Po meczu Niemcy-Brazylia zaroiło się od porównań do nazistów. Czas powiedzieć "Stop"!
Po meczu Niemcy-Brazylia zaroiło się od porównań do nazistów. Czas powiedzieć "Stop"!

Nawet tak prozaiczne wydarzenie jak mecz piłki nożnej może wywołać festiwal narodowych resentymentów i bezsensownych ataków. Już podczas spotkania Brazylia-Niemcy pojawiały się porównania do Blietzkriegu, strzałów z Panzerfausta czy nazistowskiej parady. Zastanawiam się tylko, czym zawinili sobie ci dwudziestokilkuletni zawodnicy, że porównuje się ich do zbrodniarzy zorganizowanego przez Adolfa Hitlera przemysłu śmierci.

REKLAMA
Grę reprezentacji porównywano do Blitzkriegu czy przejazdu kolumny wojsk pancernych. Z czasem, gdy dominacja Niemiec stawała się coraz bardziej wyraźna pojawiały się kolejne nawiązania do III Rzeszy – wrzucano filmiki z parady nazistów w Norymberdze i grafiki przedstawiające piłkarzy w strojach żołnierzy SS.
Na takie komentarze pozwalali sobie nie tylko zupełnie anonimowi ludzie, ale i osoby publiczne. Historyczne resentymenty wzbudzał zarówno publicysta „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz, jak i naczelny weszło.pl Krzysztof Stanowski. Chociaż jego wpis na Facebooku traktuję raczej jako trolling i rozpaczliwą próbę zdobycia rozgłosu. – Im dłużej żyję, tym bardziej dociera do mnie, jak niewiele czasu minęło od tych zbrodni, od ludobójstwa – pisze
Ale duża część tych opinii zdawała się być autentyczna. To zaskakujące i przykre, że w 2014 roku, czyli prawie 70 lat po zakończeniu wojny można popisywać się tak daleko idącą ignorancją. Bo nie tylko Polacy czy Żydzi wiedzą, że nazizm był zbrodniczym systemem politycznym, III Rzesza zbrodniczym państwem, a naród niemiecki brał w tym udział. Ale to było siedem dekad temu.
Dzisiaj Niemcy są takimi samymi obywatelami Europy, jak my czy Francuzi. Absolutnie nic nie wskazuje na to, żeby tendencje nacjonalistyczne w tym kraju były silniejsze niż u nas czy w Hiszpanii. Co więcej, Niemcy od wielu lat żyją w jednym kraju z ogromną grupą imigrantów. Nie tylko z Polski, ale i krajów arabskich. Widać to także w składzie kadry. Choć w Niemczech działają (często podziemne) organizacje odwołujące się do nacjonalizmu, a nawet nazizmu, to nie występują one częściej niż w innych krajach.
Dlaczego więc mają płacić za błędy poprzednich pokoleń? Oburzenie większości z nas wywołały niesmaczne insynuacje Jacka Kurskiego, który sugerował, że dziadek Donalda Tuska zapisał się do Wehrmachtu. To przecież analogiczna sytuacja. Oczywiście zaraz pojawią się argumenty, że niemiecka przeszłość odbija się na teraźniejszości, że wielu byłych żołnierzy reżimu Adolfa Hitlera normalnie funkcjonowało po wojnie, wychowywała dzieci i mogła przekazać im poglądy.
„Mogła”. Tryb przypuszczający to klucz. Bo atakujący współczesnych Niemców popełniają – tak charakterystyczny dla wszelkiej maści ksenofobów – błąd generalizacji. Wszak chodzi o ludzi, konkretnych ludzi, a nie jednorodną, bliżej nieokreśloną masę. Dlatego robienie ze wszystkich Niemców neofaszystów to nie tylko intelektualna pułapka, ale i zwykła manipulacja.
logo
Fot. Facebook
Czy obawa przed nową wojną wywołaną przez Niemców powstrzymuje kogokolwiek przed wyjazdem do Berlina? Albo nartami w Austrii (wszak Hitler był Austriakiem)? Wielokrotnie w Niemczech bywał też Jarosław Kaczyński. Przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego prezes PiS stwierdził, że musi minąć co najmniej siedem pokoleń, zanim Polacy będą w stanie zaakceptować wojska niemieckie w Polsce.
Takie przyklejanie nazistowskich zapędów współczesnym Niemcom budzi zdziwienie szczególnie wtedy, kiedy robią to katolicy. Zapominają o słynnym liście biskupów z 1965 roku "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". „Nad naszą biedną Ojczyzną zapadła strasznie ciemna noc, jakiej nie doznaliśmy od pokoleń. Powszechnie nazywa się ona u nas okresem „niemieckiej okupacji" i pod tą nazwą weszła do polskiej historii” – piszą polscy biskupi.
Bo przecież wybaczenie to nie zapomnienie. Tak samo dzisiaj nikt nie oczekuje, że nie będziemy pamiętać o ponad 6 mln Polaków, którzy zginęli w hekatombie wojny i Shoah. Ale chorobliwe wypominanie tych wydarzeń współczesnym Niemcom to bynajmniej nie droga do udanej współpracy. A to ona – w ramach Wspólnot Europejskich – jest dzisiaj gwarantem bezpieczeństwa na Starym Kontynencie, zgodnie z pomysłem ojców założycieli.
Są też bardziej prozaiczne powody. Mundial to sportowe święto, równie ważne jak Igrzyska Olimpijskie, w czasie których niegdyś wygaszano spory, by nie psuły atmosfery rywalizacji. Także dzisiaj ich organizatorzy apelują o pokój – już nie militarny, ale o zaprzestanie sporów między różnymi grupami społecznymi (akcja „Say ‚no’ to racism”).
Tymczasem wielu ludzi nie potrafi tego uszanować. I to nie tylko w Polsce, ale też w USA, gdzie podczas meczu w mediach społecznościowych rekordowo często padało słowo „nazista” lub „nazistowski” czy w Malezji, gdzie polityk napisał „niech żyje Hitler”. To pokazuje jak powszechny to problem. Postarajmy się przynajmniej my, Polacy, tak boleśnie doświadczeni nienawiścią, po latach nie stosować tej samej broni.