
Sprawa dwóch Polaków, którzy zdradzili ojczyznę i zaczęli szpiegować dla Rosji, bulwersuje, ale to nie jedyny taki przypadek w najnowszej historii. Tylko w ostatniej dekadzie polskie sądy skazały kilku polskich agentów obcego wywiadu, wśród których był nawet... bezrobotny mechanik samochodowy. Zdrajców - czy to z pobudek ideologicznych, czy chęci zysku - nigdy nie brakowało.
REKLAMA
Ochroniarz w roli kreta
Historia dekonspiracji dwóch szpiegów Kremla – oficera Wojska Polskiego i warszawskiego prawnika z podwójnym obywatelstwem - to jedna z najgłośniejszych akcji polskiego kontrwywiadu w ostatnich latach. Do tej za najbardziej efektowną akcję naszych służb uchodziła ta jeszcze z początku lat 90..
Historia dekonspiracji dwóch szpiegów Kremla – oficera Wojska Polskiego i warszawskiego prawnika z podwójnym obywatelstwem - to jedna z najgłośniejszych akcji polskiego kontrwywiadu w ostatnich latach. Do tej za najbardziej efektowną akcję naszych służb uchodziła ta jeszcze z początku lat 90..
W 1993 roku zatrzymano Marka Zielińskiego, wieloletniego oficera Służby Bezpieczeństwa, któremu udowodniono, że w latach 1981-1993 współpracował z wywiadem wojskowym ZSRR, a potem Rosji. Pojmano go, kiedy próbował wręczyć materiały szpiegowskiego attaché wojskowemu ambasady Rosji, a potem skazano na 9 lat więzienia.
Zieliński w tamtym momencie od trzech lat był na emeryturze, ale ciągle pracował zawodowo. Po przemianach z 1989 roku założył Krajowy Związek Firm Ochroniarskich, który był przykrywką dla działalności szpiegowskiej. Najprawdopodobniej zresztą to sami Rosjanie wpadli na pomysł utworzenia takiej instytucji. Jako szef związku ochroniarzy major utrzymywał cenne dla obcych służb kontakty z MSW, policją i spółką handlującą bronią.
Jego działalność w poprzednim systemie była nawet bardziej wartościowa. Będąc pracownikiem MSW szpieg o pseudonimie "Rudy" miał dostęp do większości wytwarzanych tam dokumentów. Poza tym wskazywał też Rosjanom kandydatów na kolejnych agentów
Szpiedzy na emeryturze
W 1999 roku Urząd Ochrony Państwa (którego spadkobiercą jest ABW) prowadził inne głośne szpiegowskie śledztwo. Chodziło o dwie osoby – emerytowanych oficerów Ludowego Wojska Polskiego, którzy zostali zwerbowani przez sowiecką agenturę jeszcze w latach 80., kiedy uczestniczyli w kursach na uczelniach wojskowych w ZSRR. Potem przekazywali KGB dokumenty i raporty. Według informatorów dziennikarzy, którzy wtedy pisali o sprawie, robili to z przekonania, a nie z powodów finansowych. Mężczyźni zostali skazani odpowiednio na 3 i 4 lata więzienia.
W 1999 roku Urząd Ochrony Państwa (którego spadkobiercą jest ABW) prowadził inne głośne szpiegowskie śledztwo. Chodziło o dwie osoby – emerytowanych oficerów Ludowego Wojska Polskiego, którzy zostali zwerbowani przez sowiecką agenturę jeszcze w latach 80., kiedy uczestniczyli w kursach na uczelniach wojskowych w ZSRR. Potem przekazywali KGB dokumenty i raporty. Według informatorów dziennikarzy, którzy wtedy pisali o sprawie, robili to z przekonania, a nie z powodów finansowych. Mężczyźni zostali skazani odpowiednio na 3 i 4 lata więzienia.
