
Leszek Miller i Janusz Palikot jeszcze wczoraj byli śmiertelnymi wrogami, wyzywali się od „naćpanej hołoty” i „kłamcoholików”. Dziś, niczym skłóceni sąsiedzi z „Samych swoich”, podeszli do płota, by się uściskać i zawrzeć polityczny sojusz. Oto historia tych Kargulów i Pawlaków lewicy w cytatach.
Jak w kultowym filmie, tak w politycznej rzeczywistości, wydawało się, że dwa rody są nie do pogodzenia. Zaczęło się co prawda od ckliwego wezwania Palikota "Leszku, chodźmy razem!", kiedy Miller w grudniu 2011 roku wracał na stanowisko szefa SLD, ale szybko potrzeba odróżnienia zamieniła się w otwartą wojnę. I nie poszło o sprawę kalibru kota na sznurku, a o tajne więzienie CIA w Polsce, za które zdaniem palikociarzy (a może już nie?) odpowiedzialność ponosi Miller.
"Kłamcoholik", "wojnoholik", "Sokrates z Żyrardowa" – tak Palikot zwykł nazywać szefa SLD.
JANUSZ PALIKOT
Można by to pewnie uznać za komedię, gdyby nie fakt, że padały też cięższe oskarżenia. Lider Twojego Ruchu w marcu 2012 roku mówił o Millerze, że "ma na rękach krew żołnierzy, którzy zginęli w Iraku i Afganistanie”.
LESZEK MILLER
Andrzej Rozenek z TR (wtedy Ruch Palikota) twierdził z kolei, że dzięki byłemu premierowi, który pozwolił na utworzenie więzienia CIA, ryzyko zamachu terrorystycznego w Polsce wzrosło stukrotnie. Sprawy to zbyt poważne, by dziś powiedzieć, że tak tylko się droczyli...
JANUSZ PALIKOT
Aspekt komediowy też był. np. kiedy Miller mówił do Palikota z trybuny sejmowej: "nie powiem nawet: pies cię jeb**, bo to mezalians byłby dla psa".
Albo jak poseł-palikociarz Artur Dębski wypominał SLD-owcom na Twitterze "starszych kolegów, co czołgi na robotników wysyłali". I jak sekretarz generalny SLD porównywał Palikot do Macierewicza.
Marek Belt , SLD
Lewicowy wyborca nie ma w Polsce łatwego życia. Wczoraj Palikot z Millerem się nienawidzili, dziś - używając metaforyki tego drugiego - "idą do łóżka". A jutro? "Bo to ostatnim raz się godzim?" – ta kwestia z "Samych swoich" tu też może pasować.
Marne pocieszenie dla lewicowca, że politycy z prawej strony też przyjaciół szukają wśród wrogów. Prezes PiS Jarosław Kaczyński chce jednoczyć prawicę i zaprasza do współpracy Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina. Pierwszy uznany został za zdrajcę, a posłowie PiS powtarzali jak mantrę, że za żadne skarby nie dopuszczą do powrotu "ziobrystów". Gowin zawiera z Kaczyńskim "programowe porozumienie", choć niedawno o programie PiS miał do powiedzenia tyle: "socjalizm w najczystszej postaci".
Jarosław Gowin
Politycy, jednoczcie się, ale przynajmniej nigdy nie mówcie "nigdy".

