Restauratorze, opamiętaj się! To klient decyduje, kiedy należy się napiwek. Skończmy z "opłatą za serwis"

Restauratorze, opamiętaj się! To klient decyduje, kiedy kelnerowi należy się napiwek. Skończmy z obciachem
Restauratorze, opamiętaj się! To klient decyduje, kiedy kelnerowi należy się napiwek. Skończmy z obciachem Shutterstock.com
"Do rachunku powyżej 80 złotych doliczane jest 15 proc. opłaty za serwis" – tego typu informacja coraz częściej pojawia się w polskich restauracjach (choć kwota i procent mogą się różnić). Patrzący na Zachód właściciele nie dostrzegają, że wymuszając napiwki za większe zamówienia, robią sobie zwyczajny zły PR, przez który klienci mogą poczuć niesmak jeszcze przed złożeniem zamówienia.


Dawanie napiwków jest dziś w Polsce tak oczywiste, jak to że klientom należy się jak najlepsza obsługa. Przyzwoitym poziomem jest symboliczne 10 proc. ceny, które bardzo często mieści się w zaokrągleniu do pełnej kwoty. Mimo to, niektórzy restauratorzy próbują zadbać o naszą pamięć i odgórnie narzucają dopłatę za obsługę. Coś tu jest nie tak.


Zagraniczne standardy
Owszem, można wszystko tłumaczyć faktem, że "na Zachodzie" jest to normą. Ale w wychwalanej przez nas Ameryce normą staje się też otyłość i naprawdę nie musimy ślepo czerpać ze źródła, które nie jest wcale wolne od błędów i pomyłek. – Niejednokrotnie to my prezentujemy wyższy standard niż kraje zachodnie – mówi Szymon Kohut z Krakowskiej Szkoły Restauratorów.


Kohut mówi jasno, że kwota, którą gość restauracji powinien zapłacić, to cena, która znajduje się w karcie menu. – Napiwek, czyli ekstra zapłata dla kelnera to tylko i wyłącznie czyjaś dobra wola i tak powinno pozostać. Dzięki temu kelnerzy lepiej obsługują – mówi znawca branży, zdaniem którego doliczanie opłaty za serwis jest po prostu obciachem.


Żaden gość, żaden klient nie ma obowiązku zostawiania napiwków.
– Dopisywanie informacji w menu, że serwis nie został wliczony jest nieeleganckie – mówi Kohut. Niestety, tego typu praktyki są stosowane w tak zwanych "dobrych restauracjach", ze znanymi właścicielami, zlokalizowanych w najlepszych punktach. – Jeśli goście korzystają z drogich restauracji, są niemal zawsze nauczeni tego, że zostawia się napiwki – zauważa mój rozmówca. Jego zdaniem, taka próba zadbania o to, aby przypadkiem za mało nie zarobić, może skończyć się odwróceniem się klientów od lokalu.

Nie róbmy problemu. Nie przychodźmy
Opłata za serwis doliczana jest najczęściej powyżej pewnej kwoty lub przy większej ilości gości. Tłumaczy się to tym, że przy większym zamówieniu potrzeba dodatkowych osób do obsługi. Takie argumenty wydają się przeczyć jakiejkolwiek logice. Więcej klientów i droższe zamówienie oznacza przede wszystkim większy zarobek dla lokalu. Tymczasem właściciele restauracji sugerują, że klienci zamawiający więcej i drożej, sprawiają im swego rodzaju problem, któremu jakoś muszą sprostać. Rekompensatą zaś jest dodatkowa opłata za niedogodności pracowników i zwiększony ruch w lokalu.

– Na jakiej zasadzie się to wprowadza? – zastanawia się Szymon Kohut, który szkoli przyszłych restauratorów. – To, że przyszło 10 osób powinno być wyłącznie powodem do zadowolenia dla właściciela lokalu, bo zapłacą oni większy rachunek. To tak, jakbyśmy przy kupnie pięciu telewizorów zamiast jednego, musieli jeszcze dopłacić zamiast dostać zniżkę – słyszę od swojego rozmówcy.
Szymon Kohut
Krakowska Szkoła Restauratorów

Gdy przychodzi więcej osób do lokalu, właściciel powinien zrobić jakiś ekstra prezent. Niekoniecznie musi być to zniżka, ale można na przykład dać jakiś deser gratis, ciasteczko. Chodzi o to, aby klient następnym razem do nas przyszedł.

Doliczona obsługa, odliczona jakość
– Nienawidzę gdy ktoś, coś mi narzuca – mówi były barman i bloger naTemat Wojtek Kardyś, który absolutnie nie zgadza się z odgórnym narzucaniem napiwków. Jego zdaniem, napiwki to forma uznania gościa danej restauracji czy baru za obsługę.

– Gdy przez 6 lat pracowałem jako barman, to ode mnie (od mojej postawy, kreatywności, kultury osobistej) zależało, czy dostanę napiwek czy nie. Naliczanie napiwku daje pole do popisu dla właścicieli lokali gastronomicznych. Nie dość, że płacą 8 zł za godzinę i to na umowie śmieciowej (jeżeli w ogóle cokolwiek dostaniemy do podpisu), to teraz będą mieli wymówkę by płacić jeszcze mniej, bo przecież – masz 10% z napiwku – słyszę od swojego rozmówcy.

Takie traktowanie klientów na pewno nie zwiększa prestiżu restauracji, a jedynie pokazuje pazerność ich właścicieli. Owszem, mogą robić w swoich restauracjach co tylko zechcą, ale my nie dajmy się zwariować i nie gódźmy się na bezczelność właścicieli.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
0 0Kaczyński cieszy się, że gonimy Niemców. Ale powołuje się na raport, którego nie zrozumiał
0 0Unia Europejska ma obciąć Polsce 13 miliardów euro. Chce przeznaczyć te pieniądze na ekologię
0 0Cios w kandydata PiS na komisarza. Zabrano mu część zadań
0 0Borys Szyc wspaniały, tylko film słaby. Widziałem "Piłsudskiego" i czuję się znieważony
0 0Poważne oskarżenia Edyty Górniak. Wyjaśniła, czym były "podziękowania" Cleo
0 0Youtuber z kolegą nagrał jak jedzie 300 km/h i udawał, że to nie w Polsce. Szybko go namierzono
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców
Reserved 0 0Top modelka w kampanii Reserved. Promuje kolejną odsłonę projektu ReDesign
Gutek 0 0Zachwyca się nim Tarantino. Oto 5 powodów, dla których trzeba zobaczyć najbardziej szalonego laureata Złotej Palmy