
"W ostatnich dniach podjęto starania, by zmusić mnie do wycofania z wyborów. To próba niszczenia demokracji i łamania mnie jak niegdyś premiera Cimoszewicza. Ktokolwiek to czyni - nie ma ze mną tymi metodami żadnych szans" - napisała na Facebooku kandydatka SLD na prezydenta Magdalena Ogórek.
Ogórek właściwie od momentu, w którym została oficjalnie zaprezentowana jako kandydatka SLD, nie pojawiała się w mediach.Teraz w dość zaskakujący sposób zabiera głos, skarżąc się na prześladowania. "Chciałam Państwa poinformować, że rozpoczęły się próby niszczenia moich przyjaciół, rodziny, znajomych" - pisze.
W facebookowym oświadczeniu wspomina też, jak to się stało, że trafiła do polityki i jaką rolę odegrał przy tym zmarły polityk SLD Józef Oleksy.
Magdalena Ogórek
Swój wpis kończy deklaracją, że walczy o "proste prawo i Polskę obywateli", dlatego nie ma mowy o wycofaniu się z wyborów. "Jestem to winna Józefowi, inaczej nigdy by mi tego nie wybaczył" - kończy.
Twierdzenie o "niszczeniu przyjaciół i rodziny" wzięło się być może z publikacji w tabloidach. Ostatnio "Fakt" podał informacje dotyczące początków znajomości Ogórek z obecnym mężem. Miała go poznać kilka lat temu, gdy pracowała w ministerstwie spraw wewnętrznych. Według dziennikarzy "Faktu" partner kandydatki SLD na prezydenta był wówczas żonaty. Sama zainteresowana zdementowała to potem na Facebooku.
Tekst o Ogórek wydrukował też tygodnik "Wprost". Pojawił się w nim wątek bliskiej przyjaźni z Bartoszem Węglarczykiem, która mogła mieć wpływ na zatrudnienie kandydatki SLD w TVN 24. Węglarczyk także odpowiedział, oskarżając tygodnik, że zrobił z niego alfonsa, a z Ogórek "coś jeszcze gorszego".
To nie wszystko. Z informacji "Newsweeka" wynika, że prokuratura właśnie wszczęła śledztwo w sprawie działalności męża Ogórek na jednej z prywatnej uczelni, gdzie był rektorem. Chodzi o "przywłaszczenie mienia znacznej wartości".
