Zamieszki zdarzają się w wielu europejskich miastach, ale tylko u nas z narodowym świętem w tle
Zamieszki zdarzają się w wielu europejskich miastach, ale tylko u nas z narodowym świętem w tle Fot. https://www.youtube.com/watch?v=Nxie6iHnzi0

Londyn 2011, Ateny 2012, Bruksela 2014, Stambuł 2013 – takie przypadki krwawych burd i zamieszek krążą po internecie, na dowód tezy, że wydarzenia z 11 listopada to nic nadzwyczajnego. Fałszywej tezy, bo w żadnym z wymienionych miejsc tłem rozruchów nie było narodowe święto. Polska jest ewenementem.

REKLAMA
W Europie się biją
Z jednej strony głosy, że Polacy powinni się wstydzić, bo u nas Marsz Niepodległości zawsze przyciąga chuliganów, a inni potrafią świętować. Z drugiej, że tak naprawdę nie ma co się przejmować, bo wiele europejskich stolic widziało podobne sceny. Taka dyskusja trwa po obchodach Święta Niepodległości, które - jak w poprzednich latach - nieco popsuli zadymiarze.
Argumentem tych drugich jest wyliczanka miast, gdzie w ostatnich latach dochodziło do podobnych, a czasem gorszych w skutkach burd. I tak na przykład w 2011 roku Wielkiej Brytanii przydarzyła się seria rozruchów i grabieży, w wyniku których kilka osób zginęło, kilkadziesiąt zostało rannych, a prawie 3,5 tys. trafiło za kratki. W 2012 roku w ogniu stanęły Ateny - młodzi rzucali w policjantów koktajlami Mołotowa i kamieniami, użyto gazu łzawiącego.
W 2013 roku w Rzymie z funkcjonariuszami starli się uczestnicy lewicowych manifestacji, którzy atakowali policyjne kordony, rzucając w nie butelkami i jajkami. Z kolei ledwie kilka dni temu w burdę zamienił się pokojowy marsz ulicami Brukseli. Demonstranci starli się z policją, przewracali zaparkowane samochody. Komentatorzy szczególnie chętnie odwołują się do tego ostatniego przypadku.
logo
Fot. Twitter
logo
Fot. Twitter
Rozróba rozróbie nierówna
Tylko czy słusznie? Faktem jest, że gdzie indziej też biją, niszczą i podpalają, ale nie o to przecież chodzi. U nas zamieszki już tradycyjnie towarzyszą jednej imprezie, którą w dniu narodowego święta organizują środowiska narodowe. Mają zupełnie inne podłoże, a poza tym, w przeciwieństwie do wydarzeń z innych państw, trudno powiedzieć, by były konsekwencją jakiegoś „protestu”
Wielka Brytania – śmierć czarnoskórego mieszkańca Londynu zastrzelonego podczas próby zatrzymania. Ateny – rządowy plan oszczędnościowy. Bruksela - również oszczędności, a także m.in. podniesienie wieku emerytalnego.
Jedyne, co łączy te zamieszki z polskimi, to przemoc. I nikt nie twierdzi, że tak nie jest. Sęk w tym, że trudno znaleźć w regionie podobne wydarzenia, gdzie w tle byłoby narodowe święto. Jeśli są rozróby, to np. w związku z budzącymi społeczne emocje decyzjami. U nas chuligańska przemoc stała się znakiem rozpoznawczym dnia, w którym upamiętniamy odzyskanie niepodległości (dla co trzeciego Polaka to najważniejsze święto III RP). W największym stopniu w Warszawie, bo na niej skupia się cała uwaga, marginalnie w innych miastach (w Krakowie zatrzymano wczoraj sześć osób, a we Wrocławiu osiem).
Kiedy święto staje się pretekstem
Są jednak takie miejsca w Europie, gdzie święta, jak np. Dzień Niepodległości, stają się paliwem, który wznieca ogień społecznego niezadowolenia. W tym sensie są przynajmniej trochę podobne do Warszawy z 11 listopada.
Dobrym przykładem jest Dzień Bastylii, francuskie święto narodowe obchodzone 14 lipca, które właściwie co roku staje się pretekstem do manifestacji i protestów. Najgłośniej było o zamieszkach z 2009 roku, kiedy młodzi ludzie, w większości imigranci, podpalili ponad 300 samochodów i ranili 13 funkcjonariuszy policji. Przyczyną tej agresji była śmierć młodego chłopaka na komisariacie.
Święto mobilizuje też Węgrów. Oni na ulice wychodzą 15 marca, w dzień upamiętniający wybuch rewolucji lat 1848 i 1849. W ostatnich latach jest spokojnie, ale przed objęciem władzy przez Orbana co roku demonstracje przeradzały się w manifestacje wrogości wobec rządzących socjalistów. Na przykład w 2007 roku w marszu w Budapeszcie uczestniczyło ponad 100 tys. osób – skończyło się zamieszkami wywołanymi przez skrajną prawicę, policja użyła armatek wodnych i gazu.
Optymistyczne dla Polski jest to, że krwawych rozruchów z reformami czy problemami społecznymi nie doświadczamy. Przykre, że akurat to, co dzieje się w Święto Niepodległości, tak bardzo nas w Europie wyróżnia.