Pogrzeb Gabriela Narutowicza (19 grudnia 1922)
Pogrzeb Gabriela Narutowicza (19 grudnia 1922) Domena publiczna

Właśnie mija kolejna rocznica zamachu, który wstrząsnął II Rzeczpospolitą – 16 grudnia 1922 roku w gmachu warszawskiej Zachęty sympatyzujący z Narodową Demokracją malarz Eligiusz Niewiadomski zastrzelił prezydenta Gabriela Narutowicza. Ale prób zamachów na przywódców Polski było o wiele więcej.

REKLAMA

Strzały w Zachęcie Tego feralnego dnia pierwszy polski prezydent w dziejach zwiedzał wystawę w gmachu stołecznego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Towarzyszył mu premier Julian Nowak oraz prezes popularnej "Zachęty" Karol Kozłowski. Wszyscy trzej oglądali właśnie obraz Teodora Ziomka „Krajobraz zimowy”, kiedy ciszę przerwały strzały z rewolweru. Dostojny gość osunął się na ziemię.

Za nim stał człowiek, który targnął się na życie najważniejszej osoby w państwie. To Eligiusz Niewiadomski, malarz, który nie mógł zboleć wyboru Narutowicza na prezydenta. Wkrótce stanął przed plutonem egzekucyjnym, a jego ostatnie słowa brzmiały: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski!". Dla wielu sympatyków endecji pozostał męczennikiem.

Gabriel Narutowicz - pierwszy prezydent Polski, zastrzelony w Zachęcie przed 92 laty.
Gabriel Narutowicz - pierwszy prezydent Polski, zastrzelony w Zachęcie przed 92 laty. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Bomba, która nie wybuchła Niewiele brakło, by niespełna dwa lata po zabójstwie Narutowicza Polska ponownie pogrążyła się w żałobie. We wrześniu 1924 roku we Lwowie, gdzie właśnie odbywały się Targi Wschodnie, próbowano pozbawić życia kolejnego polskiego prezydenta – Stanisława Wojciechowskiego. Szczęśliwie obeszło się bez ofiar – bomba rzucona w kierunku przejeżdżającego limuzyną prezydenta, eskortowanego przez oddział jazdy, nie wybuchła.

Ale sytuacja była nieciekawa - kolejny zamach na głowę państwa nie sprzyjał uspokojeniu nastrojów. O próbę zabicia prezydenta oskarżono Stanisława Steigera – studenta prawa o żydowskich korzeniach. Zawierzono relacji, którą w czasie śledztwa przedstawił jeden z naocznych świadków, choć były podejrzenia co do jego wiarygodności.

Steigera szybko postawiono przed sądem, ale ostatecznie został uniewinniony. Rzeczywisty zamachowiec – ukraiński student Teofil Olszewski, przyznał się do próby zamachu na zlecenie Ukraińskiej Organizacji Wojskowej w październiku 1924 roku. Uciekł do Niemiec, które udzieliły mu azylu. Polskie władze bezskutecznie domagały się jego ekstradycji.

Prezydent RP Stanisław Wojciechowski na uroczystości poświęcenia sztandaru 5 pułku saperów.
Prezydent RP Stanisław Wojciechowski na uroczystości poświęcenia sztandaru 5 pułku saperów. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Cel: Naczelnik Ta sama ukraińska organizacja stała w 1921 roku za przygotowaniem zamachu na Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Scenariusz zamachu był niemal identyczny z planem, który miał doprowadzić do śmierci Stanisława Wojciechowskiego. Marszałek przybył do Lwowa w celu otwarcia pierwszej edycji Targów Wschodnich. Niewiele brakło, aby wyjechał z miasta w trumnie.

Do Naczelnika strzelał 21-letni ukraiński bojownik Stepan Fedak. Czekał na trasie przejazdu samochodu, którym jechał Piłsudski w towarzystwie wojewody lwowskiego Kazimierza Grabowskiego. Nagle zgromadzeni na trasie gapie usłyszeli hałas. Dwie kule trafiły wojewodę, jedna – zbiła szybę w samochodzie. Kiedy było wiadomo, że zamach się nie powiódł, Fedak próbował popełnić samobójstwo. Bezskutecznie, szybko został pochwycony przez tłum. Niemal nie doszło do samosądu.

Zamachowiec był sądzony w procesie działaczy Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Do końca utrzymywał, że chciał jedynie zabić znienawidzonego wojewodę (ten został raniony w obie ręce). Skazano go na 6 lat więzienia, jednak wyszedł na wolność nie odbywając całej kary.

