
Wśród lokalnej społeczności często jest siła i chęć działania. Lider musi być soczewką, która skupia tę energię i potrafi ją właściwie wykorzystać.
– Marzył mi się jeszcze kocioł czarownicy, ze względu na lokalne wierzenia, ale jeszcze nie udało się –tłumaczy.
Pan Zdzisław ma plan. Bez pytania ładuje nas do swojego samochodu i wiezie na objazdówkę po miejscowości. Każdy mieszkaniec, którego mijamy macha do naszego samochodu, pan Zdzisław odmachuje. Mieszka w Łagowie od dzieciństwa. Dlaczego nie zdecydował się wyjechać do większego miasta? Bo mu tu dobrze i lubi działać. A angażuje się w działania prospołeczne od kiedy pamięta.
Jak ja sobie przypomnę początek mojej pracy w samorządzie, to poza Ochotniczą Strażą Pożarną nie było żadnego stowarzyszenia. My, przy okazji opracowania lokalnej strategii rozwoju, założyliśmy pierwsze stowarzyszenie, którego prezesem jestem do dzisiaj. To było w 1999 i skupialiśmy wówczas wszystkie aktywne osoby, od kół gospodyń wiejskich, poprzez sportowców i właścicieli gospodarstw agroturystycznych. Dopiero potem zaczęły powstawać stowarzyszenia tematyczne.
– Kopalnie niszczą nasz krajobraz, tiry rozjeżdżają drogi, a my nie możemy przyciągnąć tylu turystów, ilu byśmy chcieli – tłumaczy pan Zdzisław.
– Dlatego uważam, że te firmy powinny zatrudniać przede wszystkim ludzi z naszej gminy oraz wspierać finansowo nasze działania – dodaje.
Mimo wsparcia od kopalni oraz prywatnych przedsiębiorstw na terenie gminy, pan Zdzisław zaznacza, że jego podstawowe narzędzia pracy jako lidera to dwa słowa: proszę i dziękuję.– Społeczność jest bardzo podzielona. Mieszka tu sporo fajnych osób, które aktywizują się i działają.
Z kamienia, który jest wydobywany w Łagowie robiono wapno. W okolicy zachowało się jeszcze kilka starych wapienników. Poza tym okolica ta jest znana ze znakomitej jakości glin. Kiedyś był tu prężny ośrodek garncarski. Z czasem zaczęło wszystko umierać, rudy ołowiu były trudne do wydobycia i nikt się nie zdecydował, żeby to robić metodą przemysłową. Praca ludzka przestała być opłacalna.
Ponieważ w okolicy jest wielu rolników lokalny targ w Woli Łagowskiej jest bardzo ważnym miejscem dla wszystkich mieszkańców. Ale handluje się tu nie tylko płodami rolnymi. – Mamy w okolicy wieś, która się specjalizuje w handlu bydłem. Skupują zwierzęta z całej Polski, a wożą do zakładów w Tarnowie. Mieszkańcy Piotrowa bardzo dobrze z tego żyją, jest tam dużo małych firm, które świetnie funkcjonują, zatrudniają po trzy, cztery osoby i to jest taka nasza mała potęga – opowiada lider.
Jeśli chodzi transport, to nie jest tu najgorzej. Miejscowość jest położona w samym centrum gminy, na przecięciu wszystkich szlaków. Dwa miesiące temu ruszyła linia transportu lokalnego, otworzono też linię MPK do Kielc. Mieszkańcy mają jednak inny problem, brak domu kultury.
Społeczność potrzebuje wykształconej młodzieży, która wspomogłaby działania aktywistów. Wieś w ogóle potrzebuje młodych. Z tego powodu otwarto w Łagowie szkołę zawodową, stworzono też fundusz stypendialny dla najzdolniejszych licealistów.
Samorząd nas nie wspiera a wręcz zrobił konkurencje fundując swoje stypendia.
Gminy mają możliwości, żeby pewne rzeczy zrobić. Tylko że one nie dają ludziom szansy zorganizowania się sami, robią to za ludzi. A to jest niepotrzebne, ludzie potrafią się zorganizować, tylko im się nie chce.
Dlatego najważniejszym zadaniem liderów jest sprawienie, że ich funkcja przestanie być potrzebna. – Chcemy pokazać, że na wszystko trzeba zapracować. Nic nie dzieje się od tak. Załatwiamy dzieciakom stypendia, ale tylko takim, które są zdolne i aktywne. Co więcej, muszą potem w działaniach społecznych to stypendium odpracować – opowiada pani Jola.
