Jarzębiny są sexy, czyli o drugiej stronie medalu "Koko Euro spoko"

Jarzębiny podczas środowego występu Fot. Kuba Atys/ Agencja Gazeta
Zdobycie ich telefonu graniczy z cudem. Dzwonię po gminnych ośrodkach kultury, sąsiadkach i miejscowych bibliotekach. Kiedy w końcu udaje mi się znaleźć numer do liderki zespołu Jarzębina, okazuje się, że ma wyłączony telefon. Od trzech dni media żyją historią zespołu folkowego ze ściany wschodniej. „Jarzębiny” wyskakują w telewizji śniadaniowej, mówią do nas w radio i są przerabiane na sto sposobów na YouTube. W internecie huczy od skrajnych komentarzy. Dla jednych to obciach, dla innych dowód na to, że można osiągnąć sukces nie będąc atrakcyjną blondynką z napompowanym biustem. Gdzie leży prawda?

Od środy polskie media żyją piosenką „Koko Euro spoko” folkowego zespołu Jarzębina z Kocudzy. W telewizji przekrzykują się krytycy muzyczni, w prasie wyżywają się na przeboju dziennikarze, w radio narzekają kibice. „Koko” dzieli Polaków. Jedni mu przyklaskują, inni uważają, że piosenka jest obciachem, który pokazuje Polskę jako zaścianek Europy. Krytycy atakują przebój Euro za przaśny wygląd zespołu i proste rymy. Nie można się z nimi nie zgodzić, warstwa muzyczna pozostawia wiele do życzenia. Jednak nie to jest wydaje się w całej sprawie najważniejsze. Warto odłożyć na bok samą piosenkę i zobaczyć historię ośmiu pań ze ściany Wschodniej, które w ciągu kilku dni z wiejskiego podwórka wyszły do mainstreamu. Bez pieniędzy, kontaktów i medialnego wsparcia. Jarzębina udowodniła, że nie wiek, nie wygląd i nie popularność ma znaczenie, ale charyzma i autentyczność. Po ogłoszeniu wyników głosowania, pojawiły się głosy, że wybierając „Jarzębiny” społeczeństwo chciało zażartować sobie z Euro i dopiec Franciszkowi Smudzie. Ja jednak bardziej od wygłupu widzę tu manifest. Starość może być sexy.

Koko, koko, czy ktoś nadepnął nam na ucho? Gdzie się podział muzyczny gust Polaków?

Jarzębina powstała w 1990 roku w Kocudzy, małej wsi w województwie lubelskim, z inicjatywy Ireny Krawiec. Postanowiła skrzyknąć znajome z okazji festiwalu folkowego, który był organizowany w Janowie Lubelskim. – Ze znalezieniem chętnych nie było problemu. Panie od dawna się znały i razem śpiewały podczas sianokosów. Festiwal był tylko bodźcem do założenia grupy, która od 22 lat funkcjonuje w prawie nie zmienionym składzie – mówi Andrzej Wojtan, dziennikarz "Kuriera Lubelskiego" i wieloletni przyjaciel zespołu. Dziś zespół Jarzębina tworzy osiem kobiet. Najmłodsza ma 33 lata, a najstarsza 82. Większość jest powiązana ze sobą więzami krwi, w zespole są matki, córki i ciotki. – Kocudza to bardzo mała wioska, która słynie ze swojej gwary i talentów muzycznych. Dawniej w powiecie było ponad 20 zespołów folkowych. Dziś jest ich trochę mniej, ale wciąż są bardzo popularne, o czym może świadczyć huczne powitanie jakie zorganizowali wczoraj mieszkańcy Jarzębinie. Choć zespół ma na koncie liczne sukcesy, chociażby Złotą Basztę na Festiwalu w Kazimierzu, to do tej pory jego sława nie sięgała dalej niż granice województwa. Środowa wygrana na pewno tą sytuację zmieni – przyznaje Wojtan.

Sytuacja już się zmieniła, a nawet trochę wymknęła spod kontroli. Tuż po ogłoszeniu wyników dziennikarze zaczęli oblegać onieśmielone kobiety z Kocudzy. W ciągu trzech ostatnich dni zdążyły udzielić kilku wywiadów, zapozować do sesji zdjęciowej i zorganizować menagera. Zainteresowanie „Jarzębiną” było tak duże, że panie postanowiły zostać w Warszawie jeszcze jeden dzień dłużej. – Byłem zszokowany. Dziewczyny mają w sobie tyle energii. Towarzyszyłem im podczas występu w Warszawie. Ja padałem z nóg, a one przez pół nocy udzielały wywiadów. Choć nie spały przez trzy kolejne doby, to znalazły jeszcze siły żeby świętować z mieszkańcami Kocudzy, którzy wczoraj wieczorem zorganizowali im huczne przywitanie. Są niesamowite – mówi Wojtan. Energia rzeczywiście bije od Jarzębiny. Podczas śpiewania są radosne i swobodne. Same o sobie mówią „bojowe babki” i faktycznie przebojowości im nie brakuje. W końcu nie każda starsza pani byłaby w stanie wywijać na scenie przez dobrych kilka godzin. Nie mówiąc już o porwaniu się do napisania piosenki na Euro.

Patrząc na gwiazdy, które do tej pory tworzyły przeboje na piłkarskie wydarzenia, można by czuć lekkie onieśmielenie. "Jarzębiny" jednak się nie dały zastraszyć i z dumą stanęły w szranki z Marylą Rodowicz czy Wilkami. Do zadania podeszły bez kompleksów. Mimo słabej znajomości tematu postanowiły same napisać i skomponować piosenkę. – „Koko Euro spoko” powstało w jedną noc. "Jarzębiny" zebrały wszystkie słowa, które kojarzą im się z mistrzostwami i zrymowały je. Refren „koko koko” zaczerpnęły ze swojego starego hitu, piosence o starym kawalerze, który wysiaduje jajka – tłumaczy Wojtan. Dzięki temu w piosence czuć autentyczność i zabawę.


Praca do 67 roku życia? To możliwe nawet w modelingu

„Jarzębiny” nie spodziewały się jednak, że napisany pod wpływem chwili utwór osiągnie taki sukces. Gdzie leży jego przyczyna? Na pewno w skromności i zaangażowaniu. Polacy mają już trochę dość napompowanych panienek śpiewających z playbacku. „Jarzębiny” nie są może piękne jak Nelly Furtado, nie kuszą męskich spojrzeń jak Shakira i nie tańczą jak ona. Są za to dojrzałe, świadome i utalentowane, o czym nie można powiedzieć o innych kandydatach do „Euro hitu”.

2012 ogłoszony został rokiem Aktywności Seniora. Zamiast więc naśmiewać się z „Koko”, trzeba potraktować go jako najlepszą reklamę starości, która jak widać wcale nie musi być zgorzkniała i wycofana. Swoją wygraną Jarzębina udowodniła, że senior też potrafi. Trudno powiedzieć jak potoczy się kariera kobiet z Kocudzy. Ja jednak już dziś bardzo im kibicuje. Należą im się jupitery, wywiady i sesje zdjęciowe. Cieszę się, że trafiły wczoraj na Kozaczka i że nie mogłam się do nich dzisiaj dodzwonić. Choć sama piosenka niezbyt mi się podoba, to uważam, że swoją wygraną Jarzębina zabrała mocny głos w dyskusji, która już dawno powinna zaistnieć. Starość może być sexy. Zróbmy jej miejsce.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...