Piłsudski po raz kolejny? W początkach XX wieku Piłsudski sam zasłynął jako organizator zamachów na carskich urzędników i żandarmów – jako współtwórca Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Ale w czasach II RP miał nie raz - przynajmniej oficjalnie - stać się ofiarą swoich przeciwników.

Józef Piłsudski - o mało co, nie zginął we Lwowie w 1921 roku.
Józef Piłsudski - o mało co, nie zginął we Lwowie w 1921 roku. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Za organizacją zamachu na marszałka miał stać także jego były podwładny, działacz PPS Piotr Jagodziński wraz ze współpracownikami. Wszyscy w październiku 1930 roku wpadli w ręce organów ścigania, po tym jak na jaw wyszła informacja o rzekomym zamachu, który mieli przygotowywać. A według policji plan przewidywać miał zabicie marszałka w Alejach Ujazdowskich, przy użyciu materiałów wybuchowych.

Podejrzani zostali aresztowani i osądzeni (Jagodzińskiego skazano na rok więzienia). Najprawdopodobniej jednak cały "zamach" został wymyślony, a podejrzani członkowie Milicji Robotniczej PPS rzucili hasło do akcji tylko po to, aby wykryć w swych szeregach zdrajcę.

Z siekierą na Bieruta Pierwszy prezydent komunistycznej Polski, stojący na czele grupy komunistów przybyłych z Moskwy, Bolesław Bierut nie miał łatwego życia. Nie sposób policzyć wszystkich zamachów na jego życie (tych rzeczywiście przeprowadzonych i tych, które planowano). Komuniści zdawali sobie sprawę z zagrożenia – czołowe postacie PPR otoczono opieką wojska i sowieckich agentów.

Bolesław Bierut, pierwszy przywódca Polski Ludowej, wielokrotnie szczęśliwie uniknął śmierci.
Bolesław Bierut, pierwszy przywódca Polski Ludowej, wielokrotnie szczęśliwie uniknął śmierci. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Bierut mógł paść ofiarą zamachowców już pod koniec 1944 roku. I to dwukrotnie. Pierwszy raz w listopadzie – z okazji świętowania rocznicy rewolucji październikowej - kiedy to członkowie podziemia zamierzali zdetonować ładunki wybuchowe w lubelskim teatrze. Nie dotarli jednak na miejsce. Zostali zatrzymani i postawieni przed sądem – cała grupa usłyszała wyroki śmierci (rozstrzelano ich w kwietniu 1945 roku).

Jeszcze w grudniu 1944 roku wyrok na Bieruta wydali żołnierze AK, dowodzeni przez ppłk. Franciszka Żaka. Chcieli zabić komunistycznego przywódcę w jego własnym domu w Lublinie. Do zamachu ostatecznie nie doszło – zawiódł jeden z żołnierzy, który z nie do końca jasnych powodów nie zdołał dostarczyć materiałów wybuchowych.

Ale Bierut pozostał na celowniku zamachowców przez kolejne lata. W lutym 1947 roku w Hotelu Francuskim w Krakowie chciał zabić go nieznany mężczyzna. Inny zamach zaplanowano we wrześniu 1950 roku - tym razem przy okazji dożynek odbywających się w Lublinie. W kolejnych latach próbowali zabić go: żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego strzegący Belwederu (1951), pacjent szpitala psychiatrycznego (1952), a także robotnik (1953), który miał przy sobie siekierę. Ten ostatni także próbował wedrzeć się do belwederskiej rezydencji.

Towarzysz "Wiesław" na celowniku elektryka Kolejny - po Bierucie i Edwardzie Ochabie - szef partii komunistycznej w Polsce, Władysław Gomułka, "jedynie" dwukrotnie mógł pożegnać się z życiem. Po raz pierwszy uniknął śmierci w lipcu 1959 roku, kiedy towarzyszył przebywającemu w Zagłębiu Dąbrowskim z wizytą przywódcy Związku Sowieckiego Nikicie Chruszczowowi.

Obchody Święta Pracy w Warszawie (1963). Władysław Gomułka stoi pośrodku.
Obchody Święta Pracy w Warszawie (1963). Władysław Gomułka stoi pośrodku. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Kolejnym razem próbowano pozbawić go życia w grudniu 1961 roku, również bez rezultatu. Wybuch bomby podłożonej na przewidywanej trasie przejazdu pierwszego sekretarza ranił jednak dwie osoby – jednego z górników oraz 13-letnią dziewczynkę. Wskutek odłamków ucierpiało auto, wzięte za samochód "Towarzysza Wiesława". Co ciekawe, do obu prób zamachów doszło w Zagórzu (obecnie dzielnica Sosnowca), a każdorazowo za przygotowaniami do nich stał elektryk-samouk Stanisław Jaros. Stracony w styczniu 1963 roku na stryczku.

