Poseł PiS krytykuje inne partie za ludzi, którzy „jeżdżą do Putina”. A PiS bierze na listy ludzi z prorosyjskiej Samoobrony
Poseł PiS krytykuje inne partie za ludzi, którzy „jeżdżą do Putina”. A PiS bierze na listy ludzi z prorosyjskiej Samoobrony Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

„W Sejmie są posłowie, którzy jeżdżą na wódkę do Putina” - stwierdził w rozmowie z naTemat poseł PiS Stanisław Pięta. I ostro krytykował obecny rząd za bezczynność rządu wobec Rosjan. Zapomniał jednak, że jego partia właśnie przyjęła na swoje listy Krzysztofa Filipka z Samoobrony – partii uważanej przez samego Jarosława Kaczyńskiego za siedlisko rosyjskich agentów.

REKLAMA
Pięta w „Bez autoryzacji” stwierdza, że rosyjscy agenci w Polsce są wszechobecni. Jego zdaniem, tacy ludzie znajdują się nawet w Sejmie.
Stanisław Pięta

W Sejmie są posłowie, którzy latają na dacze do Putina i piją z nim wódkę. Ich wpływy wszędzie są bardzo znaczące i wynika to między innymi z nieujawnienia wszystkich byłych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych. Skala infiltracji polskich struktur państwowych, gospodarki, mediów, jest dla przeciętnego człowieka niewyobrażalna. Rosja wciąż ma olbrzymie pieniądze, środki, zatrudnia w Polsce dziesiątki, jeśli nie setki agitatorów, aktywnych również w internecie.

W rozmowie z nami zaznacza też, że „nie ma czegoś takiego jak ponowne werbowanie”, bo „raz zwerbowany agent zostaje nim do śmierci”.
Poseł powinien jednak skrytykować też swoją partię. We wrześniu w skład rady politycznej PiS wszedł były wiceminister rolnictwa z Samoobrony Sebastian Filipek-Kaźmierczak. Na samorządowe listy wyborcze PiS wziął bowiem Krzysztofa Filipka, do tej pory działacza Samoobrony. Warto przypomnieć, że obaj byli bliskimi współpracownikami ś.p. Andrzeja Leppera, który krytykowany był przez PiS, w tym osobiście przez Jarosława Kaczyńskiego, jako prokremlowski.
Kaczyński w 2001 roku podczas debaty w Sejmie stwierdził, że Lepper „Wchodził w d..ę Moskwie, a nie o ludzi się upominał!”. O swoich słowach zapomniał kilka lat później, gdy tworzył z Samoobroną koalicję, ale w ostatnich latach wrócił temat tej partii jako prorosyjskiej.
Samoobrona zresztą nie ukrywa się ze swoim poparciem dla Rosji i jawnie go udziela. Stwierdziła m.in., że "rozumie" działania Rosjan na Krymie. Głośno było też o ex-posłach tej partii, którzy nie tylko popierają politykę Putina, ale nadzorowali też „wybory” na Krymie – czyli rosyjską szopkę mającą usprawiedliwiać zajęcie tego terytorium przez Rosję.
Najwyraźniej jednak przyjmowanie na listy wyborcze osób, które pochodzą z jawnie prorosyjskiej partii, dla polityków PiS nie stanowi problemu. „Co złego, to nie my”.