
Rok 2007. Upada rząd Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. Dzisiejsi 18-19-latkowie kończą wtedy podstawówkę. Nie zwracali uwagi na politykę. Dorastają bombardowani informacjami o rządach Tuska i jego walce z Kaczyńskim i PiS-em. W ich głowach przeważnie nie ma innej wizji polskiej polityki. Dopiero teraz doświadczą pierwszej zmiany szefa rządu. Wielu z nich weźmie po raz pierwszy udział w wyborach.
REKLAMA
Zapomniany PiS
Czasy, kiedy stery władzy dzierżyła koalicja PiS, LPR i Samoobrony (już same nazwy dwóch ostatnich formacji wydają się być obce), w szerszym znaczeniu są dla współczesnych 18-19 latków tym, czym dla ich starszych kolegów i koleżanek PRL. Nie mają z nimi bezpośrednich doświadczeń, a wiedzę na ich temat czerpią od rodziców i z mediów.
Czasy, kiedy stery władzy dzierżyła koalicja PiS, LPR i Samoobrony (już same nazwy dwóch ostatnich formacji wydają się być obce), w szerszym znaczeniu są dla współczesnych 18-19 latków tym, czym dla ich starszych kolegów i koleżanek PRL. Nie mają z nimi bezpośrednich doświadczeń, a wiedzę na ich temat czerpią od rodziców i z mediów.
Tezę tę potwierdza Jacek Żakowski z tygodnika "Polityka". – Myślę, że młodzi Kaczyńskiego kiepsko pamiętają. W rodzinach, w których mówi się o polityce, młodzi mogą mieć wiedzę o IV RP, bo nasiąkają polityką od rodziców – mówi publicysta w rozmowie z naTemat. Tak jest w przypadku dziennikarza Konrada Piaseckiego.
– Moja córka jest w tym wieku, ale może ona nie jest dobrym przykładem, bo żyje w bardziej upolitycznionym domu niż większość jej rówieśników – przekonuje Piasecki. Prowadzący program "Piaskiem po oczach" i "Kontrwywiadu" RMF FM tłumaczy, że 18-19-latków kusi rewolucyjna retoryka IV RP. – Oni niewiele jednak z tego pamiętają i znają jedynie obecny PiS – dodaje.
Nawet jeśli ktoś pamięta "IV RP", to nie na tyle, żeby to był dla niego straszak. Ten projekt Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie będzie dla dzisiejszych 18-latków tym, czym jest dla starszego pokolenia, czyli zamordyzmem Czytaj więcej
Publicysta przekonuje, że były wicepremier i szef MEN Roman Giertych, to dla nich głównie adwokat i komentator polityczny, a Andrzeja Leppera – również ówczesnego wicepremiera i ministra rolnictwa – w ogóle nie kojarzą.
Przypomnijmy, że niemal dekadę temu Giertych, założyciel nacjonalistycznej Młodzieży Wszechpolskiej, był znienawidzony przez większość młodych ludzi. Uczniów chciał ubierać w szkolne mundurki i majstrował przy kanonie lektur, forując patriotyczne powieści Sienkiewicza w zamian za niepoprawne politycznie dzieła Gombrowicza, Schulza czy Witkacego. W 2006 r. rozpętał burzę wydając decyzję o zaliczeniu maturzystom egzaminu dojrzałości, nawet jeśli nie zdali oni jednego z przedmiotów.
Z kolei Andrzej Lepper to przykład kariery Nikodema Dyzmy, który z wojującego rolnika wsypującego zboże na tory i drogi, stał się eleganckim politykiem. Słynął z populistycznych i chwytliwych haseł, a czasem wręcz kontrowersyjnych. Na konferencji prasowej roześmiany bronił kolegę oskarżonego o gwałt. Jego pytanie: "Jak można zgwałcić prostytutkę?", stało się bon motem polskiej polityki.
Straszak IV RP
Egzotyczna koalicja rozpadła się, a przez następne 7 lat motorem napędowym kampanii PO, było straszenie wyborców powrotem PiS-u do władzy. Dlatego w rozkręcającej się teraz kampanii wyborczej, IV RP będzie ponownie odmieniana przez wszystkie przypadki. Tradycyjnie już Platforma Obywatelska zrobi z tego główny oręż polityczny, przypominając wyborcom rządy PiS. Czy taka retoryka trafi do młodych ludzi, których równie dobrze można byłoby straszyć powrotem do czasów komunizmu? – Nie – wyjaśnia krótko Rafał, 19-latek z Trójmiasta. Jak tłumaczy, z prostego powodu, miał wówczas 10 lat.
