Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że mimo zakazu regularnie odwiedza MSZ
Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że mimo zakazu regularnie odwiedza MSZ Fot. A.Grzybowska/Agencja Gazeta

Teoretycznie Janusz Korwin-Mikke nie powinien mieć wstępu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych - tak przynajmniej wynikało z zapowiedzi Radosława Sikorskiego. Po tym, jak lider KNP uderzył Michała Boniego w budynku MSZ, szef dyplomacji zapowiedział, że dopóki on jest ministrem to noga Korwin-Mikkego nie stanie w ministerstwie. Lider KNP twierdzi jednak, że resort odwiedza regularnie.

REKLAMA
Janusz Korwin-Mikke nie przejmuje się zakazami, o ile takowy w ogóle jest. Szef KNP w rozmowie z „Rzeczpospolitą” twierdzi bowiem, że już dwukrotnie od incydentu z Bonim pojawiał się w ministerstwie. Polityk wyjaśnił, że był tam m.in. po to, by odebrać paszport dyplomatyczny. Natomiast pracownicy nie tylko nie powstrzymywali go od wstępu, ale i ściskali mu ręce, a niektórzy nawet gratulowali mu spoliczkowania Michała Boniego - przynajmniej tak twierdzi sam Korwin-Mikke.
Przypomnijmy, że na początku lipca podczas spotkania eurodeputowanych w MSZ Janusz Korwin-Mikke spoliczkował Michała Boniego. Lider KNP już dawno zapowiedział, że to zrobi - po tym, jak Boni w 1992 r. powiedział o nim, że jest idiotą skoro posądza go agenturalność. Następnie Boni w 2007 r. przyznał się do tego, że współpracował z Służbą Bezpieczeństwa. Korwin-Mikke uważa, że były minister powinien go przeprosić za tamto pomówienie. Ale Boni nie przeprosił, postanowił go spoliczkować.
Kilka dni po tym wydarzeniu Sikorski ogłosił na Twitterze, że Korwin-Mikke ma zakaz wstępu do budynków MSZ. Jednak najwidoczniej eurodeputowany nie przejmuje się tymi zakazami lub tweety ministra spraw zagranicznych jeszcze nie nabrały wystarczającej mocy sprawczej.
źródło: "Rzeczpospolita"