Janusza Korwin-Mikkego czeka izolacja? Powrót do samotności z 2007 r. (tu prawybory we Wrześni) mu nie grozi.
Janusza Korwin-Mikkego czeka izolacja? Powrót do samotności z 2007 r. (tu prawybory we Wrześni) mu nie grozi. Fot. Robert Kowalewski / AG

Kongres Nowej Prawicy zaczął być postrzegany jako realne zagrożenie dla dominujących dziś partii, sam Janusz Korwin-Mikke pogorszył tylko swoją sytuację policzkując Michała Boniego. Politycy zaczęli izolować go w Parlamencie Europejskim i w mediach. Jeśli w następnych wyborach jego partia przekroczy próg, to samo może czekać go w Sejmie.

REKLAMA
Jeszcze rok temu absolutnie nikt nie postawiłby pieniędzy na to, że Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego wygra jakiekolwiek wybory. Po tym, jak jego ugrupowanie zdobyło ponad 7 proc. w wyborach do Parlamentu Europejskiego, właściwie nikt nie zastanawia się, czy korwiniści wejdą do Sejmu. Otwarta pozostaje tylko kwestia z jakim wynikiem – ostatnie sondaże dają tej partii od 5 do 10 procent.
Przyszłoroczne wybory będą niezwykle zacięte, a Kongres Nowej Prawicy może stać się języczkiem u wagi. Dlatego politycy partii zasiedlających dzisiaj parlament zrobią wiele, by Korwin-Mikke i jego ludzie wypadli z ofensywy, by mówiono o nich jak najmniej, by mieli jak najmniej szans do przedstawiania swoich poglądów w mediach. Pomaga im zresztą sam Korwin-Mikke, który strzelił sobie w stopę policzkując Michała Boniego.
Zatwardziali korwiniści są na takie wyskoki impregnowani, wygląda na to, że wyborcy, którzy dopiero niedawno zdecydowali się na KNP także. Początkowo przebąkiwano o bojkocie Janusza Korwin-Mikkego, ale media są dzisiaj zbyt podzielone, by zorganizować taką akcję. Poza tym każdy z nich walczy o widza, a mało który z polityków zapewnia go tak, jak ten starszy pan w muszce.
Dlatego już po incydencie w MSZ Korwin-Mikke pojawił się w Superstacji, zaproszono go też do TVP INFO. I tam politycy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Andrzej Halicki z PO zaproponował, aby wymóc na prowadzącym Tomaszu Sekielskim wyproszenie Korwin-Mikkego ze studia. Inni go poparli i już ucharakteryzowanego polityka odesłano do domu.
To pierwszy tak skuteczny bojkot od lat. Trudno sobie wyobrazić, żeby dziennikarze ryzykowali kolejnymi buntami gości i zapraszali Korwin-Mikkego do swoich programów. Prezesa Kongresu Nowej Prawicy czeka więc co najmniej kilkutygodniowy powrót do dawnych czasów, kiedy na swój fan page na Facebooku mógł wrzucać tylko wywiady dla nieznanych youtuberów.
Karol Karski

Leciałem ostatnio z Korwinem tym samym samolotem z Frankfurtu do Strasburga. Widziałem, choć z pewnej odległości, jaką konsternację wśród posłów platformy wywołał Korwin-Mikke, który jeszcze jakby specjalnie przeszedł między nimi aby zobaczyć ich miny.

Prowokował?

Można powiedzieć, że czerpał z tego przyjemność, widząc że nie wiedzą jak mają zareagować na jego obecność.
Czytaj więcej