Gierek cały i zdrowy W trakcie drugiej wizyty Gomułki w Zagórzu eksplozja bomby mogła zabić także Edwarda Gierka, ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach. To on właśnie występował wówczas w roli gospodarza na „gościnnej” ziemi. Wkrótce to on miał stać się głównym celem... plotki o zamachu.

Edward Gierek podczas przemówienia (1973).
Edward Gierek podczas przemówienia (1973). Narodowe Archiwum Cyfrowe

We wrześniu 1975 roku w Koszalinie, gdzie lada chwila miały odbyć się centralne dożynki, rozeszła się wieść o przeprowadzeniu zamachu na Gierka - wówczas już pierwszego sekretarza - w wyniku którego miał on zostać ranny i trafić do szpitala. Mieszkańcy miasta mieli rozgłaszać tę niesprawdzoną informację m.in. stojąc w kolejkach po mięso. Władze musiały dementować plotki, a ostatecznie Gierek, cały i zdrowy, pojawił się na dożynkach.

Kamieniem w gen. Jaruzelskiego Inny przywódca PRL – gen. Wojciech Jaruzelski, także był celem ataków. W 1985 roku tragicznie mogła zakończyć się jego wizyta w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie SGH). Wiadomo jedynie, że nieznany sprawca chciał wysadzić granat moździedzowy, który ukryto w koszu na śmieci. W porę wykryli go jednak pirotechnicy Biura Ochrony Rządu.

Gen. Wojciech Jaruzelski padł ofiarą ataku kamieniem, ale wybaczył napastnikowi.
Gen. Wojciech Jaruzelski padł ofiarą ataku kamieniem, ale wybaczył napastnikowi. Fot. Jerzy Gumowski / Agencja Gazeta

Bardziej bezpośrednio gen. Jaruzelskiego zaatakował rolnik-opozycjonista Stanisław Helski, który nie mógł wybaczyć komunistycznemu przywódcy decyzji o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Helski domagał się postawienia generała przed Trybunałem Stanu. Sam także próbował wymierzyć sprawiedliwość – w październiku 1994 roku we Wrocławiu, na spotkaniu poświęconym książce Jaruzelskiego o stanie wojennym, zaatakował autora kamieniem zawiniętym w gazetę.

Generał otrzymał cios w twarz, a napastnik szybko trafił do zakładu psychiatrycznego. Skazano go na dwa lata odsiadki w zawieszeniu. Były pierwszy sekretarz wybaczył sprawcy. Atak na Jaruzelskiego miał miejsce pięć lat po upadku komunizmu w Polsce.

Zlecenie "Pershinga"? Nastały czasy III RP, jednak także w wolnym kraju celem zamachu mógł być polski prezydent. Miał paść ofiarą nie fanatyka, opozycjonisty czy też żołnierza, a płatnych przestępców. W 1998 roku Kwaśniewskiemu groził śmiercią ponoć sam guru pruszkowskiej mafii - „Pershing”.

Czołowy polski gangster "Pershing" miał wyznać, że chciał pozbawić życia Aleksandra Kwaśniewskiego.
Czołowy polski gangster "Pershing" miał wyznać, że chciał pozbawić życia Aleksandra Kwaśniewskiego. Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

Nie wiadomo jednak, na ile były to wyznania pijanego gangstera (miał on wtedy właśnie opijać wyjście z więzienia), a na ile rzeczywisty plan targnięcia się na życie przywódcy państwa.

W końcu przyszedł rok 2012 i na jaw wyszła sprawa Brunona K., 45-letniego wykładowcy Wydziału Chemii Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, który planował zamach na polskie władze - prezydenta, premiera i posłów. Niedoszły zamachowiec próbował zabić detonując cztery tony materiałów wybuchowych, ukryte w samochodzie.

Jak się okazało, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego już 2011 roku wiedziała, że Brunon K. w internecie oferuje swoje usługi z zakresu konstrukcji materiałów wybuchowych. – Materiały wybuchowe to zawsze było moje hobby – pisał w internecie naukowiec, który chciał zabić najważniejsze osoby w państwie.