Wielu z nas sądzi, że czekolada najskuteczniej poprawia nastrój.
Wielu z nas sądzi, że czekolada najskuteczniej poprawia nastrój. Fot. RTimages / www.shutterstock.com

Wstajesz i widzisz księżyc. Wychodzisz do pracy – księżyca już nie ma, ale słońca też ani śladu. Wracasz z pracy – znów widzisz księżyc. Nic dziwnego, że o dobry humor trudno. Przynajmniej u mnie. A na dodatek czekolada wcale nie pomaga!

REKLAMA
Jeszcze kilka dni temu było w porządku. Słońce na niebie, względnie przyjemnie. Nawet całkiem ciepło. Może nie raj, ale da się żyć. Ale teraz słońce zniknęło. W zamian dostaliśmy ciemność i szarość. Rano źle, wieczorem jeszcze gorzej. Nie pomaga też regularnie stosowana wewnętrzna indoktrynacja, czyli powtarzane po cichu „Kobieto, weź się ogarnij”.
Dobra kawa o poranku
Jest super. Mocna i aromatyczna. Ale co z tego? Po wypiciu kubka mocnej mocchi przed oczami zaczyna mi majaczyć wizja biednych dzieci uwijających się w katorżniczych warunkach na gigantycznych plantacjach egzotycznych krajów. Tak już mam, że znienacka nachodzą mnie najbardziej abstrakcyjne skojarzenia. Dalej mi smutno. Nie wypiję więcej kawy.
Czekolada. Czekolada jest super. Mama zawsze mi powtarza, że ma dużo magnezu. Zresztą ja w to sama głęboko wierzę. Jem czekoladę. Albo nie. Najbezpieczniej będzie zjeść czekoladę i popić gorącą czekoladą. Jem. Wypijam. Katastrofa. Baba jak to baba, najpierw pochłonie kalorie, a potem czuje się gruba. Poddaję się. Ale zaraz przypomina mi się, co powiedziała kiedyś Maria Czubaszek: „Zawsze powtarzam, że człowiek nie po to żyje, żeby jeść, ale po to je, żeby się odchudzać”. Cudownie, pozornie bezsensowna konsumpcja czekolady nabiera sensu.
W lodówce mam jeszcze lody. W szafce wino. Ale nie mam odwagi próbować. Przynajmniej już nie dziś. Jestem pewna, że po lodach poczuję się jeszcze gorzej, a po winie – przy mojej słabej głowie – nic już nie napiszę. Trudno. Kładę się spać i solennie obiecuję sobie, że jutro zadzwonię do eksperta.
Dietetyk
Nie lubię diet, a w konsekwencji tej niechęci odczuwam też głęboki lęk przed każdym dietetykiem. Ale trudno, czego się nie robi dla lepszego humoru. Cel, pal. Pada na Baszara El-Helou z pracowni dietetycznej „Wanilia”. I trauma od pierwszego zdania.
– W powszechnym mniemaniu najlepszym lekarstwem na chandrę są słodycze, ale to bardzo błędne myślenie – mówi mój dietetyk.
Super. Od 20 lat ulegałam powszechnemu, mylnemu mniemaniu.
– Czekolada ma tylko jeden plus, zawiera magnez. A ten z kolei dobrze wpływa na kondycję mózgu – wyjaśnia dalej.
Cóż, dobre i to.
– Ogólnie jednak ze wszystkimi słodyczami jest tak, że najpierw szybko podnoszą poziom hormonów szczęścia, ale potem ich poziom równie szybko spada. Krótko mówiąc słodycze powodują wahania poziomu glukozy we krwi – dodaje ekspert.
Świetnie. Muszę powiedzieć kolegom w redakcji, żeby przestali jeść czekoladę. Niezrażona niepowodzeniami pytam jednak, co w takim razie może mi pomóc. Coś przecież musi dobrze wpływać na humor.
– Po pierwsze ryby, szczególnie te tłuste – mówi dietetyk. –To zwłaszcza łosoś i makrela. Po drugie olej lniany, warto dodać go np. do sałatek, ale nie powinno się używać go do smażenia, bo traci wszelkie swoje wartości. Po trzecie owoce i warzywa, ale tylko te surowe. Po czwarte produkty pełnoziarniste, zwłaszcza kasze i jak najmniej przetworzone płatki zbożowe, ewentualnie pełnoziarniste pieczywo. I po piąte dużo wody i słabych naparów z ziół lub herbaty. No i zupy, najlepiej podawane na gorąco i koniecznie mocno aromatyczne.
Byłoby tak miło, gdybym umiała gotować...