
Znany reżyser Patryk Vega był jedną z osób, które znały Sławomira Opalę wyjątkowo dobrze. Obaj wielokrotnie współpracowali – także niedawno, już po wyjściu byłego policjanta z więzienia. To w końcu na podstawie historii Opali Vega nakręcił kultowy już serial "Pitbull". Teraz zabiera głos w sprawie samobójstwa kolegi. – W przypadku Sławka była to śmierć z opóźnionym zapłonem. Jego życie skończyło się, gdy przestał być psem po tym, jak wyrzucili go ze stołecznej w związku z podejrzeniem postrzelenia swojej dziewczyny w ciąży – napisał na Facebooku.
Sławomir Opala popełnił samobójstwo w nocy z soboty na niedzielę w podwarszawskim domu jego rodziców. Jak opisuje Vega, powiesił się na drzwiach do pokoju przywiązując ładowarkę od telefonu do klamki. Ten smutny opis reżyser przywołuje jednak nie bez powodu. Jak pisze, mogłoby to wskazywać na "impulsywne działanie wykonane w depresji podkręcanej alkoholem". Jednak jego zdaniem w przypadku Sławka – jak o nim pisze – nie mogło być o tym mowy. Jego zdaniem Opala umarł wiele lat wcześniej.
Chodzi o sytuację sprzed lat, gdy został wyrzucony z policji za podejrzenie postrzelenia swojej partnerki w ciąży.
Patryk Vega
W swoim wpisie Patryk Vega po raz kolejny broni byłego policjanta przed oskarżeniami, jakie wysunęła pod jego adresem prokuratura i zapewnia o jego niewinności. Rzuca także światło na to, jak wyglądały kontakty policjantów operacyjnych z gangsterami, bo m.in. o to oskarżano Opalę.
– Jak policjant operacyjny ma wykonywać pracę bez kontaktów z bandytami? Są one nie tylko niezbędne, ale ich ilość świadczy wręcz o randze i skuteczności operacyjniaka. Pamiętam, że jak pierwszy raz operacyjni z zabójstw zabrali mnie na picie z gangsterami, nie byłem w stanie odróżnić, kto jest z policji, a kto z mafii. Dopiero potem zrozumiałem, że między tymi ludźmi istnieje bardzo wyraźna granica, która tylko dla laika jest niedostrzegalna. Podobnie jak dla prokuratora, który zarzucił Sławkowi branie łapówek – pisze.

Opala, który nigdy do winy się nie przyznał, zgodził dobrowolnie poddać się karze. Tak przesiedział dwa lata w więzieniu. Jak pisze Vega, w "n-ce", czyli pojedynczej celi dla "niebezpiecznych". Mimo to, więzienie go nie zniszczyło. Nabrał energii do dalszego życia.
Patryk Vega
Potem było już lepiej, Opala wrócił do siebie – znów był "wygolonym psem". Vega zaangażował nawet Opalę do swojej nowej produkcji "Służby specjalne". Pozornie wydawało się, że wszytko jest w porządku. Po tym, gdy reżyser dowiedział się o śmierci byłego policjanta, wrócił od razu do czasów z przeszłości.
– Przypomniałem sobie, jak wówczas przy wódce wyjął z portfela pocisk i powiedział mi, że będzie go nosił, bo jest fartowny. Gdy spytałem, dlaczego, wyjaśnił, że nie odpalił, kiedy próbował sobie strzelić w łeb. W tamtej chwili myślałem, że ściemnia i opowiada to, jako kolejną niezłą historię - jak to On, Sławek „Legenda”. Ale dziś zmieniam zdanie. I myślę, że umarł wtedy, gdy stracił kobietę, którą kochał i nie pozwolono mu być dłużej psem. Tylko jego śmierć rozciągnęła się w czasie – pisze Vega.
Opala to były funkcjonariusz wydziału zabójstw Komendy Stołecznej, który o kulisach swojej pracy opowiadał m.in. w dokumencie "Prawdziwe Psy" Patryka Vegi. Znany z tej tematyki reżyser rozszerzył potem jego historię – tak powstał serial "Pitbull". Główny bohater Sławomir "Despero" Desperski, w którego wcielił się Marcin Dorociński, był wzorowany właśnie na nim.
