„To nie neony zagranicznych marek powinny być wizytówką miasta” lokalna artystka o Zielonej Górze

"Błądzić jest rzeczą. Nienormatywna wystawa dizajnu”" W Zielonej Górze
"Błądzić jest rzeczą. Nienormatywna wystawa dizajnu”" W Zielonej Górze www.facebook.com/bwazielonagora/
Magdalena Kościańska jest ilustratorką, która żyje i tworzy w Zielonej Górze. To niewielkie, ale podobno przyjazne i kameralne miasto pozwala jej jednocześnie korzystać z dobrodziejstw kultury i natury, bo w Zielonej, zieleni nie brak. Kontynuując cykl o polskich miastach, zadałam Magdzie kilka pytań i dowiedziałam się, że warto tam wpaść nie tylko po to, żeby się z nią spotkać, ale także dlatego, że sporo się dzieje.


Powiedz mi, kim jesteś i czym dokładnie zajmujesz się w Zielonej?

Z zawodu (i z pasji) jestem ilustratorką i graficzką, pracuję jako wolny strzelec.

Urodziłaś się tutaj i zdecydowałaś zostać. Powiedz, co według ciebie ma w sobie to miasto?

Jestem rodowitą zielonogórzanką, więc czuję się związana z miastem z przyczyn dość oczywistych, choć to, co oczywiste – niejednokrotnie prowokowało również do poszukiwania nowych jakości poza utartymi szlakami. Dlatego raz po raz wyjeżdżałam z miasta by pomieszkać przez krótszą czy dłuższą chwilę gdzieś indziej i wracając, spojrzeć na nie z nowej perspektywy. Tak oto mieszkałam przez pewien czas we Wrocławiu, potem – znów w Zielonej Górze, by po niespełna półrocznym pobycie w Andaluzji – znów powrócić do rodzinnego miasta. Po takich powrotach mocno odczuwam to, że w Zielonej Górze czas płynie inaczej, jakby swoim rytmem. Jest bardziej kameralnie niż w większych miastach. Jest też odczucie, że wszyscy się znają, są ze sobą - mniej lub bardziej – powiązani (co bywa plusem, jak i minusem, ale generalnie jest całkiem sympatyczne). Co jakiś czas lubię nabrać dystansu, ruszyć w inne miejsce - ale zawsze z chęcią tu powracam.
Czym to miasto może zaskoczyć zarozumiałego warszawiaka?

Tym, o czym wspominam powyżej - oczywiście, można mówić o prowincjonalnym charakterze miasta (zwłaszcza będąc „zarozumiałym”, niekoniecznie warszawiakiem), ale wolę w tym przypadku określenie „kameralny”. Miejskie życie toczy się tu w takim właśnie „kameralnym” wydaniu - można obcować z nim, nie odcinając się od przyrody, z którą kontaktu tutaj nie brakuje. Dzięki temu miasto jest bardziej przytulne, zakątki i postaci - mniej anonimowe, co potęguje fakt, że wszędzie jest dość blisko i kluczowe punkty na mapie Zielonej Góry łatwo obejść piechotą. Czy będzie to zaskoczenie? Nie wiem. Ale z pewnością może być to forma „oddechu”.
Dokąd najlepiej skoczyć na obiad, lub kolację?

