
Sześć lat po wybuchu kryzysu finansowego i upadku banku Lehman Brothera w Polsce jest 264 tys. „niewolników banków”. Drożejące na rynku mieszkania kupili podpierając się kredytem hipotecznym denominowanym w tanim franku szwajcarskim. W wyniku kryzysu mieszkania staniały, a notowania CHF wzrosły z 1,96 zł do 3,5 zł. Dla tysięcy rodzin przez najbliższe 20-30 lat wymarzone mieszkanie stało się finansową kulą u nogi. Co dalej?
REKLAMA
O sytuację Polaków zapytaliśmy Karstena Juniusa, głównego ekonomistę szwajcarskiego Banku Sarasin (to duża grupa banków zajmująca inwestowaniem prywatnych funduszy wielu bogaczy z całego świata). – Nie spodziewam się, aby w tym czy w kolejnym roku frank był tańszy niż obecnie ( ok 1 CHF 3,50 zł). Wręcz przeciwnie, waluta zaczęła już drożeć. Głównie ze względu na wojnę na Ukrainie oraz politykę Europejskiego Banku Centralnego zapowiadającego, że niskie stopy procentowe pozostaną takimi przez "dłuższy okres czasu" – twierdzi ekonomista w analizie przygotowanej dla naTemat.pl
Taniej już było
Frank stał się w ostatnich miesiącach ulubioną lokatą globalnych inwestorów. Nie kupowali oni tej waluty w celu zarobienia pieniędzy, lecz po to, by bezpiecznie zaparkować kapitał. Wielu z nich podoba się, że Szwajcarzy zapewniają anonimowość. Po opłaceniu 30-procentowego podatku od odsetek dane posiadacza lokaty nie są przekazywane służbom finansowym jego ojczystego kraju. Międzynarodowy boom na franki to jednak zła wiadomość dla Polaków z kredytem na karku… Im więcej kapitału napłynie do Szwajcarii tym notowania waluty będą wyższe.
Frank stał się w ostatnich miesiącach ulubioną lokatą globalnych inwestorów. Nie kupowali oni tej waluty w celu zarobienia pieniędzy, lecz po to, by bezpiecznie zaparkować kapitał. Wielu z nich podoba się, że Szwajcarzy zapewniają anonimowość. Po opłaceniu 30-procentowego podatku od odsetek dane posiadacza lokaty nie są przekazywane służbom finansowym jego ojczystego kraju. Międzynarodowy boom na franki to jednak zła wiadomość dla Polaków z kredytem na karku… Im więcej kapitału napłynie do Szwajcarii tym notowania waluty będą wyższe.
Ale są też relatywnie dobre wieści. Frank raczej nie będzie kosztował więcej 4 zł. Szwajcarski ekonomista przypomina, że notowania ich waluty trzyma w ryzach decyzja o sztywnym powiązaniu kursu z euroz. Trzy lata temu Narodowy Bank Szwajcarii wyznaczył maksymalny kurs tej pary walutowej 1,20 CHF/EUR. Było to w czasach kiedy producenci czekolady i drogich zegarków narzekali, że przez sytuację na rynku walut ich produkty stają się relatywnie coraz droższe dla Amerykanów, Rosjan, Japończyków i Chińczyków.
260 tys. potencjalnych bankrutów
Po ile franki? – to temat rozmów około 580 tys. rodzin w Polsce. Tylu według danych KNF Nowaków i Kowalskich przynajmniej raz w miesiącu przerabia ten temat kredytu mieszkaniowego i poszukiwania źródeł tańszej waluty na spłatę rat. Z tej puli 263,8 tys. to potencjalni kandydaci na bankrutów. Są winni bankom 90 mld zł. Kupowali mieszkania w latach 2007-2008, a dziś ich lokale rynek wycenia mniej niż wynosi saldo zadłużenia. I to po kilku latach spłacania rat.
Po ile franki? – to temat rozmów około 580 tys. rodzin w Polsce. Tylu według danych KNF Nowaków i Kowalskich przynajmniej raz w miesiącu przerabia ten temat kredytu mieszkaniowego i poszukiwania źródeł tańszej waluty na spłatę rat. Z tej puli 263,8 tys. to potencjalni kandydaci na bankrutów. Są winni bankom 90 mld zł. Kupowali mieszkania w latach 2007-2008, a dziś ich lokale rynek wycenia mniej niż wynosi saldo zadłużenia. I to po kilku latach spłacania rat.
Widziały gały co brały?
Kiedy w kilku zdaniach opisałem Karstenowi Juniusowi sytuację polskich rodzin, był zszokowany. – Kupno mieszkania w walutach obcych, uważam za bardzo ryzykowną strategię. Wymagałoby to od wszystkich zaangażowanych stron umowy odpowiedniego planowania awaryjnego. Na przykład co będzie, gdyby stało się to, co się u was stało - dodaje Szwajcar. To zupełnie inne zdanie niż mają urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego. W specjalnym raporcie o problemie z kredytami we frankach szwajcarskich twierdzą, że Polacy zdawali sobie sprawę z ryzyka.
Kiedy w kilku zdaniach opisałem Karstenowi Juniusowi sytuację polskich rodzin, był zszokowany. – Kupno mieszkania w walutach obcych, uważam za bardzo ryzykowną strategię. Wymagałoby to od wszystkich zaangażowanych stron umowy odpowiedniego planowania awaryjnego. Na przykład co będzie, gdyby stało się to, co się u was stało - dodaje Szwajcar. To zupełnie inne zdanie niż mają urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego. W specjalnym raporcie o problemie z kredytami we frankach szwajcarskich twierdzą, że Polacy zdawali sobie sprawę z ryzyka.
– Zmienność kursów to powszechna wiedza – piszą i na dowód publikują tabelę z notowaniami CHF od 1998 roku. W tym czasie frank kosztował po 2,2 zł ale też 3,20 zł.
– Banki nie chcą szumu w mediach, a już szczególnie sensacji o osobach, którym wypowiedziano umowy i zlicytowano mieszkania. Dlatego takich transakcji było zaledwie kilkadziesiąt. Banki rekomendują klientom, żeby sami sprzedawali swoje zadłużone mieszkania, bo uzyskają wyższą cenę. Resztę zadłużenia pokrywa cała rodzina - mówi jeden z warszawskich pośredników na rynku finansowym.
Tymczasem 15 września w Krakowie dobiegnie końca historia jednego z pierwszych frankowych bankrutów. Za 1,8 mln zł syndyk wystawił na licytację działkę i część domu będącą siedzibą upadłej firmy Polskie Jadło. Jej twórca, biznesmen branży restauracyjnej Jan Kościuszko, wypowiedział „banksterom” wojnę, gdy zażądali od spółki więcej majątku pod zabezpieczenie umowy kredytu. Prezes kupił dom za niecały milion franków, po kursie 2,08 zł. Po czterech latach bank BNP Paribas zażądał od niego bagatela… 4 mln zł. Kościuszko stwierdził wtedy, że to bankowcy sami przyszli do niego z propozycją świetnego i taniego kredytu.
