
Naukowcy zajmujący się fizyką i biologią wód ostrzegają przed zbliżającymi się do wybrzeży Stanów Zjednoczonych pozostałościami z trzęsienia ziemi u wybrzeży Japonii. Według nich wśród śmieci mogą znaleźć się ludzkie ciała.
REKLAMA
Wraki samochodów, kawałki budynków, domowego sprzętu, łodzi, ubrań, narzędzi. Wszystko, co zmiotła woda w Japonii 11 miesięcy temu, płynie powoli w stronę stanu Kalifornia, Waszyngton oraz Wysp Hawajskich. Szacuje się, że to w sumie 25 milionów ton. Pierwsze szczątki pojawiają się już na brzegu. I nikt trasy odpadów nie kontroluje. Nie ma pomysłu na skuteczną kontrolę tego co się z tymi "śmieciami" dzieje.
Wśród odpadów jest dużo statków - przewróconych, ale wciąż dryfujących po morzu. To one są źródłem szczątków ciał ludzkich, które mogą pojawić się u zachodnich wybrzeży Ameryki. W miarę możliwości będą one wyłapywane i utylizowane przez służby kontrolujące tereny przybrzeżne.
Odpady które powoli rozprzestrzeniają się po Pacyfiku mogą być praktycznie wszystkim, co było akurat na terenie zalanym przez wodę. Bezwładna masa śmieci płynie nieubłaganie w stronę zachodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Nie sposób jest określić wielkość zanieczyszczenia jakie się z nim wiąże. Trudno jest też dokładnie przewidzieć, w którą stronę płynie większość z nich. Po zdarzeniach w marcu 2011 roku płynące szczątki przez pewien czas były zbite. Teraz rozprzestrzeniają się we wszystkie możliwe strony przez oceaniczne prądy morskie.
Z tak dużym problemem nie są w stanie poradzić sobie nawet satelity, które mogą wyłapać wyłącznie duże części domów czy wraki samochodów. Takich jest jednak mało i nie stanowią większego zagrożenia.
Prędkość rozprzestrzeniania się śmieci oceniana jest na 10 kilometrów na godzinę. W przypadku silnych wiatrów odpady przyspieszyć mogą nawet do 30 km/h. Naukowcy uspokajają, że szczątki nie są radioaktywne.