Jako wegetarianka cieszę się najbardziej gdy na lokalnej mapie wyrasta kolejny wege-punkt, a w kalendarzu działań miejskich pojawia się nowa zielona inicjatywa, jak np. kooperatywa spożywcza, Zielona i inne. Obecnie mamy dwa miejsca dla wegetarian, z których pierwsze, Zieloną Jadłodajnię moim zdaniem, warto odwiedzać ze względu na przyjazną przestrzeń, dobre inicjatywy i koncerty. Kuchnia jednak wciąż wymaga dopracowania. Drugie miejsce, Bar Wege Mena, powstało stosunkowo niedawno i nie jest przeze mnie jeszcze do końca zbadane - ma formę kameralnej wegetariańskiej stołówki. Potrawy zmieniają się tam prawie codzienne. Sama lubię też kuchnię indyjską więc odpowiadają mi smaki serwowane w Namaste India, a na wieczorne pogaduchy przy herbacie, zupę-krem czy przekąskę od lat chętnie udaje się do Jazzgotu.
Ponieważ jestem strasznym łasuchem, jeśli chodzi o słodkości, w tej sferze mogę doradzać śmiało: jeśli słodycze – to zdecydowanie Cukier Project. Jestem fanką ich wypieków, deserków, babeczek. Cukrowy duet, czyli Kasia i Sara to dziewczyny, które szybko zdobyły wiele zielonogórskich serc i podniebień i nie dziwi mnie to ani trochę. Obok klasycznych wypieków i tortów okolicznościowych serwują opcje wegańskie, a środa to u nich dzień bezglutenowy.


Na lody - niezmiennie, najlepiej udać się do San Remo lub do położonej tuż przy deptaku Charlotty. To miejsce przyjazne dla rodzin z dziećmi ze względu na „Szarlotkowo” - fajnie przygotowany kącik dla maluchów. Podczas gdy rodzice piją dobrą kawę, latorośl może swobodnie hasać w szarlotkowej krainie.

Dokąd iść żeby się trochę ukulturalnić?

Właściwie większość lokalnych galerii i miejsc, które mogłyby zainteresować żądnych kulturalnych wrażeń, położona jest blisko siebie, niemalże na jednej „osi” – można więc zwiedzić je podczas jednego dłuższego spaceru.

Na spotkanie ze sztuką współczesną warto ruszyć do BWA Zielona Góra - szczególnie w ostatnim czasie odbyło się tu kilka naprawdę ciekawych wystaw, jak choćby „Imagorea” - frapująca, nietypowa i niezwykle obszerna wystawa malarstwa Jakuba Juliana Ziółkowskiego czy „Błądzić jest rzeczą. Nienormatywna wystawa dizajnu” .

Zastrzyk wiedzy o lokalnej tradycji, jak i spotkanie z twórczością artystów tworzących obecnie można zafundować sobie zaglądając Muzeum Ziemi Lubuskiej. Dalej jest Teatr Lubuski, a nieopodal ratusza – Pro Arte, galeria Okręgu Zielonogórskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. To, oczywiście, lokalne „klasyki”, do których nietrudno trafić turyście zwiedzającemu zielonogórski deptak. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że już poza deptakiem, a wciąż w okolicach śródmieścia, konkretnie – przy ulicy Fabrycznej 13, znajduje się kulturalny zaułek wart uwagi: Krzywy Komin. Mamy tu Studio Tańca TRANS Filipa Czeszyka, Inicjatywę Sceniczną FRUU, Wspólnotę Kulturową Winnice Lubuskie, Galerię Sztuk W STAREJ FABRYCE Marii Idzikowskiej i wreszcie - Fundację Salony, z którą miałam przyjemność obcować i współpracować dłużej. W Fundacji mieszczą się pracownie lokalnych artystów, reprezentujących różne obszary sztuk wizualnych, odbywają się prezentacje i warsztaty, jest też przestrzeń wystawiennicza - obecnie, do polowy sierpnia, można tu oglądać wartą uwagi wystawę fotografii Agnieszki Chabros. Vis-avis Fundacji znajduje się także koncertowa Piekarnia Cichej Kobiety, w której z kolei można poobcować z muzyką.
Dobrymi i ciekawymi inicjatywami wykazuje się też załoga Mediateki Szklana Pułapka (przynależącej do Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. C. K. Norwida, a mieszczącej się w Zielonogórskiej Palmiarni) – organizują wystawy, szereg działań dla dzieci i młodzieży, letnie kino plenerowe w okolicach Palmiarni, a dzięki staraniom dziewczyn z Mediateki na deptaku, tuż pod ratuszem, stanęła również solidna półka bookcrossingowa.

