
Sławomir Nowak jest personifikacją wszystkich przywar polskiej polityki: karierowiczostwa, biernego potakiwania partyjnym liderom, niejasnych powiązań z biznesem i wykorzystywania swojej pozycji do celów prywatnych. Afera taśmowa otworzyła nowy rozdział kompromitacji Nowaka i polskiej polityki w ogóle: przez kurczowe trzymanie się poselskiego mandatu mimo wyraźnej deklaracji, że stanie się inaczej.
REKLAMA
– Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobisz? – zdaje się mówić Polakom Sławomir Nowak. Nie ma co po raz kolejny znęcać się nad studium jego upadku: wystarczy napisać, że jego kariera polityczna jest skończona, a Nowak nie ma szans na zajęcie żadnego wybieralnego stanowiska. Ale Nowak-polityk nadal żyje i oddycha dzięki respiratorowi, jakim jest mandat posła.
Obiecanki-cacanki
I nie może znaleźć w sobie cywilnej odwagi, by go odłączyć. Takie uporczywe podtrzymywanie politycznego życia demoluje, i tak tragicznie zły, wizerunek polskiej polityki. Szkodzi też Platformie Obywatelskiej. Bo chociaż Nowak odszedł z partii, nadal jest członkiem klubu parlamentarnego. I nic nie wskazuje na to, żeby dotrzymał złożonej wcześniej obietnicy.
I nie może znaleźć w sobie cywilnej odwagi, by go odłączyć. Takie uporczywe podtrzymywanie politycznego życia demoluje, i tak tragicznie zły, wizerunek polskiej polityki. Szkodzi też Platformie Obywatelskiej. Bo chociaż Nowak odszedł z partii, nadal jest członkiem klubu parlamentarnego. I nic nie wskazuje na to, żeby dotrzymał złożonej wcześniej obietnicy.
– Tak złożę mandat. W ciągu kilku tygodni. Żeby być posłem trzeba mieć zaufanie publiczne. Ja tego zaufania nie mam. Uważam, że jestem to też winny wyborcom – mówił Nowak w rozmowie z Tomaszem Lisem, tuż po opublikowaniu taśm z podsłuchów PO. To była reakcja na opublikowanie podsłuchanej rozmowy Nowaka z wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem.
Tusk go skreślił
Nowak uskarżał się w niej, że po wybuchu tzw. afery zegarkowej służby skarbowe kontrolują finanse jego i jego żony. Jeszcze po pojawieniu się wątpliwości co do jego oświadczenia majątkowego Nowak miał szanse na powrót do polityki – jeśli tylko sąd oczyściłby go z zarzutów postawionych przez prokuraturę, Nowak mógłby wrócić do rządu i na listy Platformy. Jednak rozmowa z Parafianowiczem przekreśliła wszelkie nadzieje.
Nowak uskarżał się w niej, że po wybuchu tzw. afery zegarkowej służby skarbowe kontrolują finanse jego i jego żony. Jeszcze po pojawieniu się wątpliwości co do jego oświadczenia majątkowego Nowak miał szanse na powrót do polityki – jeśli tylko sąd oczyściłby go z zarzutów postawionych przez prokuraturę, Nowak mógłby wrócić do rządu i na listy Platformy. Jednak rozmowa z Parafianowiczem przekreśliła wszelkie nadzieje.
– W mojej ocenie kariera polityczna Sławomira Nowaka zakończyła się definitywnie; tak długo, jak ja będę szefem PO, nie będziemy na pewno współpracować – mówił Donald Tusk na konferencji prasowej po wybuchu afery. Ale słowa nie dotrzymał, bo choć wyjeżdża do Brukseli, to jeszcze przez kilka tygodni będzie kierował partią. Tymczasem Nowak jest członkiem klubu PO.
PO murem z Nowakiem
Politycy tej partii popełniają potężny błąd, broniąc kolegi. – Jeśli poseł Nowak sam nie zrezygnuje, nikt go nie wyrzuci – mówił w TVN24 Sławomir Neumann, członek prezydium klubu PO. Nikt też nie naciska na Nowaka, by złożył mandat. – Nie rozmawiałam z nim o tym. O tym, czy mandat złoży, wie tylko on – mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, rzecznik dyscypliny klubowej.
