Policjanci z Poznania kontrolują prędkość samochodów
Policjanci z Poznania kontrolują prędkość samochodów Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Program ucywilniania policji miał wyprowadzić na ulice dodatkowych funkcjonariuszy. Ich miejsca za biurkami mieli zająć pracownicy cywilni. Jednak wyniki projektu ciężko uznać za sukces - przyniósł on głównie rozrost biurokracji. Sprawę opisuje dzisiejsza "Rzeczpospolita".

REKLAMA
Przygotowany jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości, wart ponad 6 miliardów złotych "Program modernizacji policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Biura Ochrony Rządu w latach 2007-2011" miał przynieść wiele widocznych dla obywateli efektów. Nie chodzi tylko o wymianę umundurowania policjantów czy zakup 8,5 tys. radiowozów, ale też większą obecność stróży prawa na ulicach. Trzeba przyznać, że po części udało się tego dokonać, bo do prewencji, oddziałów prewencji i śledczych trafiło około 3 tysięcy osób, które dotychczas siedziały za biurkami.
Jednak przyjętych na ich miejsca cywilów jest o połowę więcej, bo utworzone w ramach programu etaty to ponad 4,5 tysiąca miejsc. Jak wskazuje w rozmowie z "Rz" szef związku zawodowego policjantów, Antoni Duda nie zawsze uwolnieni zza biurka policjanci rzeczywiście trafiali na ulice - część z nich przesunięto z jednego administracyjnego stanowiska na drugie. Teraz kierownictwo Komendy Głównej chce, aby zakończony w zeszłym roku program był kontynuowany.
A jest jeszcze wiele do zrobienia. W polskiej policji zaledwie około 3 procent pracowników pionów wspomagających to cywile. Jak mówi "Rzeczpospolitej" Ludwik Dorn, były minister spraw wewnętrznych i administracji, w Wielkiej Brytanii aż jedna trzecia zatrudnionych w tej służbie nie jest policjantami.
Spore doświadczenie w ucywilnianiu ma armia, która po zakończeniu powszechnego poboru i przejściu na zawodowstwo stara się jak najwięcej zadań technicznych przekazywać cywilom. Dlatego też często przy bramach wjazdowych większości jednostek można spotkać pracowników prywatnych firm ochroniarskich a nie szeregowych.
Trwa też proces formowania Wojskowych Oddziałów Gospodarczych, które będą dostarczały do jednostek broń, amunicję, paliwo, żywność, ale też będą organizowały duszpasterstwo i kontakt z rodzinami. W tej chwili działa już 14 WOG-ów, na początku 2013 roku ma być ich 36. Ich pracownicy to w przytłaczającej większości cywile. Na przykład w Szczecinie 29 pracowników nosi mundury, ponad 500 to cywile. Podobnie jest w Zamościu, gdzie liczba wojskowych jest taka sama, a pracowników cywilnych jest około 400.
Zgodnie z rządowymi planami wycofuje się też żołnierzy z urzędów - dotychczas w niektórych z nich pracowało nawet 30 oficerów. Teraz, jak zapewnia w rozmowie z "Polską Zbrojną" gen. Artur Kłosowski z MON, tylko nieliczni wojskowi pozostali w kilku najważniejszych instytucjach, a około 200 wróciło do koszar lub przeszło na emeryturę. Należy kibicować i Ministerstwu Obrony Narodowej i Ministerstwu Spraw Wewnętrznych by jak najmniej wyszkolonych za publiczne pieniądze policjantów czy wojskowych zamiast robić to, do czego ich przygotowywano zajmowało się pobocznymi zadaniami, które z powodzeniem mogą robić cywile.