Potwierdzają to też inni politycy pracujący w Parlamencie Europejskim.
– Latam takimi połączeniami, które nie narażają mnie na spotkania z nim – mówi Lidia Geringer de Oedenberg, posłanka wybrana z list SLD, w Brukseli od 2004 roku. – W Brukseli nikt ich nie zna. Nie są zapraszani jako osoby, które mogłyby błyszczeć w towarzystwie – relacjonuje.
– Gdyby nie to, że Janusz Korwin-Mikke wzbudza takie zainteresowanie mediów, to ta czwórka nie znalazłaby się w PE, ich ekscentryczność wzbudza zainteresowanie mediów, to są przez media wyhodowani ludzie. Mogą dziękować dziennikarzom, bo dzięki nim znaleźli się w Brukseli – ocenia Geringer de Oedenberg.
"Sam się zmarginalizował"
Jej zdaniem w Parlamencie Europejskim Korwin-Mikke sam skazał się na marginalizację i nie trzeba żadnego specjalnego bojkotu. – Jest niezrzeszony, więc jego posłowie nie dostają do opracowania żadnych raportów, zgłaszane przez nich poprawki nie są traktowane poważnie. To po prostu zmarnowane głosy wyborców. Korwin-Mikke nie szuka dobrych rozwiązań, tylko chce jak najbardziej zaszkodzić Unii – ocenia posłanka.
Przekonuje jednak, że wkrótce harce Korwin-Mikkego się skończą. – Jako Polacy mamy wkład w regulamin Parlamentu Europejskiego, bo posłowie Samoobrony i LPR byli wyprowadzani z sali za zakłócanie obrad. Pracowałam nad zmianami regulaminu, które wprowadziły kary finansowe. Wtedy one wyleczyły posłów z przeszkadzania innym w pracy, może te zachowania Korwin-Mikkego wynikają z nieznajomości regulaminu. Ale sądzę, że kiedy dostanie karę finansową, to się skończy – przekonuje Lidia Geringer de Oedenberg.
Wipler: Mnie nikt w Sejmie nie unika
Korwin-Mikke, ze swoim wycenianym na 10 mln zł majątkiem, raczej się nimi nie przejmie. Tak, jak nie zrazi go zakaz wstępu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Reakcja Radosława Sikorskiego raczej wzmocni korwinistów. Przemysław Wipler już zrobił z tego użytek i wysłał oficjalną interpelację, w której pyta o podstawę prawną zakazu. To oczywiste, że MSZ jej nie znajdzie, a Korwin-Mikke będzie tylko miał używanie.
– Mnie w Sejmie nikt nie bojkotuje, nie zauważyłem, żeby ktoś mnie unikał – zapewnia Przemysław Wipler z KNP. – Ten cały bojkot to działania na pokaz, PiS-owi jest nawet głupio, że bierze w tym udział – dodaje. Zapewnia też, że sam jest zapraszany do telewizji tak często, jak przed incydentem z udziałem Michała Boniego.
Korwin i jego miliony
Według Wiplera bojkot nie zaszkodzi ani samemu Korwin-Mikkemu, ani jego partii. – Różnimy się od reszty partii politycznych. Możemy nie pójść do programu, który ogląda 150 tys. ludzi, a i tak jest z tego temat, o którym mówią wszyscy – zauważa były poseł PiS i Polski Razem. – Koniec końców to media będą chciały, żeby Korwin-Mikke wrócił do nich, bo program jest ciekawszy i lepiej się ogląda – mówi.
I przytacza przykład „Tak czy nie” w Polsat News, który najwięcej ludzi ogląda, kiedy gościem jest Korwin-Mikke. Bojkot ze strony polityków ocenia krótko. – To działanie kartelu partii zagrożonych przez KNP. Ale Korwin-Mikke zamiast dotrzeć do stu tysięcy ludzi w telewizji może dotrzeć do kilku milionów
"W kuluarach traktują nas dobrze"
Wipler jest traktowany trochę inaczej niż posłowie tej partii do PE, bo jest parlamentarzystą od trzech lat, a wcześniej był w PiS-ie, więc przez ten czas nawiązał wiele kontaktów towarzyskich. Ale także polityczni nowicjusze nie narzekają. – Wielu ludzi zna nas, w kuluarach traktuje nas bardzo dobrze – mówi Michał Marusik, jeden z czterech muszkieterów KNP w Brukseli. – Z kolei glosowania są takie, jak uknuli to unijni macherzy. Na nas nikt nie patrzy, bo to nie ma znaczenia, czy machamy rękami w prawo czy w lewo – dodaje.
Marusik zapewnia, że nie ma mowy o ostracyzmie ze strony polskich i zagranicznych posłów. – Natychmiast po przemówieniu Korwin podszedł do czarnoskórych i spytał, czy było coś niestosownego. Oni z uśmiechami odpowiedzieli, że nie. Tylko jacyś dziwni zboczeńcy kulturowi zareagowali wrzaskiem, bo ktoś użył słowa „murzyn” – zauważa.
"Jechałem mercedesem ze Zwiefką"
– Politycy w kuluarach się na nas nie mszczą, w Brukseli każdy jest zapracowany, dlatego nie ma żadnej roboczej współpracy, ale nie ma gestów niechęci – zapewnia Michał Marusik. – Ostatnio jechałem na lotnisko mercedesem razem z posłem Zwiefką. Korwin-Mikke jechał busem z grupą konserwatywnych posłów, był też Kalinowski i było miło, grzecznie, sympatycznie. Z politykami innych partii widujemy się też na lotnisku. Ostatnio byłem tam razem z Karskim, panem Legutko, był też Kuźmiuk, Wojciechowski i nie było żadnych problemów – relacjonuje.
– Z kolei w Polsce PO próbuje wpłynąć na media, żeby nie lansowały Korwina i KNP. Jeśli mają jakieś kontakty towarzyskie z zarządcami mediów, to nic na to nie poradzimy – dodaje. – Jeżeli ktoś z innej opcji politycznej nas zagadnie, to mamy świadomość, że jesteśmy wrogami politycznymi, ale to jak tak jak z bokserami, którzy przed walką i po walce podają sobie ręce – porównuje Michał Marusik.
To już było. I nic nie dało
Po częściowo wolnych wyborach i przeistoczeniu PZPR w Socjaldemokrację Rzeczypospolitej obóz solidarnościowy konsekwentnie izolował lewicę. Post-PZPR-owskich polityków nie dopuszczano do uczestnictwa w komisjach parlamentarnych, nikt nie chciał też z nimi siadać w programach telewizyjnych. To była nie tylko próba ukarania lewicy, ale także całkowitego wyeliminowania postkomunistów z polityki.
Próba, która spełzła na niczym. Bo w obliczu postępującej fragmentaryzacji „Solidarności” lewica zaczęła zyskiwać. Efekt? Już w 1993 roku znowu była u władzy. I na nic się zdały solidarnościowe oburzenie i ostracyzm. Wręcz wzmacniały one tę partię, pokazywały jej zwolennikom, że konkurencja się jej boi, że są traktowani jako poważane zagrożenie.
Kongres Nowej Prawicy o objęciu władzy może tylko pomarzyć. Ale „historia magistra vitae est” i pokazuje, że wszelkie próby bojkotu są nieskuteczne. I ot tak nie wypchnie żadnej partii popieranej przez kilkaset tysięcy wyborców z polskiej sceny politycznej. Tak, jak prohibicja nie zlikwidowała picia alkoholu.