Czy lepiej dawać potrzebującym rybę, czy wędkę?
Czy lepiej dawać potrzebującym rybę, czy wędkę? fot. Shutterstock.com

Tomek Motyliński poruszył w weekend całego Facebooka i sporą część internetu, ponieważ zapłacił za zakupy napotkanego bezdomnego. To piękny gest, ale przy tej okazji warto się zastanowić, czy ludziom, którym w życiu powinęła się noga lepiej ofiarować rybę, czy może lepiej jest dać im wędkę, aby tę rybę złowili sami?

REKLAMA
To, co zrobił Tomek Motylińskito bez wątpienia ofiarowanie przysłowiowej ryby. I nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. To wspaniały gest, na który nie każdy by się zdobył. Warto jednak zastanowić się nad rozwiązaniami systemowymi. Takie pojedyncze akty zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości są bardzo ważne, lecz naprawiają świat jedynie na chwilę.
To praca tworzy dobrobyt
"Bez prac nie ma kołaczy" - to polskie przysłowie pokazuje jedną z prawd, którą chętnie powtarzają ekonomiści. Tacy ludzie jak prof. Marek Góra twierdzą, że istnieje prosta zależność między dobrobytem a pracą. To praca tworzy dobrobyt. "Dobrobytu nie można zadekretować" - stwierdził natomiast na łamach naTemat Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Dlatego też trzeba aktywizować tych, którzy pracy nie mają.
Z pewnością jest to łatwiej powiedzieć, niż zrobić. A jeszcze łatwiej jest rozdawać ludziom zasiłki licząc na to, że oni sami najlepiej rozdysponują pieniądze, które dostaną od państwa. To jednak bardzo optymistyczne założenie, które często nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Dostrzegło to Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej i zaproponowało zmianę ustawy o pomocy społecznej. Jak można przeczytać w projekcie założeń do zmiany tej ustawy, Polska "należy do państw o wysokiej wartości wskaźnika zagrożenia ubóstwem lub wykluczeniem społecznym", a efektywność oferowanej pomocy społecznej pozostawia wiele do życzenia. Sami urzędnicy zauważyli już, że "tylko wzrost zatrudnienia może zmniejszyć napięcia i niespójność społeczną oraz skalę ubóstwa gospodarstw domowych", lecz w Polsce dominuje model pomocy społecznej rozumianej jako działania "ratownicze". Aktywizacja zawodowa nad Wisła mocno kuleje.
Poprawić efektywność pomocy społecznej
Stąd też pomysł na zmianę ustawy o pomocy społecznej. MPiPS nie chce już dłużej dawać osobom, którym w życiu powinęła się noga lub tkwiącym na własne życzenie w trudnej sytuacji przysłowiowej ryby, lecz wędkę. Jak wynika z danych resortu pracy, jedynie 40 proc. kadry ośrodków pomocy społecznej to pracownicy socjalni, a cała resztą to pracownicy administracyjni, "co pozostaje w sprzeczności z głównym celem pomocy społecznej jakim jest świadczenie pracy socjalnej" i nie sprzyja efektywnej pomocy. Trzeba to zmienić.
Resort, którym kieruje Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje także szereg innych zmian, w tym zasad przyznawania pomocy i wymagań, które trzeba spełnić, żeby stać się klientem ośrodka pomocy społecznej. Najważniejsza jest jednak zmiana w podejściu do klientów opieki społecznej. Oprócz tego, że mają dostawać wędkę zamiast ryby, to jeszcze będą włączani bardziej aktywnie w cały proces. Jeśli ktoś wykaże się inicjatywą w radzeniu sobie z własnym życiem, to uzyska pomoc. Jeżeli nie będzie tą pomocą zainteresowany, to także otrzyma ją, ale w mniejszym zakresie.
projekt założeń do zmian w ustawie o pomocy społecznej

Celem projektowanych zmian jest podniesienie efektywności systemu pomocy społecznej przez zwiększenie podmiotowości odbiorcy pomocy, który będzie miał większy niż dotychczas, wpływ na pokonanie swojej trudnej sytuacji życiowej, poprzez nie tylko współpracę z pracownikiem socjalnym, ale także poprzez świadomy wybór oferowanych usług socjalnych.

Jak zrealizować słuszne założenia?
Pomóc komuś tak, jak to zrobił Tomek Motyliński, jest jednocześnie łatwo i trudno. Trudno, bo trzeba przełamać swój opór wobec bezdomnych i zdobyć się na bezinteresowny gest przyzwoitości. Łatwo natomiast, bo działa się jednorazowo i często pod wpływem emocji. Ale nie można też iść na kompletną łatwiznę i po prostu dać komuś "piątaka".
– Oczywiście zawsze jest lepiej dawać innym wędkę zamiast ryby. Tyle tylko, że jeżeli bezdomny prosi nas o pomoc, to nie myślimy o długofalowych działaniach tylko o tym jak mu pomóc tu i teraz – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. – Osobiście nie daję pieniędzy, lecz pytam, czy ktoś jest głodny. I jeżeli mówi, że tak, to idę z nim do sklepu i płacę za jego zakupy. Pieniądze ofiarowane bezdomnym niestety zbyt często idą na alkohol lub narkotyki – dodaje.
Jak wynika z danych GUS, w 2013 roku 12 proc. Polaków miało dochody na poziomie uprawniającym do uzyskania pomocy społecznej, a ponad połowa z nich żyła poniżej oficjalnie przyjętego poziomu egzystencji. Jest zatem komu pomagać, lecz każda z tych osób jest inna i ma inną historię. Część z tych osób choruje, jest bezdomna, a część pracuje, ale na czarno i jednocześnie wyciąga rękę po państwową pomoc. Dlatego też każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie.
Grzegorz Zubik, lider Klubu Pracy, Praga-Południe

Każdy człowiek wymaga indywidualnego wsparcia. Każdy ma swoją historię i dlatego potrzebny jest szeroki wachlarz działań, które oferuje pomoc społeczna. Jednej osobie wystarczy pomóc napisać CV, inną nauczyć sztuki prezentacji, a jeszcze innej potrzebna jest głęboka terapia społeczna, która pozwoli pozbyć się innych problemów. Bezrobocie często jest wynikiem poważniejszych problemów.

Bezrobotni oczekują od pracowników pomocy społecznej, że dostaną od nich od razu oferty pracy, ale nie jest to najbardziej efektywna droga do poprawienia sytuacji. Sama oferta pracy nie gwarantuje przecież zatrudnienia, a sam fakt zatrudnienia nie gwarantuje, że ktoś tę pracę utrzyma. Potrzebna jest cały czas intensywna praca i klienta, i pracownika socjalnego.
Mówiąc krótko, wędka jest lepsza niż sama ryba, ale obsługi wędki też trzeba się nauczyć.
logo
fot. Shutterstock.com