
Według danych wysokiego komisarza ONZ, konflikt w Syrii pochłonął już co najmniej 200 tysięcy ofiar. Krwawe egzekucje, gwałty, tortury i morderstwa są na porządku dziennym, a sytuacja stale się pogarsza. Zaczęta niemal cztery lata temu zbrojna rebelia przeciw reżimowi Baszara Al-Asada przerodziła się w regularną wojnę, kiedy włączyli się w nią dżihadyści z Państwa Islamskiego. Ci kontrolują już rozległe tereny Syrii, a od kilku tygodni toczą ciężkie walki przy samej granicy z Turcją.
Ale o tragedii samych Syryjczyków media informują już coraz rzadziej. Zwykle piszą o śmierci dziennikarzy, porwaniu polskiego reportera bądź łapiących za serce historiach - takich jak ta, o czteroletnim chłopcu, samotnie przemierzającym pustynię w drodze do obozu dla uchodźców.
Ona też szła tą drogą. Fayza, podobnie jak dwa miliony jej rodaków, opuściła Syrię, uciekając przed krwawą łaźnią zgotowaną przez reżim Baszara Al-Asada. Dziś mieszka w Libanie. Właśnie tam spotkała ją francuska dziennikarka Djénane Kareh Tager. I postanowiła spisać jej historię.
Przed arabską „wiosną ludów” Fayza mieszkała niedaleko Damaszku, chodziła do publicznej szkoły, miała koleżanki i udaną, choć niezamożną, rodzinę. Wiodła całkiem normalne życie. Choć „normalna” to niezbyt trafne określenie Syrii pod rządami totalitarnej partii BAAS.
Kiedy jej ojciec, drobny urzędnik, trafia do assadowskiego więzienia, to punkt zwrotny w życiu rodziny. „Czy Twój ojciec był torturowany?” - pyta Fayzę francuska dziennikarka. „Aadi (jak wszyscy)” pada w odpowiedzi. Za tym słowem kryje się kilka zabiegów przy użyciu prądu i bata. „To nie ma jeszcze nic wspólnego z celą szczurów, gdzie prawdziwi buntownicy, ukrzyżowani na posadzce i okaleczani, czekają aż szczury się zbiegną, żeby pożreć ich żywcem” - pisze. Ojciec w końcu wychodzi z więzienia, ale całkiem odmieniony. Choć i tak miał więcej szczęścia niż inni.


Wszystko zmienia się na dobre, kiedy na Zabadani, miasto dziewczynki, spadają pierwsze bomby. Wtedy ojciec zabiera żonę i dzieci do Damaszku, do swojej rodziny. Konflikt z fanatycznymi i religijnymi dziadkami i rozstanie z narzeczonym, który walczy z reżimem Al-Asada, to dla Fayzy dramat. Ten pogłębia się jeszcze, kiedy ojciec - pod wpływem swojej matki i sióstr - zaczyna katować żonę i terroryzować dzieci. Fayza musi założyć znienawidzony czador i podporządkować się fanatycznej woli rodziny. Od teraz będzie żyć w strachu i biedzie, w domu pełnym przemocy. Jej narzeczonemu grozi śmierć i w końcu decyduje się uciec do Libanu.
Kiedy umiera jej matka, Fayza podąża za nim. Wie, że konserwatywna rodzina, okryta hańbą, nigdy jej tego nie wybaczy. Trafia do obozu dla uchodźców. „Mam dziewiętnaście lat i jestem stara” - stwierdza. Dziś mieszka w Libanie i razem z Mohamedem - obecnie mężem - i najmłodszym bratem w walczy, aby przetrwać. Przymiera głodem i z ledwością wiąże koniec z końcem. Pracuje w stowarzyszeniu, które opiekuje się dziećmi uchodźców pod patronatem UNICEF-u.
Jeśli Fayzie uda się przeżyć, chce iść na uniwersytet i zostać lekarką.
Ta historia nie ma happy end'u. Konflikt w Syrii wkroczył w nową fazę. Radykałowie zdobywają kolejne miasta, tworząc islamski kalifat. Od dwóch miesięcy kraj bombardują amerykańskie myśliwce, a do operacji przeciw dżihadystom włączają się kolejne państwa. Exodus trwa i tylko w ostatnich tygodniach z kraju uciekło ok. 150 tys. ludzi. Dla setek tysięcy, zgromadzonych przy granicy z Turcją, ta ucieczka może skończyć się krwawą masakrą.
Fayza to głos swojego pokolenia. Postępowego, wychowanego w laickim światopoglądzie, na Facebooku, Twiterze i portalach społecznościowych. Pokolenia, które miało to nieszczęście trafić w sam środek religijnej wojny. Ten głos spisała Djénane Kareh Tager, francuska dziennikarka, w reportażu "Droga przez piekło". W tym tygodniu książka trafiła na półki naszych księgarni, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
