Justyna Kowalczyk przez upadek straciła szanse na dobry wynik na początku sezonu.
Justyna Kowalczyk przez upadek straciła szanse na dobry wynik na początku sezonu. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Mocno zawiedli się kibicie sportów zimowych, którzy liczyli na dobry początek sezonu w wykonaniu polskich gwiazd. Wciąż zawodzą prawie wszyscy skoczkowie narciarscy, a Kamil Stoch walczy z kontuzją. W sobotę wyglądało na to, że o wiele lepiej pójdzie w biegowym sprincie Justynie Kowalczyk, ale mistrzyni olimpijska z Soczi straciła szanse na dobry wynik przez upadek.

REKLAMA
W oczekiwaniu na lepsze występy skoczków uwaga kibiców nieco rozpieszczonych genialnymi wynikami polskich sportowców w ubiegłym sezonie skupiła się w sobotę przede wszystkim na Justynie Kowalczyk. Choć i jej otoczenie studziło emocje przed pierwszymi startami. Mistrzyni ma bowiem spore zaległości w cyklu treningowym i dopiero wraca do formy po trudnych przejściach z ostatnich lat. W tym depresji, do której otwarcie przyznała się po zdobyciu złota w Soczi.
Oglądając sobotnią rywalizację trudno było jednak uwierzyć, że Justynie Kowalczyk jeszcze czegokolwiek brakuje, by znowu zadomowić się na podium Puchar Świata. Świetne tempo zaprezentowała na każdym kolejnym etapie sprinterskiej rywalizacji w Kuusamo. Tak było również w półfinale, w którym wyraźnie już dystansowała swoją największą rywalkę, czyli Norweżkę Marit Bjoergen.
Wówczas na nartach Kowalczyk zgromadziło się zbyt wiele śniegu, przy strącaniu którego Polka upadła. W półfinale dobiegła do mety trzecia i nie zakwalifikowała się do finału. W tym triumfowała Bjoergen, która sezon rozpocznie w koszulce liderki PŚ. Świetnie zaprezentowały się także druga Katja Visnar ze Słowenii i młoda Norweżka Maiken Falla.
Mimo kiepskiego początku sezonu komentatorzy i kibice nie mają jednak wątpliwości, że nawet brakujące tygodnie w tegorocznym kalendarzu treningowym Justyny Kowalczyk nie sprawiły, iż Polka wypadła z czołówki. Zaprezentowana w sobotę forma pozwala z wielkim optymizmem myśleć o kolejnych zawodach.
Nieco optymizmu przydałoby się też w polskich skokach narciarskich. Pod nieobecność kontuzjowanego Kamila Stocha (wróci na skocznię dopiero za tydzień w Lillehammer) honoru naszej drużyny bronił dotąd tylko Piotr Żyła. W piątkowym konkursie był jedynym Polakiem, bo reszta podopiecznych Łukasza Kruczka nie przebrnęła nawet przez kwalifikacje. Do sobotniego konkursu na Rukatunturi zakwalifikowało się ich jednak sześciu, ale w drugiej serii znowu osamotniony był Piotr Żyła.