Muzycznie można tu poobcować z jazzem, głównie w ramach festiwali Green Town of Jazz, Róże Jazz Festiwal, w ogródku 4 Róż dla Lucienne, tuż pod ratuszem, za sprawą koncertowych działań w w.w. Piekarni Cichej Kobiety czy powiązanego z Uniwersytetem Zielonogórskim Big Bandu.

Dużo macie zieleni w Zielonej Górze?

Nazwa zobowiązuje! Nie brakuje u nas zielonych miejsc. Odkąd pamiętam, moim ulubionym był Park Piastowski – jako maluch uparcie ciągnęłam tam na spacer za rękę wszystkich bliskich, wśród drzew ukrywa się również mnóstwo wspomnień z bardziej dorosłego życia. Najfajniejsze w nim jest to, że łączy się z lasem – mamy więc naturę „ujarzmioną” wedle ludzkiego porządku, płynnie przechodzącą w tą bardziej dziką i tętniącą własnym pulsem.

Z czasem ludzki porządek, niestety, trochę namieszał w parkowej infrastrukturze dość kontrowersyjnymi urbanistycznymi rozwiązaniami, dzielącymi park jak i mieszkańców miasta (ze względu na różne opinie) – część parku odcięła od reszty ruchliwa droga, a w międzyczasie tuż przy Amfiteatrze pojawiło się też willowe osiedle o wątpliwych walorach estetycznych, jak i praktycznych. Niemniej park wciąż pozostaje mi bliski i spacery w nim nadal cieszą.

Na śródmiejski odpoczynek idealnie nadają się okolice Palmiarni czy Park Tysiąclecia. Oba miejsca są świetnie dostępne ze względu na swą lokalizację – łatwe do zlokalizowania dla turystów i przystępne dla mieszkańców, bo usytuowane tuż przy deptaku. Natura łączy się tu z kulturą - wokół Palmiarni skupiają się działania wcześniej wspomnianej Mediateki, zaś w Parku Tysiąclecia działa Fundacja Salony przy mocnym wsparciu BWA Zielona Góra. Odbywa się tu szereg inicjatyw społecznych i artystycznych, mający na celu przybliżenie miejsca mieszkańcom, jak i przybyszom, uczynienie go bardziej przystępnym i przyjaznym. Ponieważ park położony jest w miejscu dawnego cmentarza, wciąż poszukuje się takich rozwiązań, by tchnąć w niego nowe życie i odkrywać jego potencjał „tu i teraz”, z jednoczesnym poszanowaniem dla historii i tradycji, w którą miejsce się wpisuje.

Ciszę i zielony spokój przynoszą też tereny bardziej peryferyjne - Wagmostaw (staw z fontanna, mostkami i miejscami do siedzenia, mieszczący się nieopodal dworca PKP, za wiaduktem w okolicach ul. Sulechowskiej) i tereny bardziej „dzikie” czyli okalające miasto lasy – prowadzące na Ochlę, do Jędrzychowa czy w okolice Łężycy.
Co chciałabyś, żeby zmieniło się w Zielonej Górze? Czego jeszcze tutaj brakuje?

Jako rowerzystka chciałabym by miasto stawało się bardziej przyjazne cyklistom (a co za tym idzie - także pieszym i kierowcom, bo przecież jako uczestnicy ruchu drogowego wpływamy na siebie nawzajem). Choć z jednej strony wiele w tym kierunku idzie do przodu, ma miejsce np. rozbudowywanie rowerowego szlaku - Zielonej Strzały, to jednak wciąż dużo tu niedociągnięć, efektów działań „po łebkach”. Czasem wystarczy niewiele - podwyższenie, krawężnik oddzielający chodnik od drogi rowerowej czy wąski pas zieleni żeby rowerzyści i piesi nie zawadzali sobie nawzajem, mieli jasno wydzielone strefy.

