Tomasz Cywka - awansował do Premier League ale raczej jej nie podbije
Tomasz Cywka - awansował do Premier League ale raczej jej nie podbije dcfc.co.uk

Szczęsny, Fabiański, do niedawna Kuszczak - trudno wyobrazić sobie, by jakiś inny zawodnik, może poza eksportowym tercetem z Dortmundu, mógł trafić do Premier League i z powodzeniem grać w niej na innej pozycji niż bramka. Nie udało się Saganowskiemu, Frankowskiemu, Abbottowi. Można by tak te nazwiska chwilę wyliczać.. Wciąż nie udaje się grającemu na zapleczu ekstraklasy Majewskiemu. I oto nagle cień szansy pojawia się przed Tomaszem Cywką. Niestety, jak zwykle, idzie z tym w parze jakieś "ale". Bo choć Reading FC właśnie uzyskało promocję do najwyższej ligi, Polakowi znacznie bliżej do pakowania walizek i szukania nowych wyzwań gdzieś indziej.

REKLAMA
Awans zapewniony na dwie kolejki przed końcem sezonu to wielki sukces Reading. Biorąc pod uwagę możliwości klubu - pozbawionego gwiazd, choćby kilku zawodników mających już jakąś renomę na Wyspach. Zespołu, którego całą kadrę serwis transfermarkt.de wycenia niżej niż np. wszystkich piłkarzy Wisły Kraków. Od razu przychodzi do głowy casus Norwich City. Klubu, na papierze, równie przeciętnego, który przed rokiem odniósł podobny sukces i o dziwo radzi sobie w elicie nadspodziewanie dobrze.
Dla Cywki to drugie podejście do Premier League. Otarł się o nią, gdy jako dzieciak wyjeżdżał na Wyspy z Gwarka Zabrze. Ale wówczas nie było mu dane zadebiutować w Wigan w meczu ligowym. Przez kilka sezonów nie zagrał ani jednego spotkania, po czym przeniósł się do drugiej ligi – do Derby County.
Tomasz Cywka
wywiad dla Weszlo.com

W wieku 18 lat trafiłem do klubu Premiership. Na początku byłem na testach, trenowałem dwa tygodnie, ale pokazałem się na tyle dobrze, że po dwóch treningach zaoferowali mi kontrakt. Super, że mogłem codziennie ćwiczyć z zawodnikami z najwyższej klasy rozgrywek. Jeździłem na mecze, czasem byłem na ławce i dużo się nauczyłem, choć największy ból, że nie dostałem szansy.


Powoli szedł śladem Tomasza Kupisza, który skapitulował i uznał, że czas wracać do kraju. Zimą Cywka był już po decydujących rozmowach ze Śląskiem Wrocław, kiedy nagle odebrał telefon… „Możesz pójść do Reading. Są poważnie zainteresowani” – usłyszał w słuchawce i temat gry we Wrocławiu prysnął w sekundzie. – Gdy dowiedziałem się, że istnieje taka oferta, decyzję podjąłem bez chwili zastanowienia – przyznał później.
Trener Brian McDermott pamiętał go z zaplecza Premier League. Cywka, szybki i zwinny pomocnik, jako piłkarz Derby, strzelił kiedyś nawet bramkę Reading, ale w nowym klubie obdarzono go ograniczonym zaufaniem, proponując krótką, półroczną umowę. Transakcję sfinansował rosyjski biznesmen Anton Zingarewicz, który nieco wcześniej wynegocjował przejęcie 51 procent akcji klubu za promocyjną, jeśli patrzeć na to dzisiaj, kwotę 25 milionów funtów.

Reading solidnie punktowało przez całą rundę wiosenną, pewnie zmierzając do ekstraklasy, ale pozycja Cywki pozostawiała i nadal pozostawia do życzenia bardzo wiele. Na początku dał dwie niezłe zmiany, wchodząc na boisko w końcówkach, ale z czasem w ogóle przestał pojawiać się w składzie. Ostatecznie tylko raz wystąpił od pierwszej minuty, gdy kontuzji nabawił się inny zawodnik i jeśli robił sobie nadzieje, że tym razem przypomni ludziom o sobie, to średnio mu się powiodło.
Przed ostatnim, decydującym o awansie spotkaniem, Cywka mówił: „To wspaniałe, być dzisiaj w Reading. Czujemy, że trzymamy się razem. Nie wyjściowa jedenastka, nie osiemnastka czy dziewiętnastka zawodników, którzy mogą jechać na mecz, tylko wszyscy!”. Ale patrząc z boku nie sposób podzielać optymizm. Jeśli dziś jego rola w zespole jest całkowicie marginalna, to niebawem może być po prostu zerowa. Władze klubu będą musiały podjąć decyzję czy przedstawić mu propozycję nowej umowy, ale nie bardzo widać przesłanki, dla których mógłby taką otrzymać.
Szczególnie, że nowy inwestor już snuje poważne plany i zapowiada: – Premier League to miejsce, w którym warto być właścicielem drużyny piłkarskiej. Pierwsza rzecz, jaką musimy poprawić, to infrastruktura. Ale transfery z klubu i do klubu są również konieczne. Już w marcu przygotowaliśmy listę odpowiednich nazwisk…
Niestety, trudno się dzisiaj spodziewać, by nazwisko Polaka nie znalazło się na jednej z tych kartek.