
– Znamy wasze nazwiska, wiemy, gdzie mieszkacie, i immunitet wam nie pomoże – ostrzegł posłów ze Śląska Piotr Duda. Przewodniczący NSZZ "Solidarność" chciał tymi groźbami przestraszyć polityków i wymusić na nich głosowanie po myśli górników. I choć wiele osób jest w szoku, dla polityków takie próby nacisku to chleb powszedni.
REKLAMA
– Widziały gały, co brały – mówi o zawodzie polityka Stanisław Pięta z PiS. Próby nacisków na posłów przybierają najróżniejsze formy, choć zazwyczaj nie są one tak dosłowne, jak ta, która padła z ust Piotra Dudy. – Zdarzają się różnego rodzaju głupie telefony, naciski czy nagonki, ale to jest wpisane w wykonywanie tej służby, więc nikt się tym nie przejmuje. A jeśli ktoś już zacznie się tym przejmować, to znaczy, że powinien pomyśleć o zmianie zawodu – słyszę od Pięty.
Przewodniczący NSZZ "Solidarność"
Jeżeli się okaże, że ta ustawa zostanie w tym tygodniu przegłosowana w Sejmie, pójdzie szybką ścieżką do Senatu, pan prezydent podpisze, to my też wiemy, co mamy robić. Ja chcę tym posłom ze Śląska powiedzieć jedno: my wiemy, znamy wasze nazwiska i wiemy, gdzie mieszkacie, i immunitet wam nie pomoże. Czytaj więcej
Poczucie zagrożenia
O tym, że zawód posła może być niebezpieczny wie doskonale europosłanka Julia Pitera, która niechętnie wraca do tych wspomnień. Jej zdaniem, posłowie nie powinni informować opinii publicznej o otrzymywanych groźbach, bo nakręca to złą atmosferę. – Proszę jednak pamiętać, że miałam spalony samochód. Ktoś zrobił to świadomie, a policja, mimo że ustaliła DNA sprawcy, nigdy go nie złapała – wspomina Pitera.
O tym, że zawód posła może być niebezpieczny wie doskonale europosłanka Julia Pitera, która niechętnie wraca do tych wspomnień. Jej zdaniem, posłowie nie powinni informować opinii publicznej o otrzymywanych groźbach, bo nakręca to złą atmosferę. – Proszę jednak pamiętać, że miałam spalony samochód. Ktoś zrobił to świadomie, a policja, mimo że ustaliła DNA sprawcy, nigdy go nie złapała – wspomina Pitera.
Posłanka PO była wówczas pełnomocniczką premiera ds. reformy CBA. W tym okresie dostawała sporo anonimów, które przekazywała na policję, bo miały one charakter gróźb. – Dostałam maila, że zasługuję na taki los, jak Papała. Nie ukrywam, że podobnych śledztw było w tym czasie kilka – zapewnia europosłanka z PO.
Po ataku na biuro poselskie PiS w Łodzi w 2010 roku, policja zaczęła bardziej przyglądać się bezpieczeństwu parlamentarzystów. Skontaktowano się z biurami poselskimi, których personel przeszedł przeszkolenie. – Dostaliśmy telefon do policjanta, który sprawuje nad nami opiekę. To właśnie do niego zgłaszamy się, gdy coś się dzieje – mówi Pitera.
Strach dotyka rodziny
Słowa Piotra Dudy z ogromnym zdziwieniem przyjął były minister zdrowia Marek Balicki. – To niebezpieczny sygnał – mówi naTemat. I wspomina czasy, gdy ostro działał w temacie ustawy aborcyjnej, której był sprawozdawcą w Sejmie.
Słowa Piotra Dudy z ogromnym zdziwieniem przyjął były minister zdrowia Marek Balicki. – To niebezpieczny sygnał – mówi naTemat. I wspomina czasy, gdy ostro działał w temacie ustawy aborcyjnej, której był sprawozdawcą w Sejmie.
– W tym czasie miałem telefony do domu, a konkretnie moja rodzina miała. Odpowiedzialność spoczywała na mnie osobiście. Na mnie ta presja nie robiła wrażenia, ale na rodzinie tak. Było to dla nich bardzo stresujące, bo po podniesieniu słuchawki otrzymywali salwę wyzwisk z powodu ojca czy męża – mówi Balicki.
Były minister zdrowia nie był jedynym parlamentarzystą zajmującym się ustawą aborcyjną, którego poddawano naciskom. – Chyba wszyscy pracowaliśmy pod presją fundamentalistów katolickich, na przykład Barbara Labuda czy inne osoby działające na pierwszej linii frontu – słyszę od swojego rozmówcy.
Sprawa dla prokuratury
Presja na polityków nie ma barw politycznych i dotyka wszystkich, którzy są u władzy. Mecenas Roman Giertych wspomina naciski, które na nim próbowano wywierać w czasach gdy był ministrem edukacji. Zaznacza jednak, że takich słów, na jakie pozwolił sobie Piotr Duda, nie usłyszał nigdy.
Presja na polityków nie ma barw politycznych i dotyka wszystkich, którzy są u władzy. Mecenas Roman Giertych wspomina naciski, które na nim próbowano wywierać w czasach gdy był ministrem edukacji. Zaznacza jednak, że takich słów, na jakie pozwolił sobie Piotr Duda, nie usłyszał nigdy.
– Słowa szefa NSZZ "Solidarność" były na granicy groźby karalnej – mówi prawnik. – Zastanawiałbym się, czy nie jest to naruszenie artykułu mówiącego o zmuszaniu groźbą karalną czy przemocą funkcjonariuszy do określonego działania. Ja bym to ocenił, jako grożenie – słyszę od byłego już polityka. Zdaniem Giertycha, słowa Dudy wymagają przynajmniej wyjaśnienia. – Na miejscu prokuratury wszcząłbym śledztwo – dodaje.
Roman Giertych w czasie pełnienia urzędu czuł największe naciski ze strony wydawców, którzy kwestionowali jego decyzję o ograniczeniu szkołom możliwość zmian podręczników częściej niż raz na 3 lata. Powodowało to ogromne ograniczenie wydatków rodziców na ten cel. – Wydawcy wyłożyli wówczas mnóstwo pieniędzy, aby zrobić mi czarny PR – wspomina.
Słowa Piotra Dudy z pewnością wymagają wyjaśnienia, choć może nie takiego, jakie wygłosił Janusz Śniadek. W rozmowie z naTemat stwierdził on, że być może szefowi NSZZ "Solidarność" chodziło o... adresy na Facebooku. Nie tędy droga...
