
"Pierwszy rocznik Wiplerjugend wiceburmistrzem Śródmieścia" - tymi słowami Przemysław Wipler postanowił odtrąbić we wtorek sukces swojego współpracownika Mateusza Siepielskiego, który od dziś zarządzać będzie najbardziej prestiżowym obszarem Warszawy. I za sprawą swego mentora pewnie nie raz zostanie zapytany, jak wiele środowisko z którego się wywodzi ma z... nazistami z Hitlerjugend.
REKLAMA
Przemysław Wipler chciał być zapewne dowcipny, ale za ten wpis na Twitterze szybko posypały się na niego gromy. "Bardzo Pana szanuję... Ale co Panu uderzyło do głowy z #wiplerjugend? Może należało napisać #mojemałeszwadronyśmierci?" - komentują nawet osoby przychylne młodemu liderowi Kongresu Nowej Prawicy. "To takie poczucie humoru, które jakoś do mnie nie trafia..." - napisał Łukasz Lipiński, zastępca dyrektora centrum analitycznego Polityka Insight.
Nie każda niemiecka marka jest dobra...
W pamiętającej wciąż doświadczenia II wojny światowej Europie takie poczucie humoru nie powinno trafiać do żadnego przyzwoitego człowieka. Wiplerjudend to bowiem parafraza nazwy Hitlerjugend - paramilitarnej organizacji, do której w III Rzeszy garnęła się zapatrzona w Adolfa Hitlera młodzież.
W pamiętającej wciąż doświadczenia II wojny światowej Europie takie poczucie humoru nie powinno trafiać do żadnego przyzwoitego człowieka. Wiplerjudend to bowiem parafraza nazwy Hitlerjugend - paramilitarnej organizacji, do której w III Rzeszy garnęła się zapatrzona w Adolfa Hitlera młodzież.
Najpierw organizacja stanowiła ośrodek formacyjny dla Oddziałów Szturmowych NSDAP. W czasie II wojny światowej fanatycznie oddani Führerowi młodzieńcy z Hitlerjugend przeszli natomiast pod rozkazy jednego z najważniejszych dowódców SS Fritza Witta i zapisali się jako żołnierze równie oddani swemu państwu, co brutalni. Jaki rodzaj ludzi chciałby więc nawiązywać - choćby w nazwie - do takiej "tradycji"...?
Wiplerjugend jest z siebie dumne
Po nasilającej się krytyce Przemysław Wipler oznajmił więc, że to nie on pierwszy użył określenia Wiplerjugend, a jedynie obrócił w żart to, iż w ten sposób go wcześniej atakowano. Współpracownikowi Janusza Korwin-Mikkego chodzi zapewne o artykuł Michała Krzymowskiego i Pawła Sikory z 2012 roku, w którym pierwszy raz publicznie pojawiło się określenie "Wiplerjugend".
Po nasilającej się krytyce Przemysław Wipler oznajmił więc, że to nie on pierwszy użył określenia Wiplerjugend, a jedynie obrócił w żart to, iż w ten sposób go wcześniej atakowano. Współpracownikowi Janusza Korwin-Mikkego chodzi zapewne o artykuł Michała Krzymowskiego i Pawła Sikory z 2012 roku, w którym pierwszy raz publicznie pojawiło się określenie "Wiplerjugend".
- Jeśli piszecie o Przemku, to koniecznie wspomnijcie o Wiplerjugend. Jak to, nie wiecie, co to jest? Za Wiplerem od lat ciągnie się czereda młodych ludzi pozbieranych w różnych oszołomsko-patriotycznych środowiskach zbliżonych do UPR. Mówię tak, bo sam jestem jednym z nich. Gdziekolwiek pojawia się Wipler, tam jest i jego Wiplerjugend. To maszyna. Nagle wyskakują i organizują całą przestrzeń wokół niego. Młodzi, dobrze wykształceni i karni niczym wojsko - mówił im jeden z przyjaciół polityka KNP.
Jak widać, o ataku trudno było tu mówić. A Przemysław Wipler zamiast do dziś oburzać się o takie określanie swoich współpracowników uznał najwidoczniej, że kojarząca się ze nazistowskim fanatyzmem nazwa będzie najlepszą marką...
