
Kiedy równo dwa lata temu ogłaszano powstanie Ruchu Narodowego, liderzy nowego ugrupowania mówili, że kilka procent poparcia to minimum, a pewnie będzie więcej. Z tych zapowiedzi nie zostało nic – okrągłe sondażowe zero. Gdyby Roman Dmowski zmartwychwstał, prawdopodobnie umarłby ze śmiechu.
REKLAMA
Obalić III RP
Plan był prosty. Zgarnąć pod swoje skrzydła całą radykalną prawicę – od Młodzieży Wszechpolskiej i ONR, po elektorat LPR, a nawet Solidarnych 2010 – przekształcić się w partię i w 2015 roku wejść do polskiego parlamentu. A w dłuższej perspektywie "obalić republikę Okrągłego Stołu".
Plan był prosty. Zgarnąć pod swoje skrzydła całą radykalną prawicę – od Młodzieży Wszechpolskiej i ONR, po elektorat LPR, a nawet Solidarnych 2010 – przekształcić się w partię i w 2015 roku wejść do polskiego parlamentu. A w dłuższej perspektywie "obalić republikę Okrągłego Stołu".
"Nam nie chodzi o to, żeby jedną partię demoliberalną zmienić na inną, żeby jednego pajaca wymienić na drugiego. Nam chodzi o zmianę systemu. Chcemy zbudować siłę, której lewaki, liberałowie i pedały się boją. Polską narodową siłę" – przekonywał podczas Marszu Niepodległości z 2012 roku ówczesny szef Młodzieży Wszechpolskiej, Robert Winnicki.
Twórcy Ruchu Narodowego swój optymizm czerpali m.in. z przypadku węgierskiego, gdzie nacjonalistyczny Jobbik cztery lata temu zdobył ponad 16 proc. głosów i dostał się do parlamentu. Dlaczego w Polsce nie miałoby być podobnie? Tym bardziej, że organizowany każdego roku przez RM Marsz Niepodległości ocieniano jako sukces – i frekwencyjny, i medialny. Nieważne, dobrze czy źle, ale o narodowcach często się mówiło.
Nadzieję dał też pierwszy kongres ugrupowania, który zorganizowano w czerwcu ubiegłego roku. Był szeroko relacjonowany w mediach, także tych "mainstreamowych". "Nastał początek nowej ery w dziejach Polski! Jest w nas moc tych, co mieli pozostać w zapomnieniu na zawsze: moc żołnierzy wyklętych i niezłomnych. Jesteśmy ich beneficjantami, kontynuatorami dzieła, jakim jest wielka Polska" – uroczyście przemawiał Winnicki.
Na dno
Dziś o tych nadziejach i obietnicach ani on, ani inni liderzy RN, chyba nie chcą pamiętać. Kolejny Marsz Niepodległości przypomina, jak bardzo się pomylili i jak wielką porażkę ponieśli. Barierą nie do przekroczenia jest dla nich poziom 2 proc. poparcia (taki wynik zanotowali w październiku), a kilka miesięcy w jednym z badań zdarzyło się, że nikt ich nie poparł.
Dziś o tych nadziejach i obietnicach ani on, ani inni liderzy RN, chyba nie chcą pamiętać. Kolejny Marsz Niepodległości przypomina, jak bardzo się pomylili i jak wielką porażkę ponieśli. Barierą nie do przekroczenia jest dla nich poziom 2 proc. poparcia (taki wynik zanotowali w październiku), a kilka miesięcy w jednym z badań zdarzyło się, że nikt ich nie poparł.
W wyborach do Parlamentu Europejskiego Ruch dostał 98 tys., czyli 1,4 proc. głosów, co odebrano jako porażkę. "Ten wynik nie był sukcesem, bo jest po prostu za niski" – mówił nawet Winnicki. Co ciekawe, inny z liderów RN Artur Zawisza stwierdził jednak, że ugrupowanie osiągnęło "względny sukces". Dlaczego? Bo było jednym z dziewięciu ogólnopolskich komitetów wyborczych.
– Można mówić o 0 proc. w sondażu, można mówić o 99 tys. głosów w wyborach do PE, ale w tej chwili, czyli przed wyborami samorządowymi, też jesteśmy jednym z siedmiu ogólnopolskich komitetów. Oczywiście nie jesteśmy faworytami, ale przed nami bardzo długa droga do przybycia. Nigdy nie twierdziliśmy, że pokonamy ją szybko. Jesteśmy cierpliwi – mówi naTemat Zawisza.
Jednocześnie przyznaje, że faktycznie mogło być lepiej, ale słabe wyniki w dużej mierze wynikają z zagrożenia ze strony konkurencji.
Mamy dwóch bardzo silnych rywali na scenie. Jeden to PiS, który jest partią bardziej katolicką i patriotyczną niż zwykła partia centroprawicy w dzisiejszej Europie. PiS wypycha narodowców z należnego im miejsca. Z drugiej strony jest Janusz Korwin-Mikke, którego poparła znaczna część młodego pokolenia i który został nagrodzony za ćwierć wieku nieprzerwanej aktywności politycznej.
"Radosna działalność"
Tryumfować mogą ci, którzy twierdzili, że "siła" narodowców od początku była skazana na porażkę. Jak przekonuje naTemat dr Wojciech Jabłoński, specjalista ds. marketingu politycznego, RN powstał bez jakiejkolwiek strategii, która pozwalałaby mieć nadzieję na sukces. – Najpierw trzeba wybadać ewentualne grupy docelowe, a dopiero potem tworzyć partię. Ruch Narodowy najpierw strzelił, a później rysował tarczę. Dziś znany jest głównie z kontrowersyjnych i gwałtownych metod politycznych. To taka radosna działalność – ocenia.
Tryumfować mogą ci, którzy twierdzili, że "siła" narodowców od początku była skazana na porażkę. Jak przekonuje naTemat dr Wojciech Jabłoński, specjalista ds. marketingu politycznego, RN powstał bez jakiejkolwiek strategii, która pozwalałaby mieć nadzieję na sukces. – Najpierw trzeba wybadać ewentualne grupy docelowe, a dopiero potem tworzyć partię. Ruch Narodowy najpierw strzelił, a później rysował tarczę. Dziś znany jest głównie z kontrowersyjnych i gwałtownych metod politycznych. To taka radosna działalność – ocenia.
Faktycznie. Ruch ma program, ale o nim jakoś cicho. Za to do mediów przebijają się kolejne informacje o wykładach przerwanych przez narodowców, a Zawisza zasłynął np. jako ofiara ataku transseksualistki Rafalali.
Teraz nawet na lewicy słychać głosy zadowolenia, że RN raczej się zwija niż rozwija. "Pociąg pod nazwą Ruch Narodowy już się nie rozpędza. Raczej dotacza się na stację" – stwierdził ostatnio Maciej Gdula z "Krytyki Politycznej".
– Jesteśmy w trakcie procesu budowy partii politycznej, która pod koniec roku będzie zarejestrowana. Roman Dmowski tworzył ruch w latach 80. XIX wieku, a pierwsze sukcesy też przecież przyszły dopiero w pierwszych latach XX wieku – ripostuje Zawisza.
– To nawet nie jest orka na ugorze, tu nie ma z czego kleić ruchu. Gdyby Dmowski zmartwychwstał, pewnie umarłby ze śmiechu patrząc na Ruch Narodowy – kwituje dr Jabłoński.
