![To nieprawda, że w [url=http://shutr.bz/1qRvu74] małżeństwach[/url] z czasem wygasa namiętność.](https://m.natemat.pl/0a6bca38d35a3a767f435bc67aacd146,1500,0,0,0.jpg)
Podobno z czasem płomień wygasa i liczy się podtrzymywanie ciepłego żaru. Z biegiem lat zmieniają się priorytety i ludzie naturalnie oddalają się od siebie. Nawet naukowcy udowadniają, że z czasem po prostu zmienia się chemia w naszych ciałach i nie pragniemy już bliskości z naszymi partnerami i partnerkami.
REKLAMA
Wgłębiając się w temat, trafiam na artykuły, które mają pomóc starym małżeństwom ponownie rozpalić ogień namiętności. Ich autorzy często jednak zapominają, że problemy w łóżku zwykle zaczynają się poza nim, a nowy komplet koronkowej bielizny nie jest w stanie rozwiązać sprawy długoterminowo. Utrata namiętności jest nieunikniona w związkach, w których partnerzy zamiatają wszystko pod dywan i są nieobecni chociaż przebywają w tym samym domu. Kiedy nasza druga połówka skupia się wyłącznie na swoich własnych sprawach, czujemy się opuszczeni i nieszczęśliwi, a więc naturalnie, będziemy skupiać się na poszukiwaniu innego towarzystwa.
Nasi partnerzy i partnerki powinni być nam najbliżsi. Powinni czuć się przy nas zawsze swobodnie, nie obawiać, że będziemy ich oceniać. Empatia to niezbędny składnik każdej relacji i bez niej nie ma co liczyć na długodystansowy, namiętny związek.
Empatia i obecność, czyli inaczej - zainteresowanie!
Obecność, uważność, skupienie. Kiedy spotkacie się z ukochanymi, jak co wieczór od piętnastu lat i każde ma w ręku swoją książkę (czy też swój komputer) trudno o poczucie bliskości i intymności. Możecie chodzić spać zawsze przytuleni, czuć się kochani, w pełni zaakceptowani i szanowani, ale nie czuć tej iskry. To nie dlatego, że zmieniła się chemia i tak już musi być. To dlatego, że zapomnieliście, że wasze żony i mężowie nie sprowadzają się do roli, którą spełniają spełniają w waszym życiu.
Obecność, uważność, skupienie. Kiedy spotkacie się z ukochanymi, jak co wieczór od piętnastu lat i każde ma w ręku swoją książkę (czy też swój komputer) trudno o poczucie bliskości i intymności. Możecie chodzić spać zawsze przytuleni, czuć się kochani, w pełni zaakceptowani i szanowani, ale nie czuć tej iskry. To nie dlatego, że zmieniła się chemia i tak już musi być. To dlatego, że zapomnieliście, że wasze żony i mężowie nie sprowadzają się do roli, którą spełniają spełniają w waszym życiu.
Wasze żony nie są tylko żonami, są tymi samymi, fascynującymi kobietami, za którymi szaleliście 5, 10, czy 50 lat temu. Tak samo mężowie. Nie są tylko mężami i ojcami, mają swoje emocje, przemyślenia i marzenia, którymi pewnie chętnie by się podzielili. Żeby rozniecić iskrę trzeba po prostu rozmawiać. Nie ma nic bardziej seksownego, od stymulującej, zabawnej i szczerej rozmowy z ulubionym człowiekiem.
Po wielu latach to może zrobić się trudne. Szczególnie, jeżeli tak naprawdę, przez ostatni czas unikaliście tego typu rozmów i wszystko kręciło się po prostu wokół spraw bieżących. Spróbujcie jednak znaleźć trochę czasu, usiądźcie razem i niech waszą intencją nie będzie ocenianie, a po prostu słuchanie. Czasem trzeba będzie przepracować trochę bólu, przeprosić się nawzajem i wszystko sobie wybaczyć. To małżeńska (czy też partnerska) terapia psychologiczna, którą możecie przeprowadzić sami, jeżeli czujecie, że jesteście gotowi. I może zająć wam to trochę czasu, kilka sesji. Jednak świadomość, że u boku jest ktoś przed kim można się w pełni otworzyć jest naprawdę seksowna. Pisałam kiedyś, że gra wstępna wcale nie zaczyna się w łóżku? Taką rozmowę można do niej zaliczyć, nawet jeżeli nie dotykacie się pod stołem.
Nieobecność, tęsknota i pasja
Kiedy tęsknimy, nasze codzienne rutyny zaczynają wydawać się świętymi rytuałami. Kiedy zauważamy brak tej ulubionej osoby obok, jesteśmy w stanie bardziej docenić jej obecność. To prawie truizm, ale z jakiegoś powodu obawiamy się tych rozłąk i osobnych wyjazdów. Jasne, że wspaniale byłoby spędzić dwa tygodnie razem, na rajskiej wyspie, jak podczas miesiąca miodowego, ale jeżeli nie możecie zgrać urlopów, albo po prostu czujecie, że potrzeba wam oddechu - jeździe na wakacje osobno. Albo chociaż na weekend.
Kiedy tęsknimy, nasze codzienne rutyny zaczynają wydawać się świętymi rytuałami. Kiedy zauważamy brak tej ulubionej osoby obok, jesteśmy w stanie bardziej docenić jej obecność. To prawie truizm, ale z jakiegoś powodu obawiamy się tych rozłąk i osobnych wyjazdów. Jasne, że wspaniale byłoby spędzić dwa tygodnie razem, na rajskiej wyspie, jak podczas miesiąca miodowego, ale jeżeli nie możecie zgrać urlopów, albo po prostu czujecie, że potrzeba wam oddechu - jeździe na wakacje osobno. Albo chociaż na weekend.
To bardzo terapeutyczne dla związku, zmienić na chwilę otoczenie, odświeżyć perspektywę i zatęsknić. Nie ma wielu lepszych rzeczy, niż własne łózko po służbowej podróży, nie tylko ze względu na ulubiony, wygnieciony materac, ale także ze względu na ulubionego człowieka który je z nami dzieli.
Jeśli zaś chodzi o pasję, to okazuje się, że nasi partnerzy i partnerki wydają się nam być najbardziej seksowni właśnie wtedy, kiedy zajmują się czymś co lubią, kiedy możemy znów zobaczyć ich jako zupełnie niezależnych, osobnych ludzi, a nie naszych partnerów, czy rodziców naszych dzieci.
Dobrze jest więc czasem móc ich podejrzeć w sytuacjach, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Przypominamy sobie wtedy o to uczucie, które mieliśmy na początku, kiedy chcieliśmy się lepiej poznać. Przypominamy sobie, że tak naprawdę wciąż jest wiele do odkrycia i nasi ukochani to znacznie więcej niż to co widzimy podczas codziennej, szlafrokowej kolacji.
To jest klucz do utrzymania wysokiej temperatury w związku przez wiele lat, nigdy nie przestawać się poznawać. Nie zakładać, a pytać. Być obecnym, kiedy można i brać oddech kiedy trzeba. No i dbać o siebie oczywiście. Kiedy ciało niedomaga, seks nie będzie mógł wyglądać tak jak dawniej. Ale to nie znaczy, że trzeba się pozbawić bliskości. Może o tym więcej innym razem. Na koniec, bardzo inspirujący fragment wykładu Jane Langton.
