
Kongres Nowej Prawicy zaczął być postrzegany jako realne zagrożenie dla dominujących dziś partii, sam Janusz Korwin-Mikke pogorszył tylko swoją sytuację policzkując Michała Boniego. Politycy zaczęli izolować go w Parlamencie Europejskim i w mediach. Jeśli w następnych wyborach jego partia przekroczy próg, to samo może czekać go w Sejmie.
Leciałem ostatnio z Korwinem tym samym samolotem z Frankfurtu do Strasburga. Widziałem, choć z pewnej odległości, jaką konsternację wśród posłów platformy wywołał Korwin-Mikke, który jeszcze jakby specjalnie przeszedł między nimi aby zobaczyć ich miny.
Prowokował?
Można powiedzieć, że czerpał z tego przyjemność, widząc że nie wiedzą jak mają zareagować na jego obecność. Czytaj więcej
– Latam takimi połączeniami, które nie narażają mnie na spotkania z nim – mówi Lidia Geringer de Oedenberg, posłanka wybrana z list SLD, w Brukseli od 2004 roku. – W Brukseli nikt ich nie zna. Nie są zapraszani jako osoby, które mogłyby błyszczeć w towarzystwie – relacjonuje.
Jej zdaniem w Parlamencie Europejskim Korwin-Mikke sam skazał się na marginalizację i nie trzeba żadnego specjalnego bojkotu. – Jest niezrzeszony, więc jego posłowie nie dostają do opracowania żadnych raportów, zgłaszane przez nich poprawki nie są traktowane poważnie. To po prostu zmarnowane głosy wyborców. Korwin-Mikke nie szuka dobrych rozwiązań, tylko chce jak najbardziej zaszkodzić Unii – ocenia posłanka.
Korwin-Mikke, ze swoim wycenianym na 10 mln zł majątkiem, raczej się nimi nie przejmie. Tak, jak nie zrazi go zakaz wstępu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Reakcja Radosława Sikorskiego raczej wzmocni korwinistów. Przemysław Wipler już zrobił z tego użytek i wysłał oficjalną interpelację, w której pyta o podstawę prawną zakazu. To oczywiste, że MSZ jej nie znajdzie, a Korwin-Mikke będzie tylko miał używanie.
Według Wiplera bojkot nie zaszkodzi ani samemu Korwin-Mikkemu, ani jego partii. – Różnimy się od reszty partii politycznych. Możemy nie pójść do programu, który ogląda 150 tys. ludzi, a i tak jest z tego temat, o którym mówią wszyscy – zauważa były poseł PiS i Polski Razem. – Koniec końców to media będą chciały, żeby Korwin-Mikke wrócił do nich, bo program jest ciekawszy i lepiej się ogląda – mówi.
Wipler jest traktowany trochę inaczej niż posłowie tej partii do PE, bo jest parlamentarzystą od trzech lat, a wcześniej był w PiS-ie, więc przez ten czas nawiązał wiele kontaktów towarzyskich. Ale także polityczni nowicjusze nie narzekają. – Wielu ludzi zna nas, w kuluarach traktuje nas bardzo dobrze – mówi Michał Marusik, jeden z czterech muszkieterów KNP w Brukseli. – Z kolei glosowania są takie, jak uknuli to unijni macherzy. Na nas nikt nie patrzy, bo to nie ma znaczenia, czy machamy rękami w prawo czy w lewo – dodaje.
– Politycy w kuluarach się na nas nie mszczą, w Brukseli każdy jest zapracowany, dlatego nie ma żadnej roboczej współpracy, ale nie ma gestów niechęci – zapewnia Michał Marusik. – Ostatnio jechałem na lotnisko mercedesem razem z posłem Zwiefką. Korwin-Mikke jechał busem z grupą konserwatywnych posłów, był też Kalinowski i było miło, grzecznie, sympatycznie. Z politykami innych partii widujemy się też na lotnisku. Ostatnio byłem tam razem z Karskim, panem Legutko, był też Kuźmiuk, Wojciechowski i nie było żadnych problemów – relacjonuje.
Po częściowo wolnych wyborach i przeistoczeniu PZPR w Socjaldemokrację Rzeczypospolitej obóz solidarnościowy konsekwentnie izolował lewicę. Post-PZPR-owskich polityków nie dopuszczano do uczestnictwa w komisjach parlamentarnych, nikt nie chciał też z nimi siadać w programach telewizyjnych. To była nie tylko próba ukarania lewicy, ale także całkowitego wyeliminowania postkomunistów z polityki.
