Ryszard Czarnecki nazwał Elżbietę Bieńkowską "lalką Barbie" w rządzie Donalda Tuska
Ryszard Czarnecki nazwał Elżbietę Bieńkowską "lalką Barbie" w rządzie Donalda Tuska Fot. Bartosz Bobkowski / Wojciech Olkuśnik / AG

"Donald Tusk wybrał lalkę Barbie do rządu i lalka Barbie kłapie, co jej ślina na język przyniesie" – taką wypowiedzią o wicepremier Elżbiecie Bieńkowskiej uraczył w poniedziałek widzów Superstacji poseł PiS Ryszard Czarnecki. Nie on pierwszy i nie ostatni. Zobaczcie ranking posłów, którzy "zabłysnęli" podobnymi seksistowskimi komentarzami.

REKLAMA

Janusz Palikot (Twój Ruch)

Oficjalnie obrońca praw kobiet, ale czasem się zapomina i pokazuje seksistowską twarz. "Czasem" znaczy częściej niż większość polityków z prawej strony, po których prędzej można byłoby się tego spodziewać. To nie tylko słynne "może chce być zgwałcona" pod adresem Wandy Nowickiej. O Joannie Musze mówił na przykład, że "została wiceministrem, by stworzyć wrażenie, że Polska jest sexy krajem" i że "w polityce grała urodą i seksapilem". Z kolei w komentarzu o Jolancie Szczypińskiej z PiS stwierdził: "Miała być żoną Jarosława Kaczyńskiego, później paprotką w spotach reklamowych PiS, a dziś jest lalką Barbie, która próbuje większą ilością różu zwrócić na siebie uwagę". I tak metafora z Barbie połączyła Palikota z Czarneckim. Kto by się spodziewał.

Dariusz Joński (SLD)

"Minister sportu Joanna Mucha powinna złożyć rezygnację i zająć się ciążą, a potem swoim dzieckiem" – powiedział w październiku 2012 roku poseł Sojuszu. W ten sposób odniósł się do wydarzeń ze Stadionu Narodowego, gdzie z powodu zalania murawy odwołano mecz Polska- Anglia. Joński stwierdził, że to Mucha zawiniła w tamtej sytuacji, a wpływ miała na to jej rzekoma ciążą. "Plotkami się nie zajmuję, ale tak mówią" – dodał na potwierdzenie tezy o błogosławionymi stanie Muchy. Finał był niewesoły: poseł musiał przepraszać, a w dodatku okazało się, że ministra wcale dziecka nie oczekuje.

Jan Tomaszewski (PiS)

Kolejny dowcipny, który swego czasu wziął na celownik ministrę Muchę. Za pierwszym razem razem z jednym z członków komisji sportu dworował sobie z niej używając porównania do "krowy zapłodnionej lodem". "Jak zapłodnić krowę lodem? Wystarczy ją postawić na lód, sama się wypieprzy" – rzucił. Potem jednak przy innej okazji równie dowcipnie stwierdził, że woli jednak, by minister pozostała w rządzie. "Bo ładna jest, jest na kim oko zawiesić, niech będzie. Jest weselej" – wytłumaczył. Konsekwencje żadne go w partii nie spotkały. Prezes Kaczyński zresztą pewnie by się chętnie pod tymi słowami podpisał, skoro sam mówił, że "Mucha jest znana tylko z tego, że jest ładna".

Andrzej Biernat (PO)

Recydywista. A przynajmniej tak twierdzą jego koleżanki z parlamentu, które w rozmowach z "Wprost" skarżyły się na jego seksistowskie zachowania. "Zaczyna łapać się za genitalia, wykonywać dziwne ruchy, a to, co mówił, nie nadaje się do powtórzenia. Generalnie było to coś na zasadzie: chodź maleńka, pokażę ci, jak wygląda prawdziwy facet" – mówiła jedna z nich o spotkaniu z nowym ministrem sportu. Inne dodają, że Biernat staje się szczególnie "wstrętny" i "obrzydliwy" w stosunku do kobiet, kiedy wypije. Publicznie jednak żaden seksistowski komentarz mu się nie wymsknął, więc tłumaczyć się nie musi.

Jarosław Katulski (PO)

Niewybredne uwagi o kobietach to dobry sposób, by na chwilę "zabłysnąć" w mediach. Ten poseł przekonał się o tym ledwie miesiąc temu, kiedy na posiedzeniu komisji zdrowia wypalił, że lepiej, gdyby panie, zamiast przyjeżdżać do Sejmu, zajęły się "lepieniem pierogów". Obecne na sali posłanki zaprotestowały, a kolega z prezydium komisji poprosił, by Katulski darował sobie tego typu wypowiedzi. Parlamentarzysta skontrował jednak, że ma "prawo do swobody wypowiedzi" i rozeszło się po kościach.