"Mamy bardziej kompetentne kobiety niż PiS" - twierdzi posłanka PO. Proponuje, by porównać np. posłankę Krystynę Pawłowicz i nową unijną komisarz Elżbietę Bieńkowską
"Mamy bardziej kompetentne kobiety niż PiS" - twierdzi posłanka PO. Proponuje, by porównać np. posłankę Krystynę Pawłowicz i nową unijną komisarz Elżbietę Bieńkowską Fot. Bartosz Bobkowski / Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ewa Kopacz kandydatką na premiera, Elżbieta Bieńkowska unijnym komisarzem, Małgorzata Kidawa-Błońska rzeczniczką rządu - kobiety Platformy Obywatelskiej święcą sukcesy. A PiS? Kobieca część tej partii wciąż ma twarz Krystyny Pawłowicz, a nie lansowanych co jakiś czas "aniołków". Czy to dlatego, że promowanie kobiet w wykonaniu prezesa Kaczyńskiego "kończy się na całowaniu w rękę"?

REKLAMA
Już po pierwszych pogłoskach, że Bieńkowska i Kopacz mogą liczyć na awanse, pojawiały się głosy, że dla Jarosława Kaczyńskiego będą to kandydatury niewygodne. "Będzie mu trudniej atakować kobietę" - ocenił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jeden z członków zarządu PO.
Prezes szybko potwierdził prawdziwość tych słów. Pytany przez dziennikarzy o ocenę działalności obu pań, stwierdził, że nie będzie wdawał się w szczegóły, bo "nie chce być nieuprzejmy wobec dam". "No przecież ja nie oceniam urody, tylko kwalifikacje" - dodał.
Nie on jeden w swojej partii uderza w takie tony. Czołowy polityk PiS Ryszard Czarnecki kilka miesięcy temu mówił o Bieńkowskiej, że to "lalka Barbie", która "kłapie, co jej ślina na język przyniesie".
Kobiety na pierwszym planie
Można to tłumaczyć seksizmem, ale zdaniem posłanki PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej jest też inne wyjaśnienie – porównanie pozycji kobiet w obu największych partiach. Kaczyński nie ma u siebie odpowiedniczek Bieńkowskiej czy Kopacz, dlatego sytuacja, w której musi komentować sukcesy reprezentantek rywala, nie jest dla niego komfortowa. Najłatwiej rzucić więc jakąś uwagę o urodzie.
– Jeśli chodzi o rolę kobiet, jesteśmy najsilniejszą partią. Mamy prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, marszałek Sejmu, przyszłą premier i wiceprzewodniczącą PO Ewę Kopacz, komisarz Elżbietę Bieńkowską, rzecznik rządu Małgorzatę Kidawę-Błońską... Kobiety są też mocnymi punktami rządu. To Lena Kolarska-Bobińska i Małgorzata Omilanowska – wylicza w rozmowie z naTemat parlamentarzystka.
– Kto jest po drugiej stronie? To, że prezes Kaczyński całuje kobiety po rękach i mówi "dzień dobry", nie świadczy o jego uprzejmości czy pozytywnym stosunku do posłanek. Najlepiej pokazuje to rola, jaką one pełnią w partii. Na pewno nie jest pierwszoplanowa – przekonuje.
Taka ocena oburza Jadwigę Wiśniewską z PiS. – Bzdura. Wicepremierem w naszym rządzie była Zyta Gilowska, szefem klubu parlamentarnego Grażyna Gęsicka. Wysoko była też Ola Natalii-Świat. PiS do ważnych zadań wyznacza kobiety – odpowiada.
Jadwiga Wiśniewska

Zestawmy minister Gęsicką z minister Bieńkowską. Ta druga mogłaby być uczennicą pierwszej. To Gęsicka stworzyła ministerstwo rozwoju regionalnego.

Jak zostać aniołkiem
No właśnie. Problem w tym, że to czas przeszły. Gilowska od dawna nie działa w PiS i prawdopodobnie nie wróci do polityki. Gęsicka i Natalii-Świat zginęły w katastrofie smoleńskiej. To one wraz z Joanną Kluzik-Rostkowską, która dziś jest ministrem w rządzie PO, były pierwszymi "aniołkami Kaczyńskiego". Nawet polityczni rywali przyznawali, że były kompetentne.
Luk, jakie po sobie zostawiły, PiS jednak nie wypełnił. Nie zmienia tego fakt, że partia ma w pierwszych szeregach kilka kobiet – Wiśniewska wymienia m.in. wiceprezes Beatę Szydło oraz Izabelę Kloc, która właśnie wygrała w Rybniku wybory uzupełniające do Senatu. Ona sama była kreowana na nowego "aniołka".
– Jak dla mnie takiej rywalizacji na kobiety między partiami nie ma. I tylko skrajne feministki mogą mieć zastrzeżenia, że w PiS jest ich mniej. Ale nie da się ukryć, że w tej partii to przede wszystkim efekt katastrofy smoleńskiej. Tam zginęły naprawdę znaczące i niezastąpione postacie – komentuje dla naTemat dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
logo
Jadwiga Wiśniewska była gwiazdą spotu PiS przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Fot. Sławomir Kamiński / AG
W cieniu Pawłowicz
Kaczyński ma "problem z kobietami" z jeszcze jednego powodu. Jeśli chodzi o rozpoznawalność, Szydło, Wiśniewska czy Kloc przegrywają z prof. Krystyną Pawłowicz, a może nawet Anną Sobecką. Tyle że te kojarzą się raczej z awanturami i ciętym językiem niż kompetencjami. A Platforma nie ma w swoich szeregach "Niesiołowskiego w spódnicy".
– Podstawowy powód różnicy w pozycji kobiet to różnica światopoglądów. PiS hołduje XIX-wiecznemu konserwatyzmowi, tradycyjnemu podziałowi społeczeństwa na kobiety i mężczyzn. Kaczyński w rękę pocałuje, ale kobiet nie awansuje – podsumowuje Śledzińska-Katarasińska.