Politycy tej partii popełniają potężny błąd, broniąc kolegi. – Jeśli poseł Nowak sam nie zrezygnuje, nikt go nie wyrzuci – mówił w TVN24 Sławomir Neumann, członek prezydium klubu PO. Nikt też nie naciska na Nowaka, by złożył mandat. – Nie rozmawiałam z nim o tym. O tym, czy mandat złoży, wie tylko on – mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, rzecznik dyscypliny klubowej.
Nie tylko wywiad w "Newsweeku" i słowa Donalda Tuska były dowodem na to, że Nowak żegna się ze światem polityki. Przestał też wypełniać obowiązki posła. Jak pokazują statystyki opuścił sześć posiedzeń Sejmu z rzędu, wrócił dopiero na ostatnie – był wtedy obecny na 95 proc. głosowań. – Moim zdaniem, to dobrze dla parlamentu, że będzie jednego kompetentnego posła więcej – stwierdził w "Kontrwywiadzie" RMF FM Jacek Protasiewicz.
Kredyty
Koleżeńska lojalność przeważa więc w PO nad zdrowym rozsądkiem. Jeśli do usunięcia Nowaka nie skłania ich dbałość o standardy w polityce, to powinni to zrobić w interesie partii. Uniknęliby tak gorszących scen jak kolejne ucieczki Nowaka przed dziennikarzami dopytującymi o obietnicę złożenia mandatu. Dla przeciętnego wyborcy Nowak to nadal człowiek PO, jeszcze do niedawna minister jej rządu i bliski współpracownik premiera.
Koleżeńska lojalność przeważa więc w PO nad zdrowym rozsądkiem. Jeśli do usunięcia Nowaka nie skłania ich dbałość o standardy w polityce, to powinni to zrobić w interesie partii. Uniknęliby tak gorszących scen jak kolejne ucieczki Nowaka przed dziennikarzami dopytującymi o obietnicę złożenia mandatu. Dla przeciętnego wyborcy Nowak to nadal człowiek PO, jeszcze do niedawna minister jej rządu i bliski współpracownik premiera.
Ale Nowak nie szkodzi tylko Platformie, ale w ogóle polskiej klasie politycznej. – Dla mnie miesięczne uposażenie to rata kredytu do banku – tak "Fakt" relacjonuje słowa Nowaka do kolegów. I rzeczywiście poseł ma do spłacenia jeszcze 486 tys. kredytu hipotecznego (stan na 28.04.14), jeszcze do niedawna ciążył na nim leasing luksusowego Volvo XC60 za ponad 100 tys. zł, ale umowa niedawno przestała obowiązywać.
Szkodzi PO i polityce
Tłumaczenie i motywacje Nowaka są niezwykle ludzkie. Ale jednocześnie to niezwykle przykre, że osoba, która jeszcze rok temu była konstytucyjnym ministrem tak mało robi sobie nie tylko z własnych obietnic, ale też standardów moralnych, które kiedyś, dawno temu PO chciała w polskiej polityce promować. Ale też Nowak nie jest pierwszym, który pokazuje jak mało z tych ideałów zostało.
Tłumaczenie i motywacje Nowaka są niezwykle ludzkie. Ale jednocześnie to niezwykle przykre, że osoba, która jeszcze rok temu była konstytucyjnym ministrem tak mało robi sobie nie tylko z własnych obietnic, ale też standardów moralnych, które kiedyś, dawno temu PO chciała w polskiej polityce promować. Ale też Nowak nie jest pierwszym, który pokazuje jak mało z tych ideałów zostało.
Z mandatu nie zrezygnował przecież Zbigniew Chlebowski, jedna z głównych postaci afery hazardowej z 2009 roku. Przestał być członkiem klubu i partii, ale nie zrezygnował z poselskiego uposażenia. Tak samo jak Robert Węgrzyn, którego z PO usunięto za seksistowskie wypowiedzi na temat homoseksualistów. W jego przypadku jednak do wyborów zostało zaledwie pół roku, nie prawie półtora, jak u Nowaka.
Nowak i jego koledzy liczą, że wyborcy i dziennikarze zapomną o sprawie. Ale z pytaniami o złożenie mandatu regularnie wracają nie tylko zwalczający PO tzw. niepokorni. Przed wyborami parlamentarnymi jesienią przyszłego roku temat odkurzy opozycja. Szkody wyrządzone przez decyzję Nowaka mogą się więc odbić tak na wyniku PO, jak i marnej frekwencji.
Która jest jedną z ważniejszych miar jakości demokracji.
