zrzec się mandatu. Czytaj więcej


Emocji nie brakowało też podczas dyskusji nad wnioskiem o wotum zaufania, który złożył Donald Tusk. Popierał go Rafał Grupiński, który aferę taśmową w PO określił jako „problem całej klasy politycznej. – Ze swoimi problemami sobie radź – wołał Wojciech Jasiński z PiS. Ale politycy PO nie zostawali dłużni. Oberwało się i Januszowi Palikotowi z TR i Przemysławowi Wiplerowi z KNP. – Pan kończy, panie premierze, rozbity przez gang trzech kelnerów – atakował Wipler. – W izbie wytrzeźwień skończyłeś – z ław poselskich prawie błyskotliwie ripostował Jakub Rutnicki z PO.

Janusz Palikot: Mówię to naprawdę z żalem, bo przecież byliśmy kiedyś razem, co pewien czas to przypominam.
Głos z sali: Już do nas nie wracaj.
JP: Od tamtego czasu odbiła wam woda sodowa.
Głos z sali: I tobie też.
Czytaj więcej


Czasami nie trzeba nawet nic mówić, żeby dostać sejmowym hejtem. Kiedy poproszono o zabranie głosu nieświętego przecież Antoniego Macierewicza ktoś ten fakt skwitował: – Odleciał.
Ale i wiceprezes PiS lubi się wdawać w dyskusje. – Kto panu wierzy? – dopytywał Donalda Tuska. – Nie przerywaj – zbeształ go dawny kolega z ZChN Stefan Niesiołowski. I tak dalej, i tym podobne. Tak wygląda większość dyskusji, szczególnie tych, które są transmitowane przez telewizję. Gimnazjalne pyskówki - wierzą posłowie - mają znacznie większą szansę przebić się do mediów. I się przebijają.
Bardziej nieśmiałym i lepiej wychowanym pozostaje trik, który pozwala żywą reakcję na swoje słowa wpisać do stenogramu. Powszechnym zwyczajem, szczególnie wśród posłów, którzy do późnej nocy składają oświadczenia poselskie, jest klaskanie… samemu sobie. Najczęściej na sali nie ma już prawie nikogo, a czekający na swoją kolejkę posłowie raczej nie są skłonni do oklasków. Dlatego w myśl zasady „nikt nie pochwali cię tak, jak ty sam” posłowie klaszczą po swoim przemówieniu, aby odpowiednia adnotacja znalazła się w stenogramie.
A nuż ktoś zechce do niego zajrzeć.