Krytyk kulinarny o pseudo-recenzentach: Nędzne truchło krytyki kulinarnej

Artur Michna - certyfikowany krytyk kulinarny
Artur Michna - certyfikowany krytyk kulinarny Fot. arturmichna.pl/
Jego recenzje i publikacje są tak dobre, że można jeść je łyżkami. Potrafi też, gdy trzeba, walnąć pięścią w stół. - Bezmyślne blogerki, które za pieniądze swoich partnerów uprawiają tak zwaną „krytykę kulinarną” dla zabawy. Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik. Jest w krytykowaniu tak dobry, że uczy tego na Wyższej Szkole Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku. W krótkiej rozmowie o tym, kim krytyk kulinarny jest.

Kim jest krytyk kulinarny?

Artur Michna, krytyk kulinarny: W powszechnym przekonaniu krytyk kulinarny to mały, złośliwy malkontent, który cieszy się tylko wtedy, gdy uda mu się pogrążyć restaurację, którą w absolutnej tajemnicy odwiedził.

A tak nie jest?

Bzdura, ja nie jestem ani mały, ani złośliwy ani nie narzekam i zdecydowanie bardziej wolę polecać niż wieszać psy. Do tego w ogóle się nie ukrywam, bo w dobie internetu to zupełny nonsens. Nowoczesny krytyk kulinarny to nie tylko recenzent, to także publicysta, który podróżuje i przybliża swoim czytelnikom kulinarny świat. Opowiada o festiwalach produktów, niszowych producentach, ale też o nowościach na rynku. Bywa, że zasiada w jury konkursów kulinarnych, w końcu ocenianie to jego żywioł.

Moi poprzedni rozmówcy jednogłośnie twierdzą, że musi mieć także ogromną wiedzę.

Musi mieć wiedzę z zakresu historii gastronomii, biochemii a nawet fizyki, orientować się w najnowszych badaniach nad żywnością i jej wpływem na zdrowie, bo w końcu bierze odpowiedzialność za to, o czym mówi.

No chyba że odpowiedzialności nie bierze,

Wówczas to nie krytyk kulinarny tylko nędzne truchło krytyki kulinarnej.
Są też kulinarni blogerzy...

Szarogęsząca się w przedprożach krytyki kulinarnej blogerka udająca, że jest równie nieomylna, jak sam Bóg Ojciec, nie jest nikomu do niczego potrzebna. Zresztą większość tych blogów recenzenckich wkrótce umrze śmiercią naturalną, bo na rynku jest już polski przewodnik Gault et Millau, Michelin już za chwilę zwiększy swoje wpływy w Polsce, a apetyt na nadwiślańskich czytelników ma też włoski Gambero Rosso. Tymczasem Polacy póki co mają w nosie restauracje.

Kiedy to się zmieni?

Za jakieś pięć lat, gdy Polska stanie się modnym celem podróży gastronomicznych, ale na razie nie ma na to najmniejszych szans. Póki co gotujemy w domach i kupujemy w sklepach, a do modnych restauracji chadza garść widzów Kuchennych Rewolucji i Top Chefa i to raczej raz do roku niż raz w tygodniu.
To po co nam, jako społeczeństwu, ktoś taki, jak krytyk kulinarny?


Po komu taki krytyk kulinarny? Według najnowszych badań aż jedna trzecia nowotworów i chorób serca zależy od tego, co jemy. Czy ktoś zdobędzie się na odwagę, aby podważyć korzyści, jakich wpływowy publicysta może przysporzyć tej jednej trzeciej populacji? Oczywiście mam tu na myśli profesjonalnych i wykształconych krytyków, a nie bezmyślne blogerki, które za pieniądze swoich partnerów uprawiają tak zwaną „krytykę kulinarną” dla zabawy.

Pan jest złośliwy...

Naprawdę nie jestem złośliwy, ale szlag mnie trafia, gdy te panie popadają w ekstazę, gdy szef kuchni skropi im sałatkę olejem kokosowym, nie mając pojęcia, że to jeden z najniebezpieczniejszych tłuszczów.

Na koniec. Jak ocenia pan reakcję szefa kuchni China Garden na recenzję Macieja Nowaka?

Cała ta aferka z Maciejem Nowakiem i petami od mistrza chińskiej sztuki kulinarnej trąci farsą.

Dlaczego?

Można Macieja Nowaka nie znać, można go nie lubić, można nawet samemu obwołać się Maciejem Nowakiem, ale w tym wyścigu na najmądrzejszego warto zastanowić się, czy to naprawdę nie jest podpucha. Maciej to zwierz medialny, a te lubią czasem przypadkowo rozsypać nieco żeru. Krucy się zlecieli a lew pęka ze śmiechu...
Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...