Podobne wyroki zapadły w sprawie trzech byłych oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy także zostali ujęci w 1999 roku. Czesław W. został skazany na 4 lata więzienia i degradację, a Zbigniew P. i Zbigniew H. - na 3 lata więzienia i degradację. Sześć lat później zdemaskowano kolejnego szpiega z WSI, ppor. Wojciecha S. Ten dostał 3 lata i degradację.
Mechanik na usługach majora
Ciekawy był również przypadek z 1993 roku. W tym roku aresztowany został, pod zarzutem prowadzenia działalności szpiegowskiej w Polsce, oficer ukraińskich służb bezpieczeństwa major Anatolij Łysenko. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiadł Polak, Janusz Bojarski, z zawodu mechanik, który został zwerbowany przez Ukraińca. Miał donosić przede wszystkim na reprezentantów mniejszości ukraińskiej mieszkających w Przemyślu. Łysenko interesował się też m.in. adresami kwater ukraińskich kleryków w Przemyślu. Według świadków Bojarski miał regularnie odwiedzać budynek SBU w Mościskach na Ukrainie.
Ciekawy był również przypadek z 1993 roku. W tym roku aresztowany został, pod zarzutem prowadzenia działalności szpiegowskiej w Polsce, oficer ukraińskich służb bezpieczeństwa major Anatolij Łysenko. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiadł Polak, Janusz Bojarski, z zawodu mechanik, który został zwerbowany przez Ukraińca. Miał donosić przede wszystkim na reprezentantów mniejszości ukraińskiej mieszkających w Przemyślu. Łysenko interesował się też m.in. adresami kwater ukraińskich kleryków w Przemyślu. Według świadków Bojarski miał regularnie odwiedzać budynek SBU w Mościskach na Ukrainie.
Za zdradę była nagroda. Bojarski trudnił się przemytem, a ukraiński szpieg obiecał pomagać mu w handlu. "Miał też powiedzieć Bojarskiemu, że jeśli się mu nie podporządkuje, to wyjazdy się skończą" – zeznawał w sądzie główny świadek, współtowarzysz wyjazdów polskiego mechanika za wschodnią granicę.
"Bezpieczeństwo państwa nie ma ceny"
W jednej sprawie "pobudki ideologiczne", w innej możliwy zarobek z przemytu. Jaki jest najczęstszy motyw człowieka, który decyduje się na zdradę ojczyzny? Vincent Severski, były agent polskiego wywiadu, w rozmowie z naTemat przekonuje, że nigdy nie ma jednego powodu. – W naszym języku to się nazywa podstawa werbunkowa. Zazwyczaj jest kombinowana, czyli pieniądze połączone z zaspokojeniem dodatkowych potrzeb człowieka, nawet intymnych. Oczywiście są agenci, którzy pracują za kasę, ale oni nie są do końca wiarygodni – mówi.
W jednej sprawie "pobudki ideologiczne", w innej możliwy zarobek z przemytu. Jaki jest najczęstszy motyw człowieka, który decyduje się na zdradę ojczyzny? Vincent Severski, były agent polskiego wywiadu, w rozmowie z naTemat przekonuje, że nigdy nie ma jednego powodu. – W naszym języku to się nazywa podstawa werbunkowa. Zazwyczaj jest kombinowana, czyli pieniądze połączone z zaspokojeniem dodatkowych potrzeb człowieka, nawet intymnych. Oczywiście są agenci, którzy pracują za kasę, ale oni nie są do końca wiarygodni – mówi.
Wbrew pozorom szpiegostwo rzadko traktowane jest jak biznes. Według Severskiego w wywiadzie nie liczy się pieniędzy i nie można powiedzieć, że dany agent dostaje X złotych za miesiąc pracy. Choć akurat w tej najnowszej sprawie zatrzymanych w Warszawie szpiegów decydować miał motyw finansowy. – Bezpieczeństwo państwa nie ma ceny. Czasem za bezcenne informacje płaci się śmieszne pieniądze, a czasem tylko za dyspozycyjność płaci się 100 razy tyle – podkreśla.
