
Kolejarz, który kilka tygodni temu wysikał się na Dworcu Centralnym w Warszawie, właśnie został wyrzucony z pracy. Jego pracodawca decyzję o zwolnieniu tłumaczy tym, że zachowanie kolejarza ugodziło w "dobre imię spółki". Czy w każdym przypadku odpowiedzialność za wybryki pracownika ponosi firma, w której jest zatrudniony? Czy zniszczenia przez niego spowodowane i głoszone poglądy, zawsze obciążają konto pracodawcy?
REKLAMA
Przewozy Regionalne (spółka, w której do dzisiaj zatrudniony był pechowy kolejarz), uznały, że choć sikający pracownik niczego na dworcu nie zniszczył, jednak obciążył konto swojego pracodawcy. Sikał jako przedstawiciel Przewozów Regionalnych więc jego zachowanie ugodziło w dobre imię spółki - uznali członkowie zarządu podpisując się pod zwolnieniem kolejarza.
Przy okazji tej sprawy pojawia się jednak pytanie, jak daleko sięgają granice odpowiedzialności pracodawcy za działania pracownika. I czy szefowie firm czasem nie przesadzają, interpretując prywatne zachowania podwładnych jako działania na szkodę przedsiębiorstwa.
Pieniądze od rodziców. Kiedy nadchodzi czas, by "zakręcić kurek"?
Pieniądze od rodziców. Kiedy nadchodzi czas, by "zakręcić kurek"?
Wyobraźmy sobie taką o to sytuację. Pracownik udaje się w podróż służbowym samochodem. Po drodze powoduje kolizję i uszkadza inny pojazd. Czy w takim przypadku pracodawca ponosi odpowiedzialność za jego występek? - Jest taki przepis, że za szkodę na osobie trzeciej odpowiada pracodawca, a odpowiedzialność wykroczeniowo-karną ponosi sprawca. Wina musi być jednak nieumyślna - mówi naTemat Piotr Wojciechowski, ekspert prawa pracy.
"Kiedyś był taki przypadek, że w czasie wyjazdu służbowego pracownicy odbyli ostrą libację w hotelu. Sąd Najwyższy uznał to za przyczynę wypowiedzenia i rozwiązania umowy o pracę"
Sytuacja zmienia się gdy pracownik umyślnie powoduje wypadek albo na przykład niszczy automat do napojów w hotelowym korytarzu. Wtedy nie tylko ponosi odpowiedzialność finansową za wyrządzoną szkodę, ale grozi mu też zwolnienie z pracy. Co więcej, czasem do zwolnienia nie potrzeba nawet szkody, a wystarczy niewłaściwe zachowanie. - Kiedyś był taki przypadek, że w czasie wyjazdu służbowego pracownicy odbyli ostrą libację w hotelu. Sąd Najwyższy uznał to za przyczynę wypowiedzenia i rozwiązania umowy o pracę - zaznacza Wojciechowski. W takich okolicznościach pracodawca zwolnienie najczęściej uzasadnia "utratą zaufania".
Jeśli w grę wchodzi libacja, bijatyka czy umyślnie wyrządzona szkoda, sprawa wydaje się oczywista. Pracodawca w takim przypadku ma prawo uznać, że niewłaściwe zachowanie pracownika w trakcie podróży służbowej jest działaniem na szkodę firmy. Problem w tym, że w ostatnich latach przyczyną zwolnień i pracowniczych kłopotów stają się sytuacje mniej oczywiste, bo związane z internetową działalnością pracownika.
Elżbieta Wiśniewska, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego w Warszawie w listopadzie 2010 roku została zwolniona ze stanowiska za wpis na Facebooku, w którym stwierdziła, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej przyszły na spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem po "kasiorkę". Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz uznała, że wpis na facebookowym profilu godzi w wizerunek firmy i pozbawiła Wiśniewską stanowiska.
O takich przypadkach słyszymy coraz częściej. Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" opisała sprawę dyrektora szkoły muzycznej w Krakowie, który na swoim facebookowym profilu zamieszczał zdjęcia erotyczne i seksistowskie dowcipy. Uczniowie i ich rodzice domagają się zwolnienia dyrektora. A dyrektor dziwi się całemu zamieszeniu, bo to przecież jego prywatny profil. No właśnie - prywatny czy nie? - Wyobrażam sobie, że jeśli pracownik na swoich profilach w serwisach społecznościowych będzie szkalował pracodawcę, to jest to podstawa do zwolnienia. Ale wpisy bez związku z pracą to już inna sprawa - mówi Piotr Wojciechowski.
Kodeks pracy mówi, że powodem "utraty zaufania" może być szkoda "wyrządzona przy okazji wykonywania obowiązków pracowniczych". Niewybredne żarty czy też erotyczne-artystyczne zdjęcia nijak mają się jednak do pracy wykonywanej przez dyrektora szkoły muzycznej. Właśnie dlatego pracodawcy korzystają nie tylko z paragrafu mówiącego o "utracie zaufania", ale także z tego mówiącego o wizerunkowych szkodach.
Piotr Wojciechowski wspomina o "identyfikowalności", która sprawia, że pracownik nawet jako osoba prywatna może być utożsamiany ze swoim przedsiębiorstwem. Jego kontrowersyjne wypowiedzi wygłaszane w przestrzeni internetowej, mogą więc szkodzić wizerunkowi firmy. - Problem w tym, że doszliśmy do sytuacji, gdzie o wszystko co robi i pisze, pracownik musiałby dopytywać się swoich przełożonych - dodaje Wojciechowski.
A Elżbieta Wiśniewska, która przez wpis na Facebooku straciła prezesurę warszawskiej spółki, dodaje: - Każda prawdziwa i prywatna wypowiedź mogła stanowić przyczynę represji. Kiedyś mówiono, że kto chce psa uderzyć, to kija zawsze znajdzie.

