
Przepis na talent show jest prosty. Stwórz intrygujący format nafaszerowany wzruszającymi epizodami. Później zarezerwuj studio, wynajmij publiczność i zatrudnij jurorów. Jacy muszą być? Barwni i charyzmatyczni. Czy muszą znać się na muzyce? Niekoniecznie.
REKLAMA
Talent shows na polskim podwórku różnią się od zagranicznych edycji. U nas jurorskie fotele obstawiają szare eminencje biednej rodzimej sceny muzycznej, którzy przejęci własną karierą, skupiają się na tym, by jak najlepiej wykorzystać swoje pięć minut na wizji. Na Zachodzie w jury także pojawiają się gwiazdy muzyki. Jest jednak różnica: to gwiazdy światowego formatu. Ale amatorów oceniają przede wszystkim ludzie, którzy znają się na show biznesie: producenci, managerowie gwiazd, dj'e. Za granicą stawia się więc na tych, którzy kreują rzeczywistość medialną, a nie w niej występują.
Prawdziwym mesjaszem wśród jurorów jest Simon Cowell. To od niego Kuba Wojewódzki uczył się, jak ostrzyć sobie język na uczestnikach. Cowell charakterek pokazywał już jako dzieciak. W wieku szesnastu lat zakończył karierę ucznia. Próbował swoich sił w różnych firmach, ale tak szybko, jak się w nich pojawiał, odchodził, bo nie umiał dogadać się z kolegami z pracy. W końcu ojciec, szef studia nagraniowego EMI, załatwił mu posadę w sekcji pocztowej wytwórni. W ciągu kolejnych 20 lat piął się po szczeblach kariery i aż doszedł do statusu producenta muzycznego. A przede wszystkim geniusza. W końcu to on jest twórcą formatów "Britain's got talent" i "America's got talent".
Jego wizytówką są brutalne komentarze. Ale ten biznes jest równie ciężki jak Simon. Uczestnicy powinni mu więc dziękować. Po przejściu szkoły życia na antenie, finaliści zagranicznych edycji robią prawdziwe kariery, a nie rozpływają się zaraz po zakończeniu emisji, jak Ala Janosz, czy Krzysiek Zalewski, zwycięzcy pierwszych edycji "Idola". A lista odkryć Simona Cowella jest coraz dłuższa. Kto się na niej znajduje? Między innymi Leona Lewis, czy Alexandra Burke.
Równie pokaźna jest lista producentów, którzy brali pod swoje skrzydła amatorów. Louis Walsh z brytyjskiej edycji "X Factor" jest muzycznym managerem. Pete Waterman z Pop Idol producentem. L.A. Reid jest z kolei odpowiedzialny za multiplatynowe albumy Mariah Carey, Pink, Rihanny, Justina Biebera i Ushera.
Obecność Cheryl Cole w talent show można porównać do jurorskiej kariery Ani Dąbrowskiej w "The Voice of Poland". Uznana za najpiękniejszą dziewczynę w Newcastle, niedługo potem dostała propozycje występu w reklamach. Później, wygrywając program Popstars, razem z czterema uczestniczkami została członkinią zespołu Girls Aloud. Ale o ile do talentu Ani Dąbrowskiej nie można się przyczepić, Cheryl Cole ma co nieco do ukrycia. Prędzej mogłaby poradzić młodym dziewczynom jak wziąć spektakularny rozwód niż co zrobić, by oczarować publiczność podczas koncertu. Jest jednak sprawiedliwa. Nie mając zbyt wiele do zaprezentowania odpuszczała uczestnikom krytyczne komentarze. Mimo to świetnie dogadywała się z Cowellem i często razem atakowali Louisa Walsha. W jury została sercem brytyjskiego narodu lecz Amerykanie jej nie pokochali. W amerykańskiej edycji "X Factor" nie zabawiła zbyt długo i jej miejsce szybko zajęła Nicole Scherzinger.
Karierę Dannii Minogue można porównać do sukcesów sióstr Krupa. Siostra słynnej na całym świecie Kylie na pewno może jej podziękować za wsparcie w objęciu jurorskiego fotela. Marta Krupa aż tak wdzięczna Joannie być nie może. W końcu to ta druga została jurorką Top Model, a siostrze załatwiła jedynie udział w "Tańcu z gwiazdami". Dannii Minogue zasiadła w jury brytyjskiego "X Factor" oraz australijskiego "Australia's Got Talent".
Nicole Scherzinger, tak jak Agnieszkę Chylińską, poruszają dzieci. W zeszłym roku cały świat obiegł odcinek programu "American Idol", w którym Nicole Scherzinger doprowadziła do histerii młodą uczestniczkę, a później sama wtórowała jej przeraźliwym łkaniem. 13-letnia Rachel Crow, była jedną z faworytek show, trenowała w grupie Simona Cowella. Zgodnie z zasadami, dwoje uczestników z najmniejszą ilością głosów wykonywało jeszcze jeden utwór. Następnie jurorzy głosowali, kto powinien przejść do następnego odcinka. Ostatnie słowo przypadło Scherzinger. Po usłyszeniu wyniku rozhisteryzowana dziewczynka rzuciła się na ziemię. Na scenę wpadli inni uczestnicy, jurorzy i rodzina Rachel. W tle miotała się zapłakana Nicole, prezenter próbował opanować sytuację, nie bardzo mu to jednak wychodziło.
Głos Mary Murphy, jurorki amerykańskiej edycji "So you think you can dance" można wrzucić do jednego worka z dźwiękami wydobywającymi się z ust Małgorzaty Foremniak. Są równie nieznośne dla ucha, jak i umysłu. Chociaż mistrzyni tańca powinna znać się na rzeczy.
Jurorom przydaje się bardzo umiejętność obcowania przed kamerami. Do perfekcji opanowała to Sharon Osbourne, żona Ozzy'ego. Po kilkusezonowej praktyce w reality show "The Osbournes", w którym można było podziwiać jej umiejętności w organizowaniu rodzinnego życia: podawaniu skarpetek mężowi, czy karmieniu domowej świni, przedstawiana jako manager muzyczny i businesswoman zaczęła decydować o losie innych.
Okazuje się jednak, że dobry talent show poradzi sobie bez zarządzających muzycznym biznesem. W "The Voice", którego polskim odpowiednikiem jest "The Voice of Poland", nad losem uczestników czuwają jedynie wokaliści: Christina Aguilera, Cee Lo Green, Adam Levine (wokalista Maroon 5) oraz Blake Shelton (gwiazda country). Całą czwórkę charakteryzuje to, czego ze świecą można szukać w polskim talent show – poczucie humoru. Z jury polskiej edycji programu dogadałby się z nimi chyba tylko Nergal. Bo tak jak on, niosą ze sobą pozytywną energię. Smaczku dodaje fakt, że muszą walczyć ze sobą o uczestników – w tym momencie dogryzanie wchodzi na wyższe poziomy złośliwości, a prym wiodą w tym Christina i Adam. Nic tu jednak z urągających godności potyczek między Mają Sablewską, a Kubą Wojewódzkim, widać, że chodzi jedynie o przyjacielskie przekomarzanie. Jury stanowi bardzo mocny punkt tego programu, który czasem przyćmiewa uczestników.
Jurorski fotel bywa respiratorem podtrzymującym przy życiu słabnącą karierę. Na polskim podwórku ratować się w ten sposób próbowały Grażyna Szapołowska, czy Kora Jackowska.
Wśród zagranicznych gwiazd znalazła się weteranka sceny i talent show Paula Abdul, która przez pierwsze osiem sezonów decydowała o losie uczestników "American Idol", a w 2011 dołączyła do jury pierwszej amerykańskiej edycji "X Factor". Gary Barlow, juror brytyjskiego "X Factor", był kiedyś frontmanem zespołu Take That. Nie dają o sobie zapomnieć także Jennifer Lopez, Steven Tyler i najsłynniejszy ratownik na naszej planecie – David Husselhof.
Nie jest to jednak dożywotnia posadka. W programach zachodzą ciągłe zmiany. Już niedługo do plejady jurorskich gwiazd dołączy sama księżniczka pop. Britney Spears właśnie podpisała kontrakt i zastąpi samą Nicole Scherzinger w amerykańskiej edycji "X-Factor". Zastanawiające, co będzie miała do powiedzenia amatorom wokalistka, która nie grzeszy ani talentem, ani umiejętnością rozsądnego kierowania własną karierą. Wszyscy jednak wiemy, na czym polega sukces. Simonowi Cowellowi zależy na tym, by w jury zasiadała osoba, o której się po prostu mówi, nieważne czy dobrze. Trochę kontrowersji się przyda, bo poprzednia edycja miała dużo mniejszą niż spodziewana oglądalność. Britney też skorzysta, za dobrą zabawę na wizji zgarnie 15 milionów dolarów.