Matthew Tyrmand postanowił bezceremonialnie zaatakować najpierw marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego, a następnie jego pełnomocnika mec. Romana Giertycha.
Matthew Tyrmand postanowił bezceremonialnie zaatakować najpierw marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego, a następnie jego pełnomocnika mec. Romana Giertycha. Fot. arch. prywatne / Facebook.com; Albert Zawada / Agencja Gazeta

Dołujący od lat poziom debaty publicznej w Polsce w poniedziałek postanowił jeszcze bardziej obniżyć odcinający kupony od sławy ojca Matthew Tyrmand, który ostatnimi czasy staje się zyskującym popularność na polskiej prawicy komentatorem. Syn Leopolda Tyrmanda najpierw nazwał marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego "obrzydliwym oszustem", a kiedy reprezentujący drugą osobę w państwie Roman Giertych poinformował o przygotowaniach do pozwania Tyrmanda, ten w sieci zaczął ubliżać adwokatowi.

REKLAMA
Wszystko zaczęło się od niedzielnego wpisu Matthew Tyrmanda na Facebooku, w którym mieszkający w Nowym Jorku syn Leopolda Tyrmanda stwierdzeniem "obrzydliwe zachowanie obrzydliwego oszusta" skomentował doniesienia "Wprost" na temat wydatków Radosława Sikorskiego na usługi brytyjskiego doradcy Charlesa Crawforda. Słowa te szybko zacytował portal Onet.pl, dzięki któremu opinia Tyrmanda zyskała popularność nad Wisłą.
"Czas skończyć z bezkarnością tych, którzy organizują kampanię nienawiści" - stwierdził kilka godzin później był wicepremier i minister edukacji, a dziś reprezentujący Radosława Sikorskiego adwokat, Roman Giertych. "W ciągu tygodnia pozew w tej sprawie w imieniu Marszałka Sejmu złożę przeciwko wydawcy Onet.pl oraz samemu oszczercy" - zapowiedział.
Matthew Tyrmand postanowił zareagować na to równie ostro, jak na doniesienia o rozrzutności Radosława Sikorskiego. Najpierw zasugerował, że Roman Giertych powinien powalczyć o stanowisko ministra edukacji w Zimbabwe, rządzonym przez reżim oskarżanego o zbrodnie przeciw ludzkości Roberta Mugabe. "Słyszałem, że Mugabe jest pod wyjątkowym wrażeniem pańskiej pracy" - ironizował.
Zamiast odpowiedzi mecenasa, doczekał się jednak tylko wsparcia ze strony skonfliktowanego z Giertychem wydawcy tygodnika "Wprost" Michała M. Lisickiego, który ocenił, że Matthew Tyrmanda skutecznie ochroni "amerykańska, konstytucyjna wolność słowa". Wsparcie wpływowego biznesmena skłoniło młodego publicystę do dalszych drwin z adwokata Sikorskiego, którego zaczął dopytywać, między innymi o to, czy przygotowywanie nowych powóz podnieca go seksualnie.
Później Tyrmand uznał, że w internecie warto podzielić się też "klasycznym" dowcipem, który na temat fizjonomii Romana Giertycha zapewne poznał wśród nowych przyjaciół z polskiej prawicy:
logo

– Mówię to, co myślę. Głupców nie toleruję. Angażuję się i działam – przekonywał Matthew Tyrmand przed kilkoma miesiącami w rozmowie z Anną J. Dudek. Wielka zatem szkoda, że dziś jego działania na rzecz Polski sprowadzają się jedynie do mówienia językiem głupców...