Niestety, trudniej zapewne zmienić mentalność osób siedzących za kółkiem i zwyczajny brak empatii u wielu z nich. To również wymaga czasu. Oczywiście, jestem zdania, że wszyscy uczestnicy ruchu powinni szanować się nawzajem, jednak zbyt wielu kierowców w naszym mieście jakby nie zdaje sobie często sprawy, że w starciu auto-pieszy czy auto-rowerzysta nie oni będą najsłabszym ogniwem. Mieszkając czy bywając w innych miejscach z przykrością muszę stwierdzić, że pod tym względem nasze miasto wypada w moim osobistym rankingu niezbyt dobrze. Mimo wszystko jednak - idzie ku dobremu, nie brak działań w tym kierunku i mam nadzieje, ze będzie coraz lepiej.

Smuci mnie też fakt, że miasto w zastraszającym tempie zalewa fala marketów, dyskontów i siecówek - co jest zjawiskiem dość powszechnym nie tylko w naszym mieście, ale tu - ze względu na powierzchnię i często nieprzemyślane usytuowanie sklepów, jest to coraz bardziej odczuwalne. Oczywiście, wolałabym by powstawało więcej miejsc pracy skupiających swe działania na tym, co stanowi lokalny potencjał, bo to nie neony zagranicznych marek powinny być wizytówką miasta. Czuć to zarówno na co dzień, jak i w przypadku Winobrania, które na przestrzeni lat stało się bardziej jarmarkiem z chińszczyzną, niż formą kultywowania lokalnej winiarskiej tradycji. Cieszę się więc za każdym razem, gdy widzę, że ktoś wychodzi z inicjatywą, próbuje zrobić coś swojego, choćby na małą skalę - tym bardziej, że nie jest łatwo utrzymać swoje skromne działania w cieniu zewnętrznych „potentatów”. W końcu ludzi z mocą i pomysłami nie brakuje.

A z czego jesteś najbardziej dumna?

Dziewczyny z Mediateki, Salonowa Ekipa, Cukier Project i wielu innych - to moi rówieśnicy, ludzie pokolenia lat 80., którzy działają, chcą, próbują. Dzięki ich energii i pomysłom miasto wciąż nabiera rumieńców. Jestem dumna ze wszystkich młodych (mam tu na myśli nie wiek ciała, a ducha!) ludzi, w naszym mieście, którzy próbują, nie bacząc na to, że nierzadko jedyne, czym (wątpliwie) kusi rynek pracy to mało stymulujące posady w lokalnych sieciówkach. Sama również ciesze się, że robię to, co lubię. Choć lokalna tradycja i historia miejsc jest ważna, warto tez zaufać nowemu, inwestując w nie umiejętnie i „z głową”. A gdy widać, że docenione zostało jedno i drugie, wychodzi z tego naprawdę piękne połączenie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Twardy zawodnik" rezygnuje z prawyborów w PO. Kidawa-Błońska nie ma już rywali
0 0Klaskali, ale się nie cieszyli. Tak obóz PiS reagował na słowa Morawieckiego
POLECAMY 0 0Nigdy się nie poddawaj – tego uczy kino. 10 tytułów, które powinien zobaczyć każdy mężczyzna
Volvo 0 0W mieście Volvo ci więcej. Kompaktowy XC40 to SUV gotowy na (prawie) wszystko
0 0Przy tych posunięciach twardy elektorat... wymięka. Tak PiS wkurzyło swoich wyborców
0 0Zapytali o koszty wizyt zagranicznych Szczerskiego. Kwota wbija w fotel
0 0Modest Amaro otwiera kolejną restaurację. “To będzie coś unikalnego”
INNPoland 0 0Lodowe księżyce i wiatr słoneczny. Człowiek w kosmosie to nic przy tych misjach
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Najmłodsza miliarderka się bogaci. Poruszenie w świecie mody
WYWIAD 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Nauczyciel pokazuje absurd. "Podręczniki niezgodne z podstawą"