
Czy zamówiony w restauracji posiłek ma prawo nam nie smakować? Oczywiście, ale nie wszyscy znajdują w sobie tyle siły, aby coś z tym zrobić. Nie chcemy robić kłopotu obsłudze, przyszliśmy do restauracji aby miło spędzić czas a nie się wykłócać, a poza tym obiad nie jest "aż tak zły". To błędne myślenie - mówią znawcy branży i radzą, aby głośno mówić o tym, że kotlet jest przypalony, a ziemniaki za słone. Prawnik przestrzega jednak, że musimy reagować w odpowiedni sposób.
Adam Nowak, prawnik z Federacji Konsumentów wyjaśnia, że jedzenie ma prawo nam nie smakować i w takiej sytuacji możemy składać reklamację. – Jeśli nie uda nam się załatwić sprawy od ręki poprzez ustne zgłoszenie, to należy sporządzić dokument, w którym opiszemy, co nie podobało nam się w danym posiłku i zażądać zwrotu pieniędzy – mówi Nowak.
Możemy zwrócić się do federacji konsumentów bądź rzecznika praw konsumentów, którzy działają w poszczególnych powiatach i poprosić o wysłanie pisma interwencyjnego. W skrajnych przypadkach można kierować sprawy do sądu.
Szef szkoły restauratorów uważa, że klienci restauracji powinni zwracać uwagę obsłudze za każdym razem, gdy widzimy jakieś uchybienia w ich sztuce. – Nie chodzi tylko o jedzenie, ale i o niemiły serwis. W grzeczny sposób, ale jednak powinno się zwracać uwagę na zasadzie konstruktywnej krytyki. Choć przyznam, że gdy sam to robię, to moja lepsza połowa kopie mnie pod stolikiem – wyznaje.
U nas w dalszym ciągu wolimy sprawę przemilczeć. Wyjście do restauracji jest w Polsce wciąż celebrowane i traktowane kategoriami "święta", a nie codziennej czynności. A przecież gdy kupujemy buty i okazuję się niewygodne, to je oddajemy. W restauracji póki co takie zjawisko nie występuje.
Przyznam szczerze, że gdy zamawiałem "zastępczy" posiłek przeszło mi przez myśl, czy przypadkiem obsługa nie dokona małej zemsty i nie doda czegoś do moje talerza. Kochut mówi jednak z pełną stanowczością, że takie zachowania to mity, które krążą w świadomości społecznej, a on sam nigdy nie spotkał się z jej potwierdzeniem. – Nikt sobie na coś takiego nie pozwoli, a problem istnieje tylko w naszych głowach. To efekt programów typu "nie zadzieraj z kelnerem", ale w rzeczywistości to tak nie działa – zapewnia mój rozmówca.
