Ewa Kopacz nominuje przyjaciółki? A w pierwszej ławce znowu panowie.
Ewa Kopacz nominuje przyjaciółki? A w pierwszej ławce znowu panowie. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Polska polityka to pole działań zdziecinniałych kolesi i jowialnych sarmatów. O naszej rzeczywistości decydują chłopcy, którzy najchętniej nie schodziliby z boiska do piłki nożnej, ryzykują karierę polityczną dla ekskluzywnego zegarka, a na partyjnych wyjazdach dyskutują o wielkości swojego przyrodzenia.

REKLAMA

Niestety, można nawet stwierdzić, że żenujące standardy maskulinizowania polskiej polityki sprowadziły ją do jednej wielkiej rywalizacji – kto ma większego, tego typu przechwałki są bardzo często treścią politycznych rozmów.

W rządzie Ewy Kopacz znowu dominują mężczyźni. To naprawdę nieprawdopodobne, by wciąż decydować się na przedstawicieli płci, która się aż tak w polskiej polityce się skompromitowała. Panie, nawet jeśli niekompetentne, to chociaż próbują nadrobić urodą. A panowie, no cóż, nie można nawet powiedzieć "ale przynajmniej jest pan ładny".

Naprawdę, nawet nie ma na czym oka zawiesić. Potężne brzuchy wylewające się z ław sejmowych to drobiazg, panowie z dumą obnoszą się ze swoim wiekiem, nie farbują włosów, nie korygują zmarszczek. Ja wszystko rozumiem, ale żeby polityk w XXI wieku nie był w stanie o siebie zadbać? Niedobrane garnitury, wymiętoszone cichobiegi zamiast eleganckich lakierków, podwójne a nawet potrójne podbródki, ba!, czasami nawet włosy z nosa wystają. Panowie, jeśli już musicie się pokazywać, to zadbajcie o to, by być miłym w odbiorze.

Za długie nogawki, bezkształtne buty. Panowie, weźcie się wreszcie za siebie!
Za długie nogawki, bezkształtne buty. Panowie, weźcie się wreszcie za siebie! Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Cytując klasyka, Polacy może nie są najpiękniejszymi mężczyznami, a w ławach sejmowych siedzą... kaszaloty.

W koncepcji rządzenia mężczyzn nie chodzi o to, żeby coś zrobić, tylko o podkreślanie tego jak ważne jest moje stanowisko i jak wiele mogę za jego pomocą zdziałać. Ma być epatowanie siłą i mocą sprawczą i wrażenie nieomylności, czyli coś w stylu króla, który w rzeczywistości jest nagi, bo jedyne co potrafi, to nadrabiać miną.

Ekskluzywny "sikor" nie wystaje spod mankietu. Tym razem skromnie.
Ekskluzywny "sikor" nie wystaje spod mankietu. Tym razem skromnie. Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta

Te żenujące pozy, lekceważące uśmiechy, puszenie się jak paw, ale trudno o coś innego, skoro za żadne skarby nie można wyczytać z wypowiedzi posłów i ministrów, po co zdecydowali się wejść do polityki i co chcą w niej osiągnąć.

Męskie kluby wzajemnej adoracji, które szybko mogą zmienić się w siedliska nienawiści. Przecież plotek, kłótni i rozhisteryzowanych rozstań wewnątrzpartyjnych można oczekiwać po słabej płci (sic!). Opinia jest taka, że to panie są dużo bardziej uczuciowe i dające się ponieść emocjom. Polska polityka zmusza jednak do zredefiniowania tego poglądu. Fochy i zranione uczucia są jednym z katalizatorów napędzających dramaturgię polskiego rządzenia krajem. Schetyna i Tusk, Kaczyński i Ziobro, Kwaśniewski i Miller czyli historie pokłóconych politycznych kochanków. Nominacje wynikające z lubienia lub nielubienia, urażona duma, prywatne niesnaski, a gdzie tu interes narodowy?

Obecni kolesiowie są tacy sami, jak rozpijaczeni jowialni sarmaci gotowi sprzedać każdą ideę dla własnej wygody i poczucia ważności. O ile jednak w czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej nie musieli pilnować, by władzy nie przejęły od nich panie, o tyle teraz pilnują status quo. Bo w rządzeniu mężczyzn chodzi o to, żeby wiele się działo i nic się nie zmieniło. Mamy zatem klasyczny problem obrony status quo opisany w przytoczonej tu formule przez George’a Orwella i Giuseppe Tomasi di Lampedusę.

Oczywiście w wersji zdziecinniałej, bo żyjemy w czasach „etosu infantylizmu” - jak to w książce „Skonsumowani” opisał Benjamin Barber. Współcześni sarmaci mają wiele cech wspólnych z tymi z Rzeczpospolitej szlacheckiej - brak jakiegokolwiek fanatyzmu, całkowitą ideową pustkę. Wystarczy posłuchać telewizyjnych wystąpień większości polityków, które niemal w stu procentach składają się z demagogii. Połączenie braku jakiejkolwiek ideologii z „etosem infantylizmu” i niczym nieuzasadnioną pewnością siebie, daje w efekcie groteskę, która jest dominującym gatunkiem w teatrze polskiej polityki.

Premier Marcinkiewicz został zapamiętany nie ze względu na osiągnięcia w polityce, ale swoją romantyczną historię miłosną.
Premier Marcinkiewicz został zapamiętany nie ze względu na osiągnięcia w polityce, ale swoją romantyczną historię miłosną. Fot. screen youtube.com

Współcześni Zagłobowie zapijają potężnie i przegryzają obficie, niczym szlachta na zagrodzie, czego namacalnymi dowodami są nagrania ze sławetnej restauracji Sowa i Przyjaciele. A nie Sowa i Przyjaciółki.

Powyższy tekst powstał w reakcji na falę protekcjonalnych i seksistowskich komentarzy po powołaniu czterech nowych wiceministrów kobiet w rządzie Ewy Kopacz. Bezpośrednią inspiracją był materiał Stanisława Janeckiego. W moim artykule adresatem seksistowskich komentarzy został mężczyzna. W ramach wyjątku od powszechnie przyjętej reguły, że to kobiety oceniamy przez pryzmat płci.