
– Ewa Kopacz powinna powiedzieć na szczycie klimatycznym UE, że wrócimy do tematu polityki klimatycznej po udanym szczycie globalnym w Paryżu w przyszłym roku. Takim ruchem postawilibyśmy pod ścianą kraje takie jak Chiny czy Indie. W innym wypadku to jest polityczne frajerstwo – mówi w "Bez autoryzacji" poseł PiS Krzysztof Szczerski.
REKLAMA
Ewa Kopacz wywalczyła w Brukseli prawo do darmowego rozdawania pozwoleń na emisję CO2 dla polskich elektrowni. To sukces?
Wręcz odwrotnie. Negocjacje klimatyczne w wykonaniu pani premier przypominały trochę walkę Gołoty z Brewsterem. Po 50 sekundach Kopacz zeszła z ringu. Unia przyjęła „kompromis” zgodnie z tym, co było już na stole. Zakłada on dalszą redukcję emisji CO2 ponad jakiekolwiek wymogi, nawet globalne. Nikt nie wymagał od Unii takich decyzji. Tym się różniły te negocjacje od dyskusji chociażby na temat ram finansowych – one muszą być przyjęte, bo bez nich UE nie będzie funkcjonowała. Kompromis klimatyczny nie był konieczny.
Unia w ogóle nie powinna ograniczać emisji CO2?
Na pewno nikt od niej nie wymaga zaostrzenia polityki klimatycznej, dopóki nie będzie globalnego porozumienia. Jeśli Chiny, Indie czy Stany Zjednoczone nie zobowiążą się do redukcji, to ograniczenia w Europie nie mają sensu. Dlaczego ten kompromis musiał być? Bo to leży w interesie Niemiec, Francji i części państw skandynawskich. One tę decyzję przeforsowały. A my się na to zgodziliśmy kosztem polskiej gospodarki.
To co pana zdaniem trzeba było zrobić?
Powiedzieć, że wrócimy do tematu polityki klimatycznej UE po udanym szczycie globalnym w Paryżu w przyszłym roku. Takim ruchem postawilibyśmy pod ścianą kraje takie jak Chiny czy Indie. W innym wypadku to jest polityczne frajerstwo.
Powiedzieć, że wrócimy do tematu polityki klimatycznej UE po udanym szczycie globalnym w Paryżu w przyszłym roku. Takim ruchem postawilibyśmy pod ścianą kraje takie jak Chiny czy Indie. W innym wypadku to jest polityczne frajerstwo.
Kopacz powinna wejść na salę obrad i od progu krzyknąć „weto!”?
Jeszcze dziesięć dni temu na spotkaniu Komisji Europejskiej minister Trzaskowski [minister ds. europejskich - red.] mówił, że naszym podstawowym celem jest zdjęcie punktu o redukcji emisji z porządku obrad. To było celem dyplomacji przez dwa tygodnie i tego się nie udało zrobić. Pani Kopacz szła więc na obrady po pierwszej porażce. Nic by się nie stało, gdyby powiedziała, że daje polskie weto, a do dyskusji chce wrócić w przyszłym roku. To, co premier przedstawia jako sukces, niesie za sobą założenie, że Polska gospodarka się nie rozwinie, że nie będzie nowych inwestycji w ciężki przemysł, że nie uprzemysłowimy kraju. Wyprosiliśmy przecież tylko, by redukcję złagodzić.
Z czego pana zdaniem to wynika? Premier Kopacz nie ma tak mocnej pozycji, by użyć weta?
Z dwóch powodów. Z jednej strony to są zaniedbania rządu Tuska, bo traciliśmy argumenty: nie mamy ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii, nie mamy ustawy o łupkach. A to moglibyśmy pokazać jako dowód na to, że Polska wykonała dużą pracę, jeśli chodzi o nowoczesną energetykę. Z drugiej strony to jest czynnik psychologiczny. Cały obóz rządzący jest psychologicznie niezdolny, by sprzeciwić się Europie. Nie możemy powiedzieć przyjaciołom z Niemiec, że mamy własne zdanie.
Dziś rano w TOK FM gościł były premier Donald Tusk. Zabrał głos w sprawie afery z wypowiedzią Radosława Sikorskiego i stwierdził, że Putin nigdy nie proponował Polsce rozbioru Ukrainy. Wierzy pan? Sprawa jest dla pana zakończona?
Nie, bo w Sejmie jest wniosek o odwołanie Sikorskiego z funkcji marszałka. Tusk mnie zawiódł. To jest mówienie Polakom „nic się nie stało”. To jest powtarzanie wersji, która powstała w sztabie PR Platformy. Tusk zamiast pokazać, że potrafi ten kryzys rozwiązać, powtarza przyjętą w partii wersję.
Czyli sądzi pan, że kłamie mówiąc, że nie było propozycji Putina?
Sikorskiemu kazano zrobić z siebie idiotę i tak zrobił. Pewnie po to, by ratować Tuska. Poważnego polityka nie może zwodzić pamięć w kwestii tego, czy inne państwo proponowało nam rozbiór Ukrainy. Nam przede wszystkim chodzi o to, co polski rząd zrobił z taką wiedzą na temat zamierzeń Rosji. Czy zrobił coś, by osłabić imperialne zamiary Putina? Odpowiedź brzmi: nie. Z jednej strony Lech Kaczyński blokował wpływy rosyjskie w Europie wschodniej, z drugiej Tusk brnął we współpracę z Rosją. Żadne wyjaśnienia takiego nie zmienią.
