
– Będę chronić nasze misie, by nie weszły w kupę – mówi Michał Majewski, agent Polar Bears, skupiającej polskich grafików. Nowo otwarty projekt ma pomóc w promocji sztuki polskich grafików znanych za granicą, ale niekoniecznie na naszym gruncie.
Podoba mi się to, że koncepcja Polar Bears nie ogranicza się jedynie do reprezentowania artysty przed klientem, ale także wzajemnej współpracy i edukacji zleceniodawcy.
Nigdy nie ukrywam swojej tożsamości. Co prawda nie promuję na siłę biało-czerwonych kolorów. Ale nie udaję też amerykańskiej firmy, nie używam na T-shirtach Turbokolor nadruków USA. Mam swój charakter.
Tym bardziej, że w ich twórczości widać polską tożsamość. Subiektywnie dobrani w agencji artyści nie wstydzą się transformacji, nie kopiują Zachodu. – Będziemy organizować wystawy, wernisaże. A także zlecenia od klienta wykonywane w nowym wymiarze. Spotkania z klientem nie będą tylko rozmową. Chcemy, by poczuł się częścią projektu i miał wpływ na jego ostateczny kształt – mówi Michał Majewski.
Klienci i artyści mają pozostać w niedźwiedzim uścisku na cały czas trwania projektu. A więc bez zbytniego nadęcia. Michał Majewski podkreśla, że nie siedzi w centrum wysokiej kultury, nie jest głębokim offem.
Polski rynek jest dość trudny. Większość firm nie ma pojęcia o marketingu, który jest agresywny i prymitywny. Opiera się głównie na głupich billboardach, czy organizowanych grillach.
Niedźwiedzie są też obecne na Facebooku i Twitterze. Tam można o nich czytać już w dwóch językach: polskim i angielskim.
