Dr Annusewicz o PKW: "Straszna wtopa, szkoda nawet żartować. Wymiana składu to minimum, trzeba przyjrzeć się całej instytucji"
Dr Annusewicz o PKW: "Straszna wtopa, szkoda nawet żartować. Wymiana składu to minimum, trzeba przyjrzeć się całej instytucji" Fot. A. Grzybowska / Agencja Gazeta

– Wymiana składu PKW to program minimum. Trzeba przyjrzeć się przede wszystkim sposobowi organizacji całej tej instytucji. Nie tylko temu, jak zarządzano projektami informatycznymi, ale w ogóle sposobowi jej funkcjonowania – mówi w "Bez autoryzacji" dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego i wicedyrektor Ośrodka Analiz Politologicznych UW.

REKLAMA
System padł, więc głosów nie liczono. Już pojawiają się więc opinie, że PKW trzeba wymienić albo skontrolować, skoro przy kolejnych wyborach znowu mamy to samo. Pan się przychyla do takich opinii?
Moim zdaniem nie do końca o samo PKW chodzi. Są osoby odpowiedzialne za to, że system nie zadziałał. Duże systemy informatyczne to projekty wielomiesięczne, czasem wieloletnie, z bardzo wysokimi budżetami. Problem polega na tym, że PKW prawdopodobnie, zgodnie z polskim prawem, rozpisała na ten system przetarg – i prawdopodobnie wygrała wtedy najniższa cena (przepisy zmieniły się w tym roku – przyp. red.).
Niestety, w projektach informatycznych to tak nie działa. W efekcie być może realizujący ten projekt miał niewystarczającą liczbę osób lub środków, może nie do końca ustalono zakres obowiązków dla tego systemu, być może podobne problemy były już w fazie testów, które z tego co słyszałem przeprowadzono dość późno, bo tuż przed przejściem systemu z fazy produktowej, testowej, do rzeczywistego działania.
Tak naprawdę więc trzeba przyjrzeć się całemu sposobowi zarządzania tym projektem informatycznym: jak go planowano, kiedy rozpoczęto tworzenie planów, jak zbudowano harmonogram prac, czy realizujący miał wystarczającą liczbę informatyków, czy w ogóle w projekcie stworzono prawidłowe założenia. Przyjmuję wersję, że tworzono od podstaw nowy system i zawsze w takich przypadkach pojawiają się błędy i problemy, i to jest normalne. Ale po to takie produkcje robi się z wyprzedzeniem, by je przetestować i poprawić. Straszna wtopa, z której nawet szkoda żartować.
logo
Dr Olgierd Annusewicz, politolog i wicedyrektor Ośrodka Analiz Politologicznych UW Fot. inp.uw.edu.pl
A jeśli chodzi o drugą kwestię, w której PKW poniosła porażkę, czyli m.in. wybrakowane karty, podwójne komitety na listach i inne tego typu wpadki - czy tutaj wymiana składu PKW coś pomoże?
Ta instytucja ma genetyczny problem, wynikający z tego, że zarządzają nią osoby będące wyłącznie prawnikami. Nie mają zbyt szerokiego pojęcia o kwestiach informatycznych, może też mają problemy z ogarnianiem logistyki. Bo to nie jest tak, że teraz mamy aferę z PKW, tylko raczej co wybory, od lat, PKW nie daje sobie rady. Ostatnie wybory, gdy szybko i sprawnie policzono głosy, to były wybory prezydenckie w 2010 roku – bo to najprostsze z możliwych wyborów do policzenia głosów, szczególnie w II turze, gdy jest to zero-jedynkowe.
Może wysłanie do PKW kontroli NIK to niezły pomysł, szczególnie pod obecnym kierownictwem, przy którym Izba działa niemal jak firma consultingowa. Ale moim zdaniem trzeba przyjrzeć się przede wszystkim sposobowi organizacji całej tej instytucji. Nie tylko temu, jak zarządzano projektami informatycznymi, ale w ogóle sposobowi jej funkcjonowania. Być może to na poziomie ustawy trzeba zmienić strukturę, organizację pracy PKW. Wymiana składu, chyba nieśmiertelnego, to program minimum.
Przechodząc do samych wyników, przynajmniej wstępnych. Wszędzie mówimy o wygranej PiS, ale czy w takich wyborach można już mówić o wygranych i przegranych? Wszak w samorządach wiele zależy np. od ułożenia koalicji w danym regionie, a sejmiki to też nie najważniejsza ich część.
Na pewno jest tak, że jeżeli wynik do sejmików się utrzyma, to wygrana PiS-u w nich będzie miała bardzo ważny, symboliczny charakter. Jak to mówię, doda im skrzydeł – zresztą, proszę sobie wyobrazić, że mieliby ponieść 8 porażkę z rzędu.
Z drugiej strony za chwilę może się okazać, że w wyborach na wójtów, prezydentów i burmistrzów miast, Platforma wygra. I będziemy mieli do czynienia ze swojego rodzaju remisem – bo tak jak Pan powiedział, same sejmiki nie są jedynym wskaźnikiem.
Pozostaje jeszcze trzecia kwestia, jeśli mówić o wygranych i przegranych. Może się okazać, że w skali kraju duża liczba głosów przypadnie kandydatom z lokalnych komitetów wyborczych: miejskim politykom, aktywistom, lokalnym samorządowcom. I nawet jeśli nie zdobędą oni ogromnej puli mandatów, bo jest to grupa mocno rozdrobniona, to i tak podejrzewam, że skomasowane wyniki pokażą znaczne poparcie dla nich, nawet odejmując tych polityków, którzy tylko na chwilę zrezygnowali z barw partyjnych.
Dobry wynik tych lokalnych kandydatów będzie oznaczał, że mamy do czynienia nie ze zwycięskim remisem PO i PiS, a z remisem-porażką tych dwóch partii. Bo jeśli duża grupa ludzi zrezygnowała z dwóch największych ugrupowań w kraju i poszła głosować na nie-polityków, mówiąc potocznie, to jest to silny sygnał ostrzegawczy dla polityków, w tym PO, która w tej kampanii po prostu popełniła kilka błędów.