
– Bałam się zaglądnąć na Facebooka, zmieniłam numer telefonu, by tylko mama mogła do mnie dzwonić. Bałam się wyjść na ulice, wrócić do domu, odpalić komputer – mówi nam o życiu o traumie wywołanej publikacją intymnych zdjęć ofiara głupoty swojego byłego partnera. Głupoty, bo jak tłumaczy w rozmowie z naTemat psycholog Barbara Stawarz, tego typu przestępstwa w sieci biorą się głównie z braku rozsądku i możliwości oceny tego, jaką krzywdę wyrządza się innym.
REKLAMA
Wykradzenie i udostępnienie w sieci nagich zdjęć Jennifer Lawrence, Kate Upton, czy Kirsten Dunst nie tylko dla aktorek i modelek musiał być szokiem i słusznie wzniecił dyskusję o tym obrzydliwym akcie przemocy. Nie wszyscy wiedzą jednak, że celebrytki podzieliły los bardzo wielu zwyczajnych ludzi, których poniżono w ten sposób w sieci. Także w Polsce.
Trauma nie tylko dla celebrytów
Co się wówczas czuje? Jak radzić sobie po tym, gdy w internecie pojawiają się niespodziewanie nasze nagie zdjęcia? Udało nam się skontaktować z Weroniką, która podobny dramat przeżyła na własnej skórze. 25-latka z małego miasteczka na Pomorzu przed dwoma laty nie padła jednak ofiarą hackerów, a swojego byłego chłopaka, który po rozstaniu postanowił upublicznić otrzymane w prezencie intymne zdjęcia.
Co się wówczas czuje? Jak radzić sobie po tym, gdy w internecie pojawiają się niespodziewanie nasze nagie zdjęcia? Udało nam się skontaktować z Weroniką, która podobny dramat przeżyła na własnej skórze. 25-latka z małego miasteczka na Pomorzu przed dwoma laty nie padła jednak ofiarą hackerów, a swojego byłego chłopaka, który po rozstaniu postanowił upublicznić otrzymane w prezencie intymne zdjęcia.
– Pojawiły się we wszystkich miejscach, gdzie chłopacy najczęściej szukają takich zdjęć. Oczywiście jak już je opublikował, to porozsyłał linki do znajomych, a na sam koniec wrzucił mi jeden na moją tablicę na Facebooku – wspomina ofiara. – Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Nie wiedziałam, kto to widział. A raczej kto nie widział. Miałam wtedy wrażenie, że na pewno wszyscy dookoła – dodaje.
Kolejne tygodnie były dla Weroniki jak piekło. Jak wspomina, kilkanaście dni spędziła po prostu ukrywając się. Skorzystała z tego, że były akurat wakacje i mogła uciec do przyjaciółki mieszkającej na południu Polski. – Bałam się zaglądnąć na Facebooka, zmieniłam numer telefonu, by tylko mama mogła do mnie dzwonić. Bałam się wyjść na ulice, wrócić do domu, odpalić komputer. Dopiero u przyjaciółki, po paru dniach płaczu, ona pomogła mi zacząć z ogarnianiem tego wszystkiego – opowiada.
"To miał być dowcip..."
Zgłoszenie się do prawnika, a następnie pomoc policji i prokuratora sprawiły, że z części serwerów udało się usunąć intymne zdjęcia Weroniki, a jej byłym partnerem zajął się sąd. Gdy zaczęły się dla niego problemy z wymiarem sprawiedliwości, chłopak tłumaczył, że nie miał najmniejszego pojęcia, iż wyrządza naszej rozmówczyni tak wielką krzywdę. Chciał ją przecież "tylko trochę zawstydzić", a nie upokorzyć na całe życie.
Zgłoszenie się do prawnika, a następnie pomoc policji i prokuratora sprawiły, że z części serwerów udało się usunąć intymne zdjęcia Weroniki, a jej byłym partnerem zajął się sąd. Gdy zaczęły się dla niego problemy z wymiarem sprawiedliwości, chłopak tłumaczył, że nie miał najmniejszego pojęcia, iż wyrządza naszej rozmówczyni tak wielką krzywdę. Chciał ją przecież "tylko trochę zawstydzić", a nie upokorzyć na całe życie.
Niestety sprawy potoczyły się inaczej i na zagranicznych serwisów z amatorską pornografią nadal zdjęcia Weronki się znajdują. – Budzę się z tą myślą co dnia. To się będzie ciągnęło do końca życia, bo jestem pewna, że znajomi sobie zapisali pliki – mówi roztrzęsiona.
– Traumy wywołane przestępstwem, które dotyka nas w sieci niczym nie różnią się od tych, których ofiarą możemy paść w normalnym świecie – tłumaczy psycholog społeczna Barbara Stawarz. Ekspertka podkreśla, że w przypadku każdego przestępstwa pozostaje trauma w postaci tego, iż na własnej skórze przekonujemy się o istnieniu złych ludzi. W takich przypadkach doświadczenie to może powtarzać się z każdą kolejną publikacją zdjęcia przez innych użytkowników czy nawet ich komentarzami.
Internetowe (de)indywiduum
– Gdy bez zgody publikuje się nasze nagie zdjęcia, to tak, jakby ktoś nas po prostu okradł. Tutaj nagość zwiększa jednak poziom stresu. Okradzeni zostajemy bowiem z intymności – tłumaczy psycholog. I przyznaje, że największym problemem w przypadku takich przestępstw jest to, jak oceniają je ci, którzy ich dokonują. Uważają je za wybryk, dowcip, a nie wyrządzenie wielkiej krzywdy.
– Gdy bez zgody publikuje się nasze nagie zdjęcia, to tak, jakby ktoś nas po prostu okradł. Tutaj nagość zwiększa jednak poziom stresu. Okradzeni zostajemy bowiem z intymności – tłumaczy psycholog. I przyznaje, że największym problemem w przypadku takich przestępstw jest to, jak oceniają je ci, którzy ich dokonują. Uważają je za wybryk, dowcip, a nie wyrządzenie wielkiej krzywdy.
– Internet stał się miejscem spotkań, ale na płaszczyźnie zupełnie odizolowanej od osobistego życia internautów. Stąd tłumaczenie, że ludzie nie zdają sobie sprawy ze swoich zachowań i skutków, które te internetowe zachowania przynoszą. A przecież publikacja intymnych zdjęć bez zgody osoby, która na nich widnieje jest tym samym, co rozdawanie odbitek takich materiałów gdzieś na głównym placu miasta – wyjaśnia Stawarz.
Jak tłumaczy psycholog, to zjawisko nauki społeczne określają jako deindywidualizację. – Dzięki sieci człowiek często nie zdaje sobie sprawy z tego, co naprawdę robi. Tylko i wyłącznie dlatego, że jest anonimowy i działa w cyfrowym tłumie. Wtedy mechanizmy wewnętrznej kontroli osłabiają się i bardzo łatwo nieświadomie kogoś mocno skrzywdzić – przypomina Barbara Stawarz.
