Niemieccy hierarchowie to czołowi reprezentanci liberalnego skrzydła w Kościele
Niemieccy hierarchowie to czołowi reprezentanci liberalnego skrzydła w Kościele Fot. Shutterstock

Niemieccy biskupi od lat są forpocztą liberalnego katolicyzmu. Teraz to oni najmocniej naciskają, by Kościół dopuścił rozwodników do komunii i otworzył się na homoseksualistów. Muszą, bo grono ich wiernych kurczy się pod ciężarem laicyzacji i podatku kościelnego.

REKLAMA
Zakończony właśnie synod biskupów o rodzinie w Niemczech odebrano jednoznacznie: to gorzka piłka dla tutejszych hierarchów, którzy pojechali do Watykanu z postulatem „liberalizacji”.
Jeszcze przed rozpoczęciem obrad kard. Reinhard Max, przewodniczący Episkopatu Niemiec, apelował o dopuszczenie do komunii rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Uzasadniał to koniecznością „odczytania znaków czasu”. „W kwestiach dotyczących seksualności, małżeństwa i rodziny Kościół musi odzyskać zdolność rozmawiania” – przekonywał.
Poparli go niemal wszyscy niemieccy purpuraci, z wyjątkiem Gerharda Mullera, prefekta Kongregacji Nauki, który jest uważany za lidera kościelnego frontu przeciwko zmianom w nauczaniu.
To głównie ich naciskom przypisuje się rewolucyjny w tonie raport z półmetka obrad biskupów, który mówił m.in. o tym, że homoseksualiści „mają dary, które mogą zaoferować chrześcijanom”. Problem w tym, że w końcowej wersji dokumentu niewiele z tych słów zostało. Reprezentowana przez Niemców liberalna mniejszość przegrała kolejną bitwę o zmianę w Kościele.
Rywalizacja z papieżem
Dlaczego właśnie niemieccy hierarchowie? Niby sąsiedzi, a tak różni od głównego nurtu polskiego Kościoła, który ma twarz arcybiskupa Gądeckiego… Skąd się bierze ta otwartość? Dominikanin ojciec Paweł Gużyński znajduje co najmniej kilka przyczyn.
– Pierwsza to historia. Kościół niemiecki zawsze wyróżniał się polemicznym podejściem do papiestwa, zawsze miał dystans, rywalizował bądź dyskutował. Po drugie ma w swoich szeregach wielu intelektualistów, i to wybitnych, zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Dobry przykład to papież Benedykt. Ten element intelektualizmu przekłada się na szukanie nowych idei i pomysłów – mówi w rozmowie z naTemat.
Duże znaczenie ma też zaangażowanie wiernych. W Niemczech świeccy katolicy cieszą się większą autonomią – laickie ruchy są silne i wpływowe. O. Gużyński wymienia „My jesteśmy Kościołem” („Wir sind Kirche”) – znaną międzynarodową organizację, która domaga się reform w Kościele. W Polsce czegoś takiego nie ma. Jest posłuszeństwo.
– Niemiecki Kościół jest Kościołem nie tyle liberalizmu, co reformy. Taką mają u siebie w kraju sytuację, że muszą się dostosować do zmieniającej się obyczajowości. Patrzą na świat realnie, czego polskim biskupom brakuje – komentuje dla naTemat Adam Krzemiński, publicysta „Polityki”, specjalista od spraw niemieckich.

Powstrzymać apostatów

Ta otwartość niemieckich duchownych nie przekłada się jednak na liczbę wiernych. Przeciwnie, Niemcy przeżywają kryzys wiary. W kraju jest około 24 miliony katolików (na 82 mln mieszkańców) - ponad półtora miliona mniej, niż w 1989 roku. W 2013 roku ze wspólnoty wystąpiło prawie 180 tys. osób, o 30 proc. więcej niż rok wcześniej.
„Deutsche Welle”

Na niedzielnych nabożeństwach ławki świecą pustkami, konfesjonały już dawno straciły swoją funkcję, a liczne świątynie albo są zamykane, albo przerabiane np. na hale wspinaczkowe” – pisało niedawno

Spada liczba powołań (trzykrotnie w ciągu ostatnich 30 lat), spada też autorytet duchownych. Instytut badania opinii publicznej Emnid podał, że w rankingu instytucji uznawanych za przekazujące wyższe wartości Kościół zajmuje dopiero czwarte miejsce. Za policją, partiami politycznymi i organizację Greenpeace. Rozwiązanie tej zagadki nie jest trudne. Niemców od wiary najbardziej odstrasza… podatek. Obowiązuje tam zasada: chcesz należeć do Kościoła, płać! Każdy obywatel, który przy zameldowaniu zadeklaruje przynależność do danej wspólnoty wyznaniowej, oddaje na nią 9 proc. podatku dochodowego.

4,2 mld euro – tyle Kościół „zarobił” na tej daninie w 2012 roku. Ta suma pokrywa około 80 proc. wszystkich wydatków, co powoduje, że w teorii wszystkie kościelne „usługi” są darmowe (praktyka często wygląda inaczej).

– Ten system paraliżuje Kościół i czyni księży leniwymi. Jak się dostaje 3 tys. euro na rękę, a nie żyje się w bezpośredniej zależności od wiernych, to bardzo rozleniwia – mówi o. Gużyński.
Trudno się więc dziwić, że niemieccy hierarchowie chcą jeszcze szerzej otworzyć drzwi kościołów na wiernych. Pytanie, czy argument ekonomiczny nie będzie dla nich silniejszy.
„Zazdroszczę intelektu”
Czy jest coś, czego polscy katolicy mogą zazdrościć sąsiadom z zachodu? – Tu nie ma wielkiej filozofii. Po prostu potrzeba realnego patrzenia na świat, a nie zamykania się przed nim – odpowiada Adam Krzemiński.
– Ja zazdroszczę mu jednej rzeczy: rzetelności intelektualnej, wybitności teologicznej, filozoficznej, tej pracy rozumu w wierze. Miarą rozwoju jest odstępstwo i choć czasem obraca się ono przeciwko doktrynie, to warto podejmować ryzyko. W polskim Kościele niemieckiej siły intelektualnej bardzo brakuje – dodaje dominikanin.