
Premier Donald Tusk otworzył dziś dwudniowe obrady przewodniczących parlamentów Unii Europejskiej, odbywające się w polskim Sejmie. Dużo delikatniej niż jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w głośnym przemówieniu berlińskim mówił o przyszłości wspólnoty.
REKLAMA
Głównymi tematami spotkania mają być jak podaje strona Sejmu: "Kryzys jedności europejskiej, kontrola wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony, a także relacje parlamentów z opinią publiczną i mediami". Premier Donald Tusk otworzył spotkanie w tej pierwszej i wydawałoby się najbardziej znaczącej dla przyszłości Unii kwestii – kryzysu jedności.
Donald Tusk zaczął ostro – Racja istnienia Unii Europejskiej poddawana jest dziś w wątpliwość. Premier mówił także o sporze pomiędzy federalistami a "suwerenistami". Jego wypowiedzi po prawie każdym zdaniu były jednak zmiękczane formą pytającą. Tusk pytał: – Czy powinniśmy postępować jak dotychczas krok po kroku, czy powinniśmy dokonać wielkiego skoku? – oraz – Jak pogodzić równość i solidarność państw członkowskich z dominacją najsilniejszych państw Europy?
Szef rządu uważa, że "każdy kryzys sprzyja erozji solidarności", ale Europa "nie może stać w miejscu". Podkreślał też, że mocniejsze są ruchy przeciwko naszym własnym "dokonaniom i wartościom" grup, które "okazują znudzenie fundamentami na których zbudowana została Unia Europejska".
Kolejna część przemówienia delikatnie, ale wyraźnie zaznaczała, że nie ma dla Europy innego wyjścia niż "projekt europejski" – Nie możemy powrócić do punktu wyjścia, każdy kto ma świadomość historyczną wie od czego Unia się zaczęła. Premier jak skonkretyzował mówił o "doświadczeniach wojny i holocaustu", oraz "zimnej wojnie i podziale kontynentu", a w integracji europejskiej – Chodzilo o to, by takie wydarzenia nie powtórzyły się.
Tusk zakończył podkreślając – Nie ma drogi powrotnej, musimy iść naprzód i będziemy iść naprzód. Tym wszystkim, którzy znudzili się wspólnotą, dedykuję emocje jakie towarzyszą przykładowo Chorwatom, Ukraińcom, czy Białorusinom, im ten wielki projekt Europy się nie znudził. Warto by znudzeni nie przeszkadzali tym, którzy w to wierzą.
Choć w przemówieniu premiera nie widać zmiany podejścia jego ugrupowania do Unii Europejskiej, brakowało mu mocy, którą okazywał on i minister spraw zagranicznych w trakcie naszej prezydencji. Możliwe, że unikał mocniejszych słów i silnego zaznaczenia swojej strategii, by nie otwierać kolejnego politycznego frontu w kraju.
Przewodniczący parlamentów innych krajów przemawiający w Sejmie po premierze Polski w większości mieli podobne zdanie co on. Przykładowo Josip Leko z Chorwacji (która wstąpi do Unii w przyszłym roku) mówił w bardzo pozytywnych słowach o przyszłości wspólnoty. Eero Heinaluoma z Finlandii tłumaczył z kolei, że przesadzamy z mówieniem o kryzysie, bo Europa jest zawsze w nim i z kryzysu się rodzi. Przewodnicząca parlamentu Holandii Gerdi Verbeet zaczęła od pochwalenia nas za prezydencję i dołączyła się do słów Donalda Tuska.