Egzotyczna koalicja rozpadła się, a przez następne 7 lat motorem napędowym kampanii PO, było straszenie wyborców powrotem PiS-u do władzy. Dlatego w rozkręcającej się teraz kampanii wyborczej, IV RP będzie ponownie odmieniana przez wszystkie przypadki. Tradycyjnie już Platforma Obywatelska zrobi z tego główny oręż polityczny, przypominając wyborcom rządy PiS. Czy taka retoryka trafi do młodych ludzi, których równie dobrze można byłoby straszyć powrotem do czasów komunizmu? – Nie – wyjaśnia krótko Rafał, 19-latek z Trójmiasta. Jak tłumaczy, z prostego powodu, miał wówczas 10 lat.
Żakowski podkreśla, że IV RP to był straszak na elity. – Kaczyński atakował wąską grupę społeczeństwa. Pamięć elit jest zatem inna niż prostych ludzi. Ona też liczniej głosuje. Do ogółu nie trafia ten straszak. A poza tym połowa obywateli w ogóle nie głosuje. Ten dyskurs trafia jedynie do 5-10 proc. Polaków – przekonuje nasz rozmówca.
Pamięć wyborców jest z reguły krótkookresowa. Dla młodych wyborców IV RP – jakkolwiek jej nie oceniać – nie jest punktem odniesienia. – Skoro młodzi nie pamiętają "IV RP", bo po prostu nie mogą, to trzeba im przypominać te praktyczne nawroty choroby demokracji. Lata 2005-2007 powinno się pokazywać jako rodzaj zagrożenia, które wciąż może nastąpić – wyjaśniał w rozmowie z Michałem Gąsiorem Adam Szejnfeld z PO.
Wina Tuska
Młodzi wyborcy w krótkim czasie będą mieli okazję zagłosować w trzech najważniejszych wyborach w Polsce. Czy przy ich ogólnej niechęć do polityków, a szczególnie do PO, będzie ona miała swoje odzwierciedlenie w czasie głosowania? – Bardzo duża część młodzieży jest rozczarowana PO i będzie szukała alternatywy. I taką może się wydawać PiS albo KNP. Dlatego dwie mocno prawicowe partie mogą zyskać na młodych ludziach – mówi Żakowski.
Młodzi wyborcy w krótkim czasie będą mieli okazję zagłosować w trzech najważniejszych wyborach w Polsce. Czy przy ich ogólnej niechęć do polityków, a szczególnie do PO, będzie ona miała swoje odzwierciedlenie w czasie głosowania? – Bardzo duża część młodzieży jest rozczarowana PO i będzie szukała alternatywy. I taką może się wydawać PiS albo KNP. Dlatego dwie mocno prawicowe partie mogą zyskać na młodych ludziach – mówi Żakowski.
– Tusk kojarzy im się z władzą, z atakami z każdej strony, trochę z winą i odpowiedzialnością za wszystkie złe rzeczy, które dzieją się w Polsce – podkreśla publicysta "Polityki". A wiadomo, że porażki bardziej zapadają w pamięci niż sukcesy. – Bardzo często szukając przyczyn wszystkich złych rzeczy, sięgamy po proste wytłumaczenia. Pod ręką jest postać premiera, to czemu go nie obwiniać? – pyta retorycznie dr Ewa Marciniak, politolog z UW. – Źródła niepowiedzeń są bardziej skomplikowane – dodaje.
Pozostaje zatem głosowanie na opozycję. Ale czy mogą być oni pewni głosów młodzieży? – Kaczyński i Korwin to z perspektywy 20-latka to staruszkowie. I to może być też dla nich jakaś bariera. Prawica trochę ugrzęzła w tych dziadka – zaznacza Żakowski. Wszyscy nasi rozmówcy zwracają uwagę, że sporo młodych wyborców w ogóle nie pójdzie głosować. A jeśli już to mogą decydować się właśnie na tych, których nie pamiętają. W eurowyborach w maju tego roku PiS i Kongres Nowej Prawicy Korwina-Mikkego zdobył 50 proc. głosów młodych wyborców.
– Młodych ludzi siedmioletnie rządy PO umiarkowanie zniechęcają. Polityka w ustabilizowanych krajach budzi mniejsze emocje. U nas polityka jednak trochę normalnieje. Nie jest tak jak w latach 90-tych, kiedy była bardziej obecna w życiu zwykłego obywatela. Poza tym życie w PRL powodowało, że ludzie do polityki się odnosili – wyjaśnia Piasecki.
Publicysta RMF podkreśla również, że do łask wyborców, nie tylko już tych świeżo upieczonych, mogą powrócić zapomniani politycy. – Buzek, gdy przestał być premierem w 2001 roku, nie widział już siebie w polityce. Odchodził w niesławie, a później został przewodniczącym w Parlamencie Europejskim jako pierwszy Polak w historii i jest teraz jednym z najbardziej szanowanych polityków w kraju – mówi.
