Kasa w sklepie, Kraków
Kasa w sklepie, Kraków FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA

Sposobów jest kilka, ale ja mam swój sprawdzony, skuteczny, który wprawia w zdziwienie kasjera, jakby zobaczył najlepszą sztuczkę na świecie. I ta mina… Magia!

REKLAMA
W weekend wypuściłem do internetu tekst o tym, jak warszawiacy postrzegają swoje miasto. 91 procent kocha stolicę! Pod tym względem jesteśmy obok Barcelony - jednym z najszczęśliwszych miast na świecie. Ba, ileż to ja tekstów w ostatnim czasie napisałem o rzeczach w polskich miastach dobrych. Tekstach o zachowaniach coraz w Polakach fajniejszych. Idziemy do przodu jak burza, przepędzając skutecznie chmury wiszące nad wizerunkiem Polaka na świecie. Są jednak szczegóły, które niczym diabeł straszą. Nie tylko nas, ale przede wszystkim turystów, naszych zagranicznych przyjaciół, co do naszego kraju się wybiorą.
logo
FOT. WALDEMAR KOMPALA / AGENCJA GAZETA
"Mogę być winna grosika" to jest jedno z najbardziej obciachowych zachowań, jakie my Polacy w sobie bezczelnie tolerujemy. W żadnym, ale to w żadnym kraju, u żadnej nacji czy grupie społecznej na świecie tego typu głupich zachowań nie ma. Szczerze, mam serdecznie wyłudzania tych nieszczęsnych grosików przy kasie sklepowej dosyć. I nie wiem, na kogo bardziej w takich sytuacjach jestem zły. Czy na sklepową, która jak mantrę powtarza tekst o grosiku, czy na klientów, którzy dla świętego spokoju odpowiadają - tak, może pani być winna.
I wiecie, co? Winni jesteśmy… sobie sami. Bo przyzwyczailiśmy kasjerów polskich do tego, że mogą być nieprzygotowani do pracy. Że ich menadżerowie nie muszą rozmieniać pieniędzy przed rozpoczęciem zmiany, bo, po co? Przecież klient wybaczy, zrozumie, że może się zdarzyć każdemu, nawet najlepszemu kasjerowi - nie mieć jak wydać. Że Polak zrozumie, że kierownik zmiany czy menadżer nie jest od rozmieniania pieniędzy, prawda? Jest od rządzenia, ale nie od noszenia miedziaków. Bo co to jest - grosik? W praktyce faktycznie suma brzmi niewinnie. W teorii - są to do cholery nasze pieniądze! I czas powiedzieć temu stanowcze NIE. Nie tolerujmy tego u kasjerów, nie tolerujmy tego także u siebie. Jak?
logo
Kasa w sklepie FOT. RAFAL MIELNIK / AGENCJA GAZETA
Sposobów jest kilka. Od znajomych wiem, że ostatnimi czasy modne jest powiedzenie do kasjera, że może być winny nam pieniądze, ale żeby sobie za to coś kupił, lepiej się ubrał, odłożył na wakacje. Według mnie - chamstwa chamstwem leczyć się nie da. Albo inaczej - nie wypada. Zresztą - jak żebranie o grosika. Ja mam swój sprawdzony sposób, który jest nie tylko skuteczny, ale i potrafi rozładować napięcie przy kasie. A i ludzie w kolejce, jakby bardziej weseli, uśmiechnięci. Gdy kasjer pyta mnie, czy może mi być winny grosika, odpowiadam - a czy mogę w takim razie zapłacić za zakupy innym razem? Uwierzcie, działa jak magiczne zaklęcie, które sprawia - uwaga, uwaga - że grosik znajduje się w kasie! Nie wiem, jak, ale raptem jest, dostaję go nawet do ręki. Takie jakieś biedronkowe hokus, tescowe pokus. Działa! Co jeszcze sprawia, że ta metoda jest sama w sobie jak magiczna sztuczka? Mina kasjera czy też kasjerki - bezcenna. Zdziwienie - poziom Copperfield.
Ale przede wszystkim trzeba umieć powiedzieć "nie". Nie, i tyle. Nie ma też, co dorabiać do całej sytuacji ideologii, bo sprawa dotyczy płacenia za zakupy, a nie życiowych decyzji. Nie ma co się zatem szczypać. Zróbcie z tym porządek. Najlepiej zacznijcie dziś.