
Leszek Miller i Janusz Palikot jeszcze wczoraj byli śmiertelnymi wrogami, wyzywali się od „naćpanej hołoty” i „kłamcoholików”. Dziś, niczym skłóceni sąsiedzi z „Samych swoich”, podeszli do płota, by się uściskać i zawrzeć polityczny sojusz. Oto historia tych Kargulów i Pawlaków lewicy w cytatach.
Leszek Miller całe swoje życie zamyka w formule "nie wiedziałem". Nie wiedziałem, że była pożyczka moskiewska, nie wiedziałem o aferze starachowickiej, nie wiedziałem o aferze Rywina, nie wiedziałem, że były więzienia CIA. Wiem, że nic nie wiem. Taki Sokrates z Żyrardowa.
Można by to pewnie uznać za komedię, gdyby nie fakt, że padały też cięższe oskarżenia. Lider Twojego Ruchu w marcu 2012 roku mówił o Millerze, że "ma na rękach krew żołnierzy, którzy zginęli w Iraku i Afganistanie”.
Nie zamierzam wziąć udziału w żadnym spotkaniu, w którym będzie uczestniczył Janusz Palikot.
Andrzej Rozenek z TR (wtedy Ruch Palikota) twierdził z kolei, że dzięki byłemu premierowi, który pozwolił na utworzenie więzienia CIA, ryzyko zamachu terrorystycznego w Polsce wzrosło stukrotnie. Sprawy to zbyt poważne, by dziś powiedzieć, że tak tylko się droczyli...
Obydwaj mamy wrażenie, że czasami niektóre z tych sformułowań nie powinny paść, że się czasami posunęliśmy obydwaj za daleko. Ale teraz szukamy tego, co nas łączy, a nie dzieli.
Aspekt komediowy też był. np. kiedy Miller mówił do Palikota z trybuny sejmowej: "nie powiem nawet: pies cię jeb**, bo to mezalians byłby dla psa".
Albo jak poseł-palikociarz Artur Dębski wypominał SLD-owcom na Twitterze "starszych kolegów, co czołgi na robotników wysyłali". I jak sekretarz generalny SLD porównywał Palikot do Macierewicza.
Bezideowy cham. Zrobię wszystko, by pomóc go wyeliminować. Czytaj więcej
Lewicowy wyborca nie ma w Polsce łatwego życia. Wczoraj Palikot z Millerem się nienawidzili, dziś - używając metaforyki tego drugiego - "idą do łóżka". A jutro? "Bo to ostatnim raz się godzim?" – ta kwestia z "Samych swoich" tu też może pasować.
Marne pocieszenie dla lewicowca, że politycy z prawej strony też przyjaciół szukają wśród wrogów. Prezes PiS Jarosław Kaczyński chce jednoczyć prawicę i zaprasza do współpracy Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina. Pierwszy uznany został za zdrajcę, a posłowie PiS powtarzali jak mantrę, że za żadne skarby nie dopuszczą do powrotu "ziobrystów". Gowin zawiera z Kaczyńskim "programowe porozumienie", choć niedawno o programie PiS miał do powiedzenia tyle: "socjalizm w najczystszej postaci".
Nie ma w polskiej polityce człowieka równie bezwzględnego, jak on. To gorący patriota, a zarazem człowiek bardzo, wręcz fanatycznie, przeświadczony o swoich racjach. Zarazem stuprocentowy cynik, jeśli chodzi o metody działania.
Politycy, jednoczcie się, ale przynajmniej nigdy nie mówcie